Trudny powrót Connora Bedarda po kontuzji

Zdarzały się chwile, w których Connor Bedard wyglądał dokładnie tak, jak przed urazem barku. Kilka takich momentów miał w ostatnim meczu przeciwko Florida Panthers, zakończonym porażką Blackhawks 1:5. W pierwszej tercji Bedard przechwycił krążek w strefie neutralnej i po wejściu do ataku stworzył okazję strzelecką dla Connora Murphy’ego. W drugiej tercji oddał potężny strzał z nadgarstka, który bramkarz Panthers, Daniel Tarasov, zdołał jedynie musnąć łapaczką. Później w tej samej tercji Bedard gwałtownie przyspieszył, dogonił krążek przy bandzie, uzyskał przewagę nad obrońcą przy wejściu do strefy ofensywnej i został zatrzymany przy próbie strzału między parkanami. Podobnych momentów było więcej w ośmiu meczach, które Bedard rozegrał od powrotu po kontuzji. Nie chodzi o to, że wygląda źle od momentu powrotu. Chodzi raczej o to, że nie wyglądał tak konsekwentnie dobrze, jak przed urazem.

Przed kontuzją, której doznał 13 grudnia, Bedsy grał na poziomie najlepszych zawodników w lidze. Budował bardzo mocną kandydaturę olimpijską i pojawiały się nawet rozmowy o jego potencjalnym udziale w wyścigu o Hart Trophy, biorąc pod uwagę, jak wiele znaczył dla Blackhawks. Gdy był na lodzie, Chicago często miało realną szansę na zdobycie bramki. W siedmiu meczach poprzedzających kontuzję zanotował pięć goli i sześć asyst. Od czasu powrotu rzadko osiągał ten poziom. Najlepiej zaprezentował się 11 stycznia w meczu z Nashville Predators, wygranym 3:0, w którym zaliczył dwie asysty. Poza tym w pozostałych siedmiu spotkaniach zdobył jednego gola i jedną asystę — a ten jedyny gol padł do pustej bramki. W ośmiu meczach po powrocie, Bedard ma na swoim koncie zero goli i dwie asysty w grze pięciu na pięciu. W meczu przeciwko Panthers, pokazał się z lepszej strony, niż w piątkowym meczu z Tampa Bay Lightning. Oddał trzy strzały na bramkę — wszystkie były sytuacjami, z których mógł zdobyć gola. Przeciwko Lightning nie oddał ani jednego strzału na bramkę i zanotował tylko jedną próbę strzelecką. Był to zaledwie drugi raz w całym sezonie, gdy zakończył mecz bez celnego strzału.

Więc o co chodzi? Trener Blackhawks Jeff Blashill uważa, że częściowo jest to kwestia samego Bedarda, a częściowo całego zespołu. „Myślę, że sam powiedziałby, że od momentu powrotu były momenty, kiedy szło mu dobrze i takie, kiedy nie szło” — powiedział Blashill. „Taka jest rzeczywistość w pewnych momentach sezonu. Czasami tak to wygląda u zawodników. Gdy wypadasz na dłużej, trudno jest czasem odzyskać swój rytm. On po prostu pracuje nad tym, żeby ten rytm odzyskać.” Blashill w ostatnich meczach tasował ustawienia formacji ataku częściej, niż zwykle. W meczu przeciwko Tampie, Bedard rozpoczął spotkanie z Tylerem Bertuzzim i Ilyą Mikheyevem. Przeciwko Panthers wyszedł w pierwszej linii z Oliverem Moore’em i André Burakovskym. W trakcie obu spotkań pojawiało się wiele innych kombinacji, ale żadna nie przyniosła wyraźnego efektu. „Musimy trochę poeksperymentować z liniami” — powiedział Blashill. „Być może to mu zaszkodziło, brakowało mu stabilności. Czasami próbujesz pobudzić zawodników, a kończy się na tym, że robisz zbyt wiele zmian i im szkodzisz. Ale znowu — nie można mu odmówić etyki pracy ani zaangażowania. To po prostu nie układa się tak, jak przed kontuzją.”

Kapitan Blackhawks, Nick Foligno, uważa, że problemy Bedarda w ofensywie są odzwierciedleniem problemów całej drużyny. „Musimy być trochę bardziej przewidywalni” — powiedział Foligno. „Gdy Connora nie było, to była nasza podstawa. Graliśmy bardziej roboczo. On odnajdzie się w tym wszystkim, ale wydaje mi się, że jako zespół nie byliśmy ostatnio wystarczająco przewidywalni. To bardzo utrudnia grę. Connor jest zawodnikiem, na którego rywale mocno zwracają uwagę, więc próbuje się przez to przebić. My jako drużyna możemy mu pomóc, grając w bardziej uporządkowany sposób. To nadaje meczowi płynność, kolejne formacje zaczynają funkcjonować, pojawia się pewność siebie i momentum, a wtedy Connor może robić swoje.” Rzeczywistość jest taka, że Blackhawks potrzebują, aby Bedard ponownie „odpalił”, jeśli chcą zacząć regularnie wygrywać. Margines błędu bez realnej ofensywy jest bardzo mały. W siedmiu z ostatnich dziewięciu meczów zdobyli dwa gole lub mniej. W tym okresie mają bilans 3–5–1.

Wracając do meczu z Panthers – przez dwie tercje Blackhawks mieli rywali dokładnie tam, gdzie chcieli. Co prawda Chicago nie stworzyło wielu sytuacji, ale też na niewiele pozwolili przeciwnikowi. Mecz był bardzo wyrównany we wszystkich aspektach gry, a wynik po dwóch tercjach brzmiał 1:1. Ale od tego momentu Blackhawks nie zdobyli już bramki i popełnili zbyt wiele błędów, co pozwoliło Panthers przejąć kontrolę nad spotkaniem. Florida strzeliła cztery gole w trzeciej tercji, w tym jednego do pustej bramki i opuściła United Center z wygraną 5:1. „Nasze trzecie tercje były ostatnio jednymi z lepszych, ale nie w tym pojedynku” — powiedział Foligno. „Natomiast nie można by szukać wymówek, zwłaszcza przeciwko drużynie, która miała trudny terminarz i przyleciała do Chicago bardzo późno. Po prostu musimy znaleźć sposób, żeby wykonać tę pracę. Najtrudniejsze jest to, że dzisiejszy mecz był jednym z tych, w których czujemy, że przegraliśmy sami ze sobą. Gole, które straciliśmy, wynikały z załamań w naszej grze, w tym, jak normalnie potrafimy grać. Od dłuższego czasu to nie było problemem, dlatego to rozczarowujące. O tej porze sezonu, jeśli chcesz wygrywać, musisz to wyszarpać, być bardziej szczegółowym niż rywal, być gotowym robić trudne rzeczy. A dziś nie byliśmy w stanie tego zrobić.”

Kolejna rzecz to błędy, jakie przydarzają się drużynie. Akcja poprzedzająca drugiego gola Panthers rozpoczęła się od tego, że Artyom Levshunov nie trafił krótkim podaniem ze strefy obronnej do Burakovsky’ego. Była to prosta zagrywka, ale właśnie takie bywają dla Białorusina problematyczne. Jednocześnie w innych momentach potrafi sprawiać, że trudne rzeczy wyglądają na łatwe. Wcześniej w tym meczu przejechał lodowisko od bandy do bandy, mijając obrońców i tworząc sytuację strzelecką. Levshunov nie popełnił bezpośredniego błędu przy straconym golu, ale sytuacja była do uniknięcia. „Zdecydowanie są momenty, gdy świetnie rozprowadza krążek i momenty, gdy się myli” — powiedział Blashill. „Czasami mam wrażenie, że gdy ma dużo czasu, musi szczególnie pilnować koncentracji. To jest tak, że pod presją jesteś zmuszony do pełnego skupienia, a gdy masz więcej czasu, trzeba zadbać, by to skupienie było równie intensywne. Ostatecznie krążek i tak wrócił do naszej strefy, a potem przegraliśmy pojedynek przy bandzie. Mieliśmy okazję, to nie była akcja „raz-dwa”, ale właśnie o to chodzi — o błędy, które sami sobie fundujemy. Jeden błąd: masz krążek na kiju, proste podanie, nie potrafimy zagrać na kij kolegi. Drugi błąd: przegrywamy pojedynek przy bandzie. To są dwa bardzo poważne błędy.”

Jak widać problemy są zdiagnozowane, natomiast wykonany jest dopiero początek naprawy, bo sama diagnoza nie wystarczy. Za nią powinny pójść pewne działania, które pozwolą unikać tych prostych błędów. Na pewno harmonogram meczów nie pomaga, bo brakuje czasu na spokojne treningi. Przerwa na Igrzyska Olimpijskie spowodowała kumulację meczów, a co za tym idzie, częste granie dzień po dniu. Drużyna jest młoda i widać czasami, że brakuje też fizyczności, zwłaszcza na dystansie całego meczu.

Poprzedni wpis
Najnowsze wieści z szatni Blackhawks po dzisiejszym treningu
Następny wpis
Minnesota Wild vs Chicago Blackhawks – zapowiedź meczu