Dlaczego w składzie Blackhawks obok Connora Bedarda wciąż pozostaje ogromna luka?

Wygląda na to, że kolejne lato minie, a generalny menadżer, Kyle Davidson, nie pozyska żadnego sprawdzonego skrzydłowego do pierwszej szóstki ataku, który wspierałby Connora Bedarda. Zamiast tego stawia na zawodników z własnych szeregów, którzy mają awansować na te pozycje. Znaczna część kibiców Blackhawks jest wściekła. Znaczna część świata hokeja jest zdezorientowana i sceptyczna. Sam Bedard nie wyraził frustracji ani publicznie, ani prywatnie, ale miałby do niej pełne prawo.

Bowen Byram

Zamiast tego, jedynym znaczącym wzmocnieniem, dokonanym przez Davidsona w okresie między sezonowym, jest kolejny obrońca, Bowen Byram. Jego środowe, sześcioletnie przedłużenie kontraktu, zbiegło się w czasie z podpisaniem korzystnego dla Canadiens, ośmioletniego przedłużenia kontraktu, przez wschodzącą gwiazdę, skrzydłowego Ivana Demidova, którego Hawks mogli wybrać w drafcie dwa lata temu, co przypomina o tym, co mogło być, a się nie stało. Bedard i Byram są przyjaciółmi. Bedsy cieszy się z przybycia Byrama, a Davidson wierzy, że umiejętności tego obrońcy w rozgrywaniu krążka oraz doświadczenie w grze w przewadze pomogą Bedardowi. Tak, to wszystko prawda. Prawdą jest jednak również to, że w pierwszej linii zespołu, obok Connora pozostaje ogromna luka. A jeśli przybywający rosyjski debiutant, Roman Kantserov, nie spełni od razu niebotycznych oczekiwań, luk może być aż dwie.

Nick Lardis

Davidson, zapytany w środę, kto jego zdaniem wypełni tę lukę, wyrecytował listę kandydatów. Najbardziej godna uwagi była kolejność, w jakiej ich wymienił: najpierw Nick Lardis, potem Frank Nazar i Anton Frondell (o których wcześniej mówił, że w przyszłym sezonie będą środkowymi), a następnie Oliver Moore i Ryan Greene (którzy w zeszłym sezonie spędzili najwięcej czasu z Bedardem). Kolejnym kandydatem jest Tyler Bertuzzi. „Wiele z tych spraw opiera się na metodzie prób i błędów” – dodał Davidson. „Czasami pracuje się w parach, a nie w trójkach, więc dobiera się parę, kombinuje się i sprawdza, co się sprawdza. Nie wiemy nawet, czy Roman sprawdzi się na tej pozycji. Wierzymy, że tak będzie, biorąc pod uwagę jego cechy i sposób, w jaki on oraz Connor postrzegają grę, ale po to właśnie są obozy treningowe i mecze. Ich zadaniem jest połączyć siły i odnaleźć tę odrobinę magii. Wierzymy, że może ona tam być, a poza tym mamy wielu innych graczy, którzy mogą ich uzupełniać”. Davidson powtórzył później swoją filozofię budowania drużyny od wewnątrz. „Czasami rozwój wewnętrzny i gracze, którzy po prostu naturalnie przechodzą przez system, nie są dla ludzi najbardziej ekscytującą i fascynującą rzeczą” – powiedział. „Ale kiedy ma się takich zawodników, jakich, naszym zdaniem, mamy – daje to ogromny potencjał”.

Robertson, Thomas, Knies

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że spośród trzech gwiazdorskich napastników, którzy w marcu wyłonili się, jako najprawdopodobniejsi kandydaci do transferu do drużyny z Wietrznego Miasta – Jason Robertson (Stars), Matthew Knies (Maple Leafs) i Robert Thomas (Blues) – żaden nie został jeszcze sprzedany. Sytuacja Robertsona pozostaje niejasna, ale klub z Dallas może sobie pozwolić na przedłużenie z nim kontraktu, po wymianie Mavrika Bourque’a. Blackhawks naciskali na pozyskanie Kniesa, ale cena wyznaczona przez Leafs okazała się astronomiczna. Z kolei Blues postanowili zatrzymać Thomasa i zamiast tego wymienić Jordana Kyrou. Były jednak jeszcze inne okazje do wzmocnienia pierwszej szóstki ataku, z których Davidson zrezygnował. Bourque i Kyrou od razu powinni byli wzbudzić zainteresowanie. JJ Peterka i Pavel Dorofeyev również powinni byli nimi być, choć pozyskanie obu wymagałoby oddania wielu wyborów w pierwszej rundzie. Na skromnym rynku wolnych agentów, Mason Marchment okazał się nie być absurdalnie drogim nabytkiem dla Sharks (6,75 mln dolarów obciążenia pułapu płacowego).

Davidson powiedział, że wciąż „rozgląda się za dostępnymi opcjami”, ale wybór jest niewielki. Jedną z możliwości mógłby być Anthony Mantha, silny napastnik, który ma za sobą najlepszy w karierze sezon, z 64 punktami w barwach Penguins, ale słynie on z braku stabilności. Najprawdopodobniej Hawks rozpoczną we wrześniu obóz treningowy, prezentując skład napastników niezwykle podobny do tego z poprzedniego sezonu, kiedy to zajęli przedostatnie miejsce pod względem liczby strzelonych bramek. Czy ta grupa naprawdę może poprawić się na tyle, by zrealizować cel drużyny, jakim jest awans do walki o play-offy? Żaden model analityczny tego nie potwierdzi, ale Davidson najwyraźniej wierzy, że jest to możliwe. Czas pokaże, czy ma rację. Od odpowiedzi na to pytanie zależy bardzo wiele – zarówno dla niego, jak i dla całej organizacji.

Poprzedni wpis
Podsumowanie początku okresu transferowego w wykonaniu Blackhawks
Następny wpis
Informacje z zakończonego obozu szkoleniowego Blackhawks