Zaledwie po raz drugi od początku Nowego Roku, Chicago Blackhawks zeszli z lodu pokonani, a stało to się we wczorajszym meczu z Edmonton Oilers. Connor McDavid przedłużył swoją serię punktową do 19 spotkań, notując dwie asysty i prowadząc Edmonton do zwycięstwa 4:1 w United Center.
Choć supergwiazda Oilers po raz kolejny miała duży wpływ na wynik spotkania, po drugiej stronie, Blackhawks ponownie musieli radzić sobie bez swojego najlepszego zawodnika. Krótko przed przedmeczową rozgrzewką Connor Bedard został wykluczony z gry z powodu grypy, która w ostatnich dniach rozprzestrzeniła się w szatni Chicago niczym pożar. Spencer Knight, Arvid Söderblom oraz Louis Crevier opuścili oba weekendowe mecze z powodu choroby, a Ilya Mikheyev nie zagrał również we wcześniejszym meczu. Nawet asystent trenera, Anders Sørensen, nie czuł się na tyle dobrze, by stanąć za bandą podczas spotkania z Washington Capitals.
Gdy wydawało się już, że Blackhawks wreszcie wracają do pełni zdrowia, Bedard został ogłoszony „late scratch”, co pozostawiło drużynę z minimalnym czasem na przygotowanie się do jego nieobecności. Bez Bedsy’ego, Hawks rozegrali bardzo słaby ofensywnie mecz, generując niewiele czasu w tercji ataku, aż do późnego zrywu w trzeciej tercji, który jednak okazał się niewystarczający.
Wczorajsza porażka była drugą przegraną Blackhawks w 2026 roku — obie przyszły już po tym, jak grypa żołądkowa spustoszyła zespół w ciągu ostatnich czterech dni. Żaden z zawodników nie szuka wymówek, ale trudno ignorować wpływ ostatnich chorób na grę drużyny. Szczególnie w ofensywie.
Zapraszamy do zapoznania się z kilkoma znaczącymi liczbami z tego meczu.
1. Pięć goli w trzech meczach
Tyle razy Blackhawks trafili do siatki od momentu, gdy zaczęły piętrzyć się absencje — wliczając w to gola Ryana Greene’a do pustej bramki w meczu z Nashville Predators. Chicago zdobyło tylko po jednej bramce w dwóch ostatnich porażkach oraz trzy gole w zwycięstwie nad Nashville. Tylko jedno z pięciu trafień w ostatnich trzech spotkaniach padło przy grze 5 na 5.
Po eksplozji siedmiu goli przeciwko St. Louis Blues, ofensywa Blackhawks kompletnie wyschła. Moment nie jest zapewne przypadkowy — kilku zawodników w ostatnim czasie zmagało się z chorobą. Nawet część graczy będących w składzie nie gra na pełnych obrotach. Teraz, mając dwa dni przerwy przed kolejnym meczem, który drużyna zagra w nocy z czwartku na piatek, zespół ma nadzieję wreszcie otrząsnąć się z krążącej choroby i odzyskać świeżość w nogach. W ostatnich trzech spotkaniach ofensywie wyraźnie brakowało energii.

2. Bertuzzi przebija zeszłoroczny dorobek
Jedyny gol Blackhawks we wczorajszym meczu padł — jakżeby inaczej — z kija Tylera Bertuzziego, który zmierza po sezon życia. Bertuzzi trafił do siatki na niecałe 6 minut do końca trzeciej tercji, zmniejszając prowadzenie Oilers do 2:1 i zdobywając swojego 24 gola w sezonie.
Po zaledwie 43 meczach rozgrywek 2025–26, Bertuzzi ma już więcej bramek na swoim koncie, niż w całych poprzednich 82 spotkaniach sezonu 2024–25 (23 trafienia). Osiem z jego 24 goli padło w ostatnich 10 meczach, a jego znakomita forma pomogła Chicago osiągnąć bilans 6–3–1 od przerwy świątecznej.
Dotychczasowy rekord kariery Bertuzziego to 30 goli, zdobytych jeszcze w barwach Detroit Red Wings w sezonie 2021–22. 30-letni napastnik — jeśli pozostanie zdrowy — jest na dobrej drodze, by wyraźnie poprawić ten wynik. Po raz pierwszy w karierze realnie walczy o 40 goli w NHL, a powrót Bedarda po urazie barku powinien mu w tym tylko pomóc.

3. Knight utrzymuje Hawks na powierzchni
Gdyby nie znakomity występ bramkarza Spencera Knighta, Blackhawks nie mieliby żadnych szans na późny comeback przeciwko Oilers. W pierwszej tercji gospodarze „kręcili kołami w błocie”, a goście bezlitośnie to wykorzystywali. Edmonton miało jedną okazję za drugą, by szybko rozstrzygnąć losy meczu, ale Knight wielokrotnie ratował swój zespół, nie pozwalając, by wynik wymknął się spod kontroli.
W ciągu pierwszych 25 minut, Oilers oddali 21 strzałów na bramkę i stworzyli 16 sytuacji strzeleckich. Dzięki Knightowi, Hawks przegrywali w tym momencie tylko 0:2, choć gra sugerowała znacznie większą stratę. Knightowi przypisano współczynnik 1,44 gola obronionego powyżej oczekiwań, a większość tej wartości została wypracowana w pierwszej połowie meczu. 24-latek obronił także dziewięć z jedenastu strzałów wysokiego zagrożenia.

4. Widoczny występ Dacha
Colton Dach spędził na lodzie tylko 11 minut i 40 sekund, ale dobrze wykorzystał ten czas. Przeciwko Edmonton zaliczono mu trzy indywidualne sytuacje strzeleckie oraz dwie sytuacje wysokiego zagrożenia. Zakończył mecz z piątym najwyższym indywidualnym wynikiem goli oczekiwanych, mimo że otrzymał drugi najmniejszy czas gry spośród wszystkich napastników.
Najlepszą okazję Dach miał w przewadze liczebnej w drugiej tercji, gdy oddał strzał z górnej części slotu, jednak Ingram zdołał minimalnie trącić krążek i skierować go obok bramki. Dach liderował także wśród wszystkich napastników Blackhawks z trzema zagraniami ciałem i obecnie zajmuje piąte miejsce w NHL z liczbą 158 hitów w sezonie. Jest liderem tej statystyki wśród wszystkich debiutantów.

5. Długa zmiana Levshunova
Artyom Levshunov spędził na lodzie w meczu przeciwko Edmonton, najwięcej czasu spośród wszystkich zawodników Blackhawks — 24 minuty i 43 sekundy. To trzeci mecz z rzędu, w którym przekroczył granicę 23 minut gry.
Jednym z powodów, dla których Levshunov dostał w poniedziałek o pięć minut więcej czasu na lodzie niż Alex Vlasic, była jego niezwykle długa zmiana trwająca 5 minut i 33 sekundy pod koniec drugiej tercji. Levshunov był na lodzie przez pełne dwie minuty gry w osłabieniu, a następnie został „uwięziony” w tercji obronnej, gdy Oilers naciskali po wybronieniu kary. Hokeista wybrany z numerem 2 draftu 2024 roku, wyglądał na kompletnie wyczerpanego, gdy wreszcie zjechał na ławkę. Jedną zmianę spędził na lodzie przez ponad jedną czwartą całej tercji! Levshunovowi zabrakło zaledwie 29 sekund do wyrównania rekordu NHL Jacka Hughesa z 2022 roku, który wynosi 6 minut i 2 sekundy.
Bardzo długa zmiana Artyoma Levshunova

