Pozytywne aspekty Blackhawks w sezonie 2025–2026

Sezon 2025–2026 dla Chicago Blackhawks był kolejnym trudnym okresem, jeśli chodzi o wygrywanie meczów – zespół zakończył go z bilansem 29-39-14 i 72 punktami, po raz kolejny plasując się poza strefą play-offów, na samym dole tabeli. Łatwo jest popaść w pesymizm po rozczarowującym zakończeniu kampanii, niemniej jednak drużyna odnotowała niewielką poprawę w grze, w porównaniu z ostatnimi sezonami. Fani drużyny otrzymali obiecujące sygnały, stąd więcej pozytywnych wniosków niż w poprzednich latach, w których drużyna zajmowała ostatnie miejsca w tabeli. Przyjrzyjmy się kilku głównym pozytywom minionych rozgrywek w wykonaniu Blackhawks, na które warto spojrzeć już z pewnej perspektywy czasu.

Postępy Connora Bedarda

Największym pozytywem tego sezonu były występy Connora Bedarda. Przed tym rokiem pojawiły się pewne wątpliwości co do tego, czy naprawdę stanie się graczem pokoleniowym, jakim miał być w momencie, gdy Chicago wybrało go z pierwszym numerem w drafcie w 2023 roku. W tym roku obawy te zostały rozwiane, ponieważ Bedard zaliczył przełomową kampanię, zdobywając 75 punktów w 69 meczach. Jego gra znacznie się poprawiła we wszystkich aspektach, a ciężka praca, którą włożył w okresie pomiędzy sezonami, opłaciła się. W tym roku był szybszy, silniejszy i wykazał się znacznie wyższym poziomem rywalizacji.

Ciekawe, jak potoczyłby się ten sezon, gdyby Bedard nie doznał w grudniu kontuzji barku, która wykluczyła go z gry na miesiąc. Czy Connor zakończyłby rok z podobnymi wynikami jak Macklin Celebrini i znalazłby się w gronie pretendentów do trofeum Harta? Czy Blackhawks walczyliby o miejsce w play-offach przez cały sezon, tak jak San Jose Sharks? Niestety, tego nigdy się nie dowiemy. Biorąc to pod uwagę sposób, w jaki Bedard rozpoczął pierwszą połowę roku, Kyle Davidson i kierownictwo Chicago, muszą być bardzo zadowoleni nadchodzącymi perspektywami. To od Davidsona zależy, czy wynagrodzi Bedarda i otoczy go talentami, które pomogą mu dalej robić postępy.

Spencer Knight przyszłym bramkarzem numer jeden w Chicago

Po tym, gdy podczas pobytu w Florida Panthers funkcjonował jako rezerwowy, za plecami Sergeia Bobrovsky’ego – miniony sezon był pierwszym, w którym Spencer Knight był pełnoetatowym bramkarzem numer jeden. Po przejściu z Florydy w ramach wymiany za Setha Jonesa w zeszłym sezonie, Knight zrobił duże wrażenie podczas swojego krótkiego pobytu w Blackhawks. Pokazał przebłyski potencjału, dzięki któremu może być przyszłym pierwszym bramkarzem tej drużyny i latem przedłużył kontrakt. W tym roku Knight zrobił kolejny krok naprzód, będąc najbardziej wartościowym graczem Blackhawks zaraz po Bedardzie. Utrzymał drużynę w meczach, w których nie miała ona szans i dał jej szansę na zwycięstwo praktycznie w każdym meczu, w którym wystąpił.

Prawdopodobnie nie ma nic ważniejszego, dla drużyny odnoszącej sukcesy na poziomie NHL, niż posiadanie elitarnego bramkarza, na którym można polegać w kluczowych momentach. Knight udowodnił w tym roku, że może być właśnie takim graczem i że w przyszłości może zdobyć Vezina Trophy, pod warunkiem, że w nadchodzących latach, obrona wokół niego będzie się poprawiać.

Wejście smoka Antona Frondella

Anton Frondell spędził większość sezonu grając dla swojego klubu Djurgardens w Szwecji, imponując zdobyciem 20 bramek i ośmiu asyst w 43 meczach. Tego typu osiągnięcia w wieku 18 lat w SHL, to nie byle co. Frondell dobrze spisał się również na Mistrzostwach Świata Juniorów, pomagając szwedzkiej drużynie zdobyć złoty medal. Zawodnik wybrany z trzecim numerem w drafcie 2025 roku przez Chicago, pod koniec sezonu miał okazję zapoznać się z poziomem NHL, rozgrywając 12 meczów na tym poziomie. Frondell od razu dostosował się do stylu gry w Ameryce Północnej, zdobywając w tym okresie trzy bramki i sześć asyst. Wynik nieco poniżej jednego punktu na mecz, który osiągnął jako debiutant, jest naprawdę imponujący. Ciekawie będzie zobaczyć, co uda mu się osiągnąć w sezonie 2026-27, w którym wydaje się być jednym z faworytów do zdobycia Calder Trophy.

Z Bedardem, Frankiem Nazarem i Frondellem na czele, Chicago ma szansę stworzyć w przyszłości bardzo groźny trzon drużyny. Kolejnym krokiem jest uzupełnienie tego trzonu i budowanie na już położonych fundamentach.

Kolejny czołowy wybór w drafcie w drodze

Chociaż miejsce w dolnej trójce ligi, uzyskane kolejny raz jest rozczarowujące, może to być szczęście w nieszczęściu. Blackhawks mają drugie największe szanse na zdobycie pierwszego wyboru w loterii draftu, która odbędzie się 5 maja. Wybór w pierwszej dwójce byłby idealny dla Chicago, ponieważ prawdopodobnie opuściliby ten draft z jednym z dwójki napastników – Gavinem McKenną lub Ivarem Stenbergiem. Perspektywa dodania jednego z tych graczy do składu jest ekscytująca i jeszcze bardziej wzmocniłaby szanse tej drużyny na sukces.

Tak czy inaczej, Blackhawks mają zagwarantowany wybór w pierwszej czwórce w nadchodzącym drafcie. Niezależnie od wszystkiego, jeśli zdecydują się zatrzymać ten wybór, dodadzą kolejnego czołowego zawodnika do swojej bogatej puli talentów. Jeśli Chicago spadnie na trzecie lub czwarte miejsce, czy Davidson rozważy wymianę tego wyboru na uznaną gwiazdę? Generalny menadżer Blackhawks, będzie miał spore możliwości podczas draftu i może działać zdecydowanie w okresie międzysezonowym, biorąc pod uwagę ogromną przestrzeń w limicie wynagrodzeń, jaką dysponuje ta organizacja. Mając to na uwadze, udział w play-offach w 2027 roku może nie być dla Chicago mrzonką, w zależności od tego, jak potoczą się wydarzenia tego lata.

Poprzedni wpis
Oliver Moore – ten chłopak potrafi rozkręcić wyobraźnię fanów