Do 1 lipca pozostały już niecałe dwa tygodnie i wydaje się coraz bardziej prawdopodobne, że kariera napastnika Ilyi Mikheyeva, który wkrótce stanie się nieograniczonym wolnym agentem, w barwach Chicago Blackhawks dobiega końca. Mimo, że generalny menadżer, Kyle Davidson, od zakończenia sezonu 2025-26 wielokrotnie wyrażał chęć przedłużenia kontraktu z Rosjaninem tego lata, jego dotychczasowe próby zakończyły się niepowodzeniem. Elliotte Friedman, znawca NHL, poinformował w połowie maja, że strony znalazły się w impasie negocjacyjnym, Jednak wkrótce potem Scott Powers z serwisu The Athletic wspomniał, że Blackhawks wciąż mają nadzieję na osiągnięcie porozumienia w sprawie przedłużenia umowy.

Najnowsze informacje na temat sytuacji Mikheyeva nie wróżą jednak dobrze jego szansom na powrót do Chicago, ponieważ analityk ESPN Kevin Weekes twierdzi, że przed otwarciem rynku transferowego graczem interesuje się kilka klubów. Weekes uważa również, że Mikheyev jest porównywany do napastnika San Jose Sharks, Kiefera Sherwooda, który w marcu podpisał pięcioletni kontrakt o wartości 28,5 mln dolarów. Kontrakt Sherwooda wiąże się z obciążeniem pułapu wynagrodzeń w wysokości 5,75 mln dolarów rocznie oraz zawiera różne klauzule zakazujące transferu. „Według różnych źródeł, Mikheyev, który wkrótce stanie się wolnym agentem, jest bardzo pożądany przez drużyny pragnące poprawić swoją grę w osłabieniu i szybkość, a także wnosi wkład w ofensywę” – napisał Weekes na jednym z portali społecznościowych. Raport Weekesa to pierwsza wzmianka o potencjalnej kwocie dotyczącej kolejnego kontraktu rosyjskiego napastnika. Chociaż Blackhawks nie mieliby problemu z zaoferowaniem Mikheyevowi około 5–6 milionów dolarów rocznie, aby zatrzymać go w drużynie, musiałaby to być umowa krótkoterminowa i prawdopodobnie właśnie to stanowi przeszkodę w przedłużeniu jego kontraktu.

W ciągu dwóch sezonów spędzonych w Chicago, Mikheyev ugruntował swoją pozycję jako jeden z najlepszych w lidze napastników defensywnych i specjalizujących się w grze w osłabieniu, będąc jednocześnie strzelcem gwarantującym 15–20 bramek w sezonie. W październiku skończy 32 lata i z pewnością zdaje sobie sprawę, że będzie to jego ostatnia szansa na zarobienie dużych pieniędzy jako wolny agent, a biorąc pod uwagę słabą ofertę dostępnych napastników, byłby jedną z najlepszych opcji na rynku. Problem z punktu widzenia Blackhawks polega na tym, że ze względu na wiek Mikheyeva, w przyszłości może on odnotować spadek formy. Zaproponowanie mu cztero- lub pięcioletniego kontraktu z tak wysokim obciążeniem pułapu wynagrodzeń, byłoby dość ryzykowne, zwłaszcza, że w najbliższej przyszłości wielu młodych graczy skończy swoje kontrakty dla debiutantów. Davidson nie chce stawiać się w sytuacji bez wyjścia, gdy wciąż pozostaje tak wiele do ustalenia w kwestii przebudowy drużyny. To rozsądna decyzja, choć z pewnością nie sprawia mu ona przyjemności, biorąc pod uwagę, jak wysoko ceni umiejętności Mikheyeva.

Biorąc pod uwagę, że Weekes stwierdził, iż Mikheyev jest bardzo pożądany na rynku, przed rozpoczęciem okresu wolnej agentury, Blackhawks z pewnością nie będą tutaj klubem z najwyższą ofertą. Uważa się, że ich oferta tuż przed terminem zamknięcia okienka transferowego, opiewała na 2–3 lata z obciążeniem pułapu wynoszącym 4,75 mln dolarów, a to najwyraźniej nie wystarczy. Nawet jeśli Davidson jest skłonny pójść na ustępstwa w kwestii kwoty, nie pójdzie dalej, niż zaoferowanie trzyletniej umowy. Ponieważ Mikheyevem interesuje się wiele klubów, być może szanse Blackhawks na wymianę praw do negocjacji z nim nieco wzrosły. Należy jednak pamiętać, że drużyna musiałaby nabyć prawa do Mikheyeva, bez uprzedniego omawiania przedłużenia kontraktu. Kiedy Friedman poinformował, że Chicago i Mikheyev osiągnęli impas w negocjacjach, wspomniał również, że organizacja udostępniła jego prawa do wymiany. Zezwolono przedstawicielom Mikheyeva na rozmowy z innymi drużynami na temat potencjalnych ofert w ramach wolnego rynku. Jednak według doniesień, NHL miała zastrzeżenia co do tej operacji, a Blackhawks zostali ostrzeżeni w związku z ligowymi przepisami dotyczącymi ingerencji w negocjacje. Zezwolenie Mikheyevowi na rozmowy z innymi drużynami, gdy nie posiadają one praw do negocjacji, jest postrzegane jako ingerencja i może skutkować grzywną w wysokości do 5 milionów dolarów i/lub utratą praw do wyboru w drafcie. Na szczęście NHL nie ukarała Davidsona zbyt surowo, ale był to już drugi przypadek, w którym otrzymał on ostrzeżenie dotyczące naruszenia zasad.
Bez możliwości prowadzenia negocjacji z Mikheyevem przed nabyciem jego praw, wątpliwe jest, by Blackhawks znaleźli chętnego partnera do wymiany przed 1 lipca. Dla innego zespołu nie miałoby większego sensu oddawanie dodatkowego atutu bez pewności, że dojdzie do przedłużenia kontraktu. Jednak biorąc pod uwagę duże zainteresowanie Mikheyevem, być może ktoś będzie chciał wysunąć się na czoło kolejki.

