Podczas przerwy olimpijskiej Blackhawks skorzystają z bardzo potrzebnego im odpoczynku

Po wyczerpującym okresie 21 meczów w 40 dni — z czym wielu młodych zawodników wcześniej nigdy się nie mierzyło — Hawks wreszcie mogą teraz odetchnąć. Kilka dni temu obrońca Blackhawks, Matt Grzelcyk, odsunął na bok marzenia o karaibskich plażach i wrócił myślami do końcówki swojego debiutanckiego sezonu w Bruins. Sezon 2017–18 zakończył wtedy w marcu i kwietniu serią 18 meczów w 34 dni, którą do dziś pamięta bardzo wyraźnie, bo była niezwykle wymagająca fizycznie. „Pewnie wciąż nie wiedziałem jeszcze, jak właściwie dbać o swoje ciało” — powiedział Grzelcyk. „Wydawało mi się, że wiem, ale jedyny sposób, żeby się nauczyć, to przez to przejść. A kiedy już przez to przechodzisz, jest naprawdę ciężko.” Teraz, dziewięć lat w karierze NHL później, 32-letni zawodnik z Bostonu nauczył się metod regeneracji, które działają na niego najlepiej, czyli jak najwięcej snu oraz korzystanie zarówno z zimnych, jak i gorących kąpieli.

Jednak wielu jego kolegów z Hawks wciąż nie odkryło jeszcze, co działa najlepiej w ich przypadku i trudno się temu dziwić. Tak już jest, gdy ponad połowa składu ma 24 lata lub mniej. Dla tych młodych graczy okres, który Hawks właśnie przeszli — 21 meczów w 40 dni, w tym dwa fragmenty po sześć spotkań w dziewięć dni między przerwą świąteczną a olimpijską — był brutalnym chrztem bojowym pod względem utrzymania wydolności. To bardziej napięty terminarz niż zwykle, nawet jak na standardy NHL, nie mówiąc już o AHL czy NCAA. Coś takiego było dla wielu zawodników Hawks zupełnie nowym doświadczeniem.

Grzelcyk był pod wrażeniem tego, jak młodsi koledzy sobie z tym poradzili, ale nie da się ukryć, że z czasem to ich wyczerpało. Hawks zanotowali bilans 6-2-1 w pierwszych dziewięciu meczach po świętach i 3-7-2 w kolejnych dwunastu, zakończonych porażką 0:4 w Columbus, w której wyglądali na ociężałych i pogodzonych z przegraną. Rozpaczliwie potrzebują dwóch tygodni odpoczynku. Drobne urazy się zagoją, poważniejsze kontuzje złagodnieją, obolałe mięśnie się rozluźnią, waga wróci do normy, a rytm snu się ustabilizuje. Matt zauważył też, jak w ostatniej dekadzie zmieniła się kultura NHL – młodzi zawodnicy mogą opuszczać opcjonalne treningi na lodzie, korzystać z masażu i innych udogodnień, które kiedyś były zarezerwowane wyłącznie dla weteranów. W związku z tym żartobliwie ich podszczypuje, ale rozumie, że to naprawdę bardzo im pomaga, bo mogą dbać o siebie w najlepszy możliwy sposób, nawet jeśli młodzieńcza energia wciąż działa na ich korzyść. W trakcie serii 21 meczów w 40 dni i tak jednak niewiele da się zrobić.

Równie cenna jak odpoczynek fizyczny będzie regeneracja mentalna. Wspinaczka z dna tabeli jest wyczerpująca, a będący w przebudowie Hawks dopiero rozpoczęli tę drogę. Doświadczone drużyny, takie jak Lightning — z bilansem 19-1-1 od 20 grudnia — pewnie wolałyby grać dalej i podtrzymywać momentum. Hawks natomiast potrzebują resetu i ponownego uporządkowania wszystkiego. Większość zawodników planowała spędzić przerwę z rodziną albo wyjechać na wakacje. Grzelcyk wybiera się na Anguillę, niewielką, ale przepiękną wyspę na wschód od Portoryko. Trener Jeff Blashill spotka się z żoną i dziećmi w Tampie. Wyatt Kaiser pojedzie na wędkowanie podlodowe w północnej Minnesocie.

Hawks powinni też skorzystać z pełnego tygodnia treningów zaplanowanych na 18–25 lutego, przed wznowieniem sezonu 27 lutego, meczem z Predators. Treningi są szczególnie ważne dla tej drużyny, bo pełne przyswojenie systemów i nawyków zajmuje lata, a w styczniu mieli tych treningów bardzo niewiele. „Wszyscy skorzystamy z przerwy, ale kiedy wrócimy, czeka nas też mały obóz treningowy” — powiedział niedawno Blashill. „Jeśli chcemy coś skorygować albo dopracować — a rozmawialiśmy o pewnych rzeczach — to właśnie wtedy będzie na to odpowiedni moment.”

Poprzedni wpis
Czy udany występ olimpijski może rozkręcić sezon Teuvo Teräväinena?
Następny wpis
Jaka będzie przyszłość Ilyi Mikheyeva?