Po podpisaniu trzyletniego kontraktu z Chicago Blackhawks o wartości dziewięciu milionów dolarów, w miniony wtorek Cole Smith po raz pierwszy zabrał głos jako zawodnik Chicago Blackhawks. W swoim oświadczeniu mówił o gotowości organizacji do wyjścia z dolnej części tabeli ligowej. „Są gotowi, by zacząć wygrywać” – powiedział. To musi być słodka muzyka dla uszu wszystkich mieszkańców aglomeracji chicagowskiej. Nie jest tajemnicą, że Blackhawks od dawna plasują się na samym dnie tabeli. Od czasu zwycięstwa w dywizji centralnej w 2017 roku, drużynie z Wietrznego Miasta nie udało się zakwalifikować do play-offów w tradycyjnym formacie rozgrywek NHL. Teraz, gdy Kyle Davidson wdrożył swój plan całkowitej przebudowy drużyny, przekonuje zawodników, że nadszedł właściwy moment. Jako były zawodnik Vegas Golden Knights trudno uwierzyć, że Smith zdecydowałby się przenieść do drużyny, która nie ma jasnego planu na zwycięstwo.

Wypełnianie swojej roli
Grając w trakcie swojej kariery pod okiem Johna Torterelli, Andrew Brunetta i Johna Hynesa, Smith był wykorzystywany w preferowanych przez nich systemach. Wszyscy trzej kładą nacisk na bardzo fizyczną grę, która była czynnikiem decydującym o ich sukcesie. Kim jest kolejny trener, którego plan gry obejmuje forechecking? Jest nim Jeff Blashil. Smith zdaje sobie sprawę, że nie jest najbardziej efektownym graczem na lodzie, ale twierdzi, że wie, na czym polega jego wartość. „Bardzo ważne jest znalezienie niszy lub elementu swojej gry, dzięki któremu się wyróżniasz. Udało mi się to znaleźć”. Podobnie jak wszyscy tego typu napastnicy, Smith stał się ulubieńcem kibiców. Wielu zapamięta Cole’a za jego decydującą bramkę przeciwko zdobywcom Trofeum Prezydenta, Colorado Avalanche, w czwartym meczu finału Konferencji Zachodniej. W Chicago Smith będzie starał się wejść w buty takich graczy jak Sam Lafferty, Jason Dickinson i Ilya Mikheyev, którzy opuścili Blackhawks.
Bramka Cole’a Smitha w meczy przeciwko Colorado Avalanche

Osiedlenie się na dłużej
Podczas całej konferencji prasowej, Cole nieustannie podkreślał, jak bardzo docenia kierownictwo Chicago Blackhawks i jak wspaniali są jego członkowie. Posunął się nawet do stwierdzenia: „Oni sprawili, że poczułem się w pewnym sensie wyjątkowy”. Connor Bedard był jednym z pierwszych graczy, którzy skontaktowali się ze Smithem, a Cole odwdzięczył się za to w mediach. „Pisał do mnie SMS-y, trochę rozmawialiśmy i wydaje się, że jest bardzo gotowy, by zaliczyć świetny sezon i pomóc naszej drużynie wygrywać mecze hokejowe. W przypadku tak wybitnego, najwyższej klasy talentu, chcesz go pielęgnować i pomagać tym chłopakom w zajmowaniu najbardziej korzystnych pozycji. Może trochę później niż przewidywano, ale nie mogę się doczekać spotkania z nim i zobaczenia, co go motywuje”. Oprócz struktury i wsparcia na lodzie, ważnym czynnikiem przy wyborze miejsca docelowego był okres obowiązywania kontraktu. Ta trzyletnia umowa jest najdłuższym kontraktem, jaki Smith otrzymał w swojej karierze zawodowej. Jest z tego powodu bardziej niż zadowolony. Cytat za Kalenem Lumpkinsem z „Tribune”: „To ogromna sprawa, że mamy trzy lata na przeprowadzkę do domu, zapuszczenie tam korzeni i życie w spokoju, bez myślenia o kolejnej przeprowadzce. To będzie wspaniałe dla mnie, mojej narzeczonej i naszego malucha, że mamy swoje miejsce”.
Nie ulega wątpliwości, że Cole Smith jest podekscytowany dołączeniem do Chicago Blackhawks, ale co ważniejsze – jest gotowy do walki o zwycięstwo. Tej młodej drużynie potrzeba zawodników w typie Smitha, a jeszcze do tego dojdzie obecność na lodzie Jordana Greenwaya, który charakteryzuje się podobną, fizyczną grą. Początek sezonu będzie trudny dla Hawks, ze względu na nieobecność kontuzjowanego Connora Bedarda. Tym bardziej ważne będzie posiadanie w dolnych liniach ataku graczy o takiej charakterystyce.

