Artyom Levshunov oswaja się z Chicago i angażuje się w kolejny etap swojej kariery

Artyom Levshunov jest mocno zaangażowany w dbanie o kondycję oraz rolę profesjonalnego hokeisty, mając świadomość, że musi sobie odmówić niektórych słodkich smakołyków, które uwielbia. Nauczył się tego podczas swojego pełnego sezonu w barwach Chicago Blackhawks. Nie wszystko było w nim dobre, ale była to świetnia szkoła dla tego młodego obrońcy. Pierwotnie planował spędzić lato na przemian na Florydzie i w Chicago, ale po krótkim pobycie na Florydzie po zakończeniu rozgrywek uznał, że najlepiej będzie spędzić większość okresu między sezonowego właśnie w Chicago. Trenuje trzy do czterech dni w tygodniu, zarówno na lodzie, jak i poza nim. Poza lodowiskiem znalazł w końcu czas na zwiedzanie miasta, jadł w swoich ulubionych restauracjach, spędzał czas z kolegami z drużyny oraz spotykał się z rosyjskimi i białoruskimi mieszkańcami Chicago, których poznał w ciągu swojego pobytu w Wietrznym Mieście. Miał nadzieję, że pod koniec lata uda mu się pograć w golfa i powędkować.

Południowa Floryda stała się dla Levshunova drugim domem. To właśnie tam spędzał wszystkie lata od czasu opuszczenia Białorusi w 2022 roku. Dobrze się tam czuł, gdyż otaczało go wielu rodaków i graczy z Rosji. Panowała tam atmosfera wspólnoty. Tym razem Levshunov wiedział jednak, że przyjazd do Chicago tego lata leży w jego najlepszym interesie. Opuścił Białoruś w wieku 16 lat – od tamtej pory już tam nie wrócił – mając jeden cel: grać w NHL. Ten cel już osiągnął, bo ma na swoim koncie 86 meczów w barwach Blackhawks, ale zdaje sobie sprawę, że przed nim jeszcze długa droga, zanim stanie się takim obrońcą, jakim chce być. Po pięciu różnych miastach w ciągu czterech lat, Levshunov pozostaje w Chicago, dążąc do stabilności i kolejnego etapu w swoim rozwoju. „Muszę zrobić ten krok” – powiedział. „Muszę. Powinienem go zrobić. Każdego roku chodzi o to, by być lepszym niż w poprzednim roku”.

Ostatni sezon był dla Levshunova pełen wzlotów i upadków. Przez pewne okresy wyglądał jak obiecujący ofensywny obrońca, jakim Blackhawks wierzyli, że może się stać, wybierając go z drugim numerem w drafcie 2024 roku. W innych momentach był słabym ogniwem w obronie, które wydawało się zagubione na lodzie. W ciągu ostatnich dwóch sezonów był jednym z najmłodszych obrońców w NHL. Rozegrał więcej meczów w najlepszej hokejowej lidze na świecie, niż jakikolwiek inny obrońca wybrany w draftach w latach 2023, 2024 lub 2025. Jednak debiutując w NHL w tak młodym wieku, musiał zmierzyć się z przeciwnościami losu. Nie było to dla niego żadnym zaskoczeniem. „Oczywiście, spodziewałem się tego” – powiedział Artyom. „Ale ta liga to szaleństwo. Tak, oczywiście, nie jest łatwo. Grają w niej najlepsi zawodnicy. Ale kiedy z każdym meczem zdobywasz więcej doświadczenia, oczywiście czujesz się trochę lepiej. Czujesz się swobodnie. Czujesz się o wiele lepiej. Przyzwyczajasz się do tej ligi”.

Młody Białorusin nigdy nie skupia się na negatywnych aspektach. Nie może się zatrzymać i użalać nad sobą. Zamiast tego wyciąga wnioski z tego, co się wydarzyło, idzie dalej i doskonali się. Koncentruje się na poprawie swoich umiejętności, a właśnie temu poświęcił to lato. Kontynuował pracę z dyrektorem ds. rozwoju umiejętności Blackhawks, Brianem Keane’em, skupiając się na poprawie strzału oraz zwiększeniu mobilności, poprzez dopracowanie techniki jazdy na łyżwach. Wykonywał również wiele ćwiczeń rozciągających, aby zwiększyć ruchomość bioder. „Staję się bardziej elastyczny” – powiedział Levshunov. „Zyskuję większą mobilność. Dzięki temu mogę lepiej poruszać się po lodzie. Nie marnuję energii ani siły. To drobne, drobne szczegóły”. Kiedy w 2022 roku opuszczał swój dom na Białorusi, nie mógł sobie w pełni wyobrazić żadnej z tych rzeczy – siedzenia w restauracji w Chicago, bycia zawodnikiem NHL, możliwości prowadzenia samochodu, prowadzenia rozmowy po angielsku, samodzielnego życia. Jego marzeniem była gra w NHL i jeśli osiągnięcie tego celu wiązało się z opuszczeniem domu oraz rodziny, był gotów na to poświęcenie.

Jeszcze trudniej było mu w wieku 16 lat pojąć, jak kręta będzie jego droga. Przez jeden sezon mieszkał i grał w Green Bay w stanie Wisconsin w lidze USHL, a następnie przez kolejny sezon w Michigan State w East Lansing. Miał 18 lat, kiedy podpisał kontrakt z NHL i wziął udział w swoim pierwszym obozie treningowym tej ligi. Część swojego pierwszego sezonu zawodowego spędził w Rockford oraz w Chicago. Jego otoczenie i życie nieustannie się zmieniały, podczas gdy on wciąż przyzwyczajał się do życia w Stanach Zjednoczonych, przebywania z dala od domu, nauki języka angielskiego i wielu innych rzeczy. Przez cały ten czas jego agent, Dan Milstein wraz z zespołem, wspierali go na różne sposoby, a wiele innych osób – od trenerów, przez kolegów z drużyny, po członków społeczności lokalnej – chętnie służyło Levshunovowi pomocą. Jednak nie jest to łatwe, gdy to właśnie ty prowadzisz takie życie. „Było mi ciężko” – powiedział. „Bo gdziekolwiek się udawałem, byłem tylko ja sam. Jeździłem sam, nie miałem przyjaciół, nikogo. Jedyni ludzie, których spotykałem, to członkowie drużyny albo może mieszkańcy miasta. Gdziekolwiek się udawałem, byłem sam. Nie miałem rodziny. W takich chwilach zawsze jest ciężko. Kiedy wyjeżdżasz sam, nie wiesz dokąd się udać i musisz jakoś sobie z tym poradzić. Nadal trochę tak jest. Próbujesz stworzyć wokół siebie małą społeczność, ludzi, którzy mogą cię wspierać, pomagać, po prostu udzielać rad”.

Nie był na Białorusi od czasu wyjazdu ponad cztery lata temu. Obawia się, że gdyby wrócił, mógłby zostać zmuszony do wstąpienia do wojska, co jest obowiązkowe dla mężczyzn w wieku od 18 do 27 lat. Ma nadzieję, że pewnego dnia uda mu się wrócić, bo uważa, że mógłby uzyskać zwolnienie ze służby wojskowej, ponieważ gra w NHL. Od czasu wyjazdu widział jednak swoją matkę i brata kilka razy poza Białorusią. Niedawno spędził z nimi czas w Turcji. „Oczywiście, że za nimi tęsknię; moi przyjaciele i rodzina są na Białorusi” – powiedział. „Ale kiedy przyjeżdżają… Widziałem ich w zeszłym roku w trakcie sezonu, widziałem ich przed sezonem. Kiedy rodzina jest w pobliżu, tak, oczywiście, zawsze czuję się lepiej”. Z każdym rokiem coraz lepiej czuje się w swoim nowym życiu. Po zakończeniu sezonu 2024–25 w Chicago, po rozegraniu tam poprzedniego sezonu i rozpoczęciu trzeciego sezonu, w którym ma grać w NHL, będzie to najdłuższy okres, jaki spędził w jednej drużynie w Ameryce Północnej. Kiedy Milstein przekonał Levshunova i jego matkę, Innę, że chłopak może zostać graczem NHL, a jego najlepsza droga prowadzi przez Amerykę Północną, miał nadzieję, że hokeista spełni te oczekiwania. Podczas pierwszej podróży do Stanów Zjednoczonych, Milstein przedstawił go jako przyszłą gwiazdę nawet Mikhailovi Sergachyovowi, który grał wówczas w Tampa Bay Lightning. Nie ma jednak żadnych gwarancji. „Kiedy podpisujesz kontrakt z młodym zawodnikiem, nigdy nie wiadomo, jak to się potoczy, ale czuliśmy, że to wyjątkowa osoba, wyjątkowy hokeista” – powiedział Milstein. „I oczywiście uważam, że wszystko ułożyło się idealnie dla Arty’ego i jego rodziny, dla jego rozwoju i tego, gdzie obecnie znajduje się w życiu. Od momentu, gdy go po raz pierwszy spotkałem oraz jego mamę, aż do dzisiaj – cóż, nie potrafię tego nawet opisać. To historia jak z bajki o Kopciuszku. Już po pierwszym spotkaniu, przedstawiając mu naszą wizję, wiedzieliśmy, że ma potencjał, by zostać pierwszym wyborem w drafcie. Nikt w to nie wierzył, bo nikt wcześniej nie widział tego chłopaka”.

Tylko kilka osób naprawdę rozumie tę drogę. Nawet z perspektywy samego Levshunova to, co się wydarzyło, jest niesamowite. „Właściwie, jeśli spojrzeć na to moimi oczami, to tak, to jest jak szaleństwo” – powiedział. Jeff Blashill wiedział bardzo niewiele o młodym obrońcy, kiedy latem ubiegłego roku przyjął stanowisko głównego trenera Blackhawks. Coach zadzwonił do trenera Michigan State, Adama Nightingale’a, pod którego okiem grał Levshunov, aby uzyskać trochę informacji na jego temat. Niektóre z rzeczy, których Blashill dowiedział się od Nightingale’a, okazały się prawdziwe, gdy Blashill zaczął trenować Levshunova w ich pierwszym wspólnym sezonie. Było jednak też wiele rzeczy, których Blashill musiał doświadczyć na własnej skórze i samemu rozgryźć. Na przykład wie, że musi być z Levshunovem szczery. „On chce być świetny” – powiedział Blashill w czerwcu. „Zrobi wszystko, co mu każesz. Trzeba tylko upewnić się, że daje mu się właściwe wskazówki. On traktuje wszystko dość dosłownie. Mam syna, który też jest bardzo dosłowny i kiedy każę mojemu najmłodszemu potomkowi coś zrobić, dokładnie to robi. Trzeba więc bardzo uważać na to, co się mówi”. Blashill znacznie lepiej poznał też historię życia i ścieżkę rozwoju Levshunova. Te czynniki również mają wpływ na zawodników. „W ciągu ostatnich kilku lat przenosił się z Green Bay do Michigan State, a potem do Chicago/Rockford” – powiedział Blashill. „Ubiegły rok był pierwszym od dłuższego czasu, który spędził w tej samej drużynie, od drugiej połowy zeszłego aż do tego roku. Myślę więc, że im dłużej tu będzie, tym bardziej poczuje się swobodnie, a im bardziej będzie się czuł swobodnie, tym większą będzie miał wiarę w sukces”.

Levshunovowi podoba się praca pod okiem Blashilla. Dobrze reaguje na jego bezpośredni styl. Docenia również to, że trener regularnie z nim rozmawia. „Jestem z nim w stałym kontakcie” – powiedział. „Nawet teraz, latem, piszemy do siebie SMS-y. Pyta: »Jak mija lato? Jak idzie trening? Jak życie?« Tak, myślę, że wie, jak pracować z młodymi chłopakami. Myślę, że rozumie ludzi. Nie mogę powiedzieć nic lepszego”. Z kolei dla generalnego menadżera Blackhawks, Kyle’a Davidsona, chęć Levshunova do spędzenia czasu w Chicago tego lata mówiła sama za siebie. „Jesteśmy naprawdę podekscytowani, że jest w pełni zaangażowany i niezwykle oddany” – powiedział Davidson w czerwcu. „Nigdy nie mieliśmy wątpliwości co do jego etyki pracy. To naprawdę ekscytujące widzieć, jak bierze na siebie odpowiedzialność i podejmuje decyzje. Myślę, że tego lata zrobi duży krok naprzód i pojawi się gotowy do działania. U tych młodych zawodników zawsze są wzloty i upadki, czy to w przypadku Arty’ego, czy kogokolwiek innego, ale chodzi o to, by zminimalizować upadki i nadal wzmacniać wzloty. Ma sztab trenerski, który naprawdę w niego wierzy i dostrzega w nim potencjał, a my musimy po prostu dalej ten potencjał uwalniać”.

Poprzedni wpis
Roman Kantserov poznaje realia życia w NHL
Następny wpis
Czy Xavier Villeneuve zostanie przyszłą gwiazdą Blackhawks?