Podsumowanie wczorajszej porażki po dogrywce z Minnesota Wild

Chicago Blackhawks odrobili straty z wyniku 1:3, aby zdobyć punkt po raz szósty w ośmiu marcowych meczach, ale ostatecznie przegrali 3:4 po dogrywce z Minnesota Wild w United Center. To trzeci przypadek w tym sezonie, gdy przegrali z Wild w takim dokładnie stosunku, po dogrywce lub rzutach karnych. Sięgając do lutego 2020 roku, Blackhawks przegrali 18 z ostatnich 19 spotkań z Wild. Byli blisko pokonania jednej z najlepszych drużyn NHL we wszystkich trzech meczach obecnej kampanii, jednak finalnie schodzili z lodu jako przegrani.

Ale biorąc pod uwagę młody i niedoświadczony skład Blackhawks w ostatnim spotkaniu oraz to, jak silnemu rywalowi stawiali czoła, jest wiele powodów do optymizmu w związku z odwróceniem losów meczu w jego drugiej połowie. Po koszmarnej pierwszej tercji, przez ostatnie 43 minuty, Hawks prowadzili w próbach strzałów, sytuacjach strzeleckich, groźnych okazjach i golach. „Zagraliśmy naprawdę dobrze w drugiej połowie meczu” – powiedział trener Jeff Blashill podczas pomeczowej konferencji. „Byliśmy w stanie wyrównać liczbę okazji pod koniec tego pojedynku. Podobało mi się, że się nie poddaliśmy, podobała mi się nasza reakcja. Myślę, że to mówi wiele o naszych chłopakach — w tej szatni jest charakter.”

Dzięki wyróżniającemu się występowi takich graczy, jak Artyom Levshunov, Connor Bedard, Ryan Greene i Louis Crevier, będących w wieku 24 lat lub młodszymi, Blackhawks mogli wrócić do meczu. Ich wysiłek nie osłabł mimo słabego początku drużyny, a gdy Wild „deptali im po piętach”, poszli na wymianę ciosów z kandydatem do Pucharu Stanleya. Poniżej podsumowanie wczorajszej potyczki.

Czas na lodzie Levshunova

Od czasu, gdy został wysłany na trybuny w trzech ostatnich meczach przed przerwą olimpijską, Levshunov wrócił z dużo lepszą strukturą gry i popełnia znacznie mniej kosztownych błędów. Nadal nie jest perfekcyjny na lodzie, ale jego rozwój w ostatnich tygodniach jest wyraźny.

Dzięki ostatnim postępom, po raz pierwszy od miesięcy, Levshunov otrzymał w tym meczu szansę gry w pierwszej parze obrońców z Alexem Vlasicem. Zasłużył na więcej czasu na lodzie i dokładnie to dostał. Levshunov spędził na lodzie rekordowe w karierze 26:29 minut, notując jedną asystę i dwa strzały na bramkę. Gdy był na lodzie przy grze 5 na 5, Blackhawks prowadzili 29:20 w próbach strzałów i 12:10 w sytuacjach strzeleckich. To bardzo solidne statystyki, szczególnie biorąc pod uwagę, że przez cały mecz grał przeciwko najlepszym ofensywnym zawodnikom Minnesoty. Indywidualnie zanotował także dziewięć prób strzałów — najwięcej w drużynie.

Jego asysta padła po znakomitym długim podaniu, które stworzyło kontrę 2 na 1 dla Connora Bedarda i Franka Nazara, co doprowadziło do wyrównującego gola na 1:40 minut przed końcem regulaminowego czasu gry. Ostatnio w jego grze jest więcej plusów niż minusów i właśnie tego Blackhawks oczekują od numeru 2 draftu 2024 roku. Mając zaledwie 20 lat, błędy są nieuniknione, ale chodzi o ich ograniczanie i większą regularność.

Big Lou odpalił po raz kolejny

W swoich pierwszych 56 meczach NHL, w sezonach 2023–24 i 2024–25, Louis Crevier miał tylko trzy gole i cztery asysty, czyli siedem punktów. Po wczorajszym meczu, były wybór z siódmej rundy draftu, ma już 17 punktów (5 goli, 12 asyst), po 64 meczach obecnej kampanii. Crevier wpisał się na listę strzelców w pierwszej tercji, zaliczając piąte trafienie w sezonie, wyrównując wynik Wyatta Kaisera w klasyfikacji obrońców drużyny. Dołożył też asystę drugiego stopnia przy golu Greene’a, co dało mu czwarty mecz z więcej niż jednym punktem.

W jego grze ofensywnej nie ma nic efektownego, ale udowodnił, że skutecznie kieruje krążki na bramkę. Prowadzi wśród obrońców Hawks z 92 strzałami, a przy generowanej przez niego sile, bramkarze rywali często są bez szans. Tak było w połowie pierwszej tercji, gdy Crevier huknął z klepy, a krążek leciał z prędkością 164 km/h, wpadając obok parkanu Filipa Gustavssona. Jak się okazało, był to najmocniejszy strzał zakończony golem w całym sezonie NHL. Asysta Creviera również była efektem prostego zagrania, czyli strzału z linii niebieskiej.

Kolejne dwa punkty Bedarda

Dzięki asystom przy dwóch ostatnich golach Blackhawks, Bedard ma już 64 punkty (27 goli, 37 asyst) w 54 meczach w tym sezonie i zaliczył cztery spotkania z więcej niż jednym punktem od czasu Igrzysk Olimpijskich.

Bedard jest znacznie bardziej efektywny w swoich ostatnich 10 występach i ponownie regularnie jest najbardziej dominującym zawodnikiem na lodzie. Wczoraj znów to pokazał, notując dwa punkty, cztery strzały na bramkę, osiem prób strzałów i cztery indywidualne sytuacje strzeleckie, podczas 23:04 minut pobytu na tafli. Gdy był na lodzie przy równych składach, Blackhawks prowadzili 20:17 w próbach strzałów, 11:9 w strzałach na bramkę i 2:0 w golach.

Numer 1 draftu 2023 roku jest na dobrej drodze, by po raz pierwszy w karierze NHL, zakończyć sezon ze średnią ponad punkt na mecz. Gdyby nie opuścił miesiąca z powodu kontuzji barku, w ostatnich 15 meczach prawdopodobnie walczyłby o 100 punktów. Jego obecna średnia 1,18 punktu na mecz, w przeliczeniu daje 97 punktów na 82 mecze. Rozwój Bedarda w tym sezonie jest niezwykle budujący.

Pogorszenie gry w osłabieniu

We wcześniejszej porażce 0:4 z Vegas Golden Knights, Blackhawks stracili dwa gole w przewadze rywala w jednym meczu, po raz pierwszy od 8 grudnia, czyli od ponad trzech miesięcy. Pavel Dorofeyev, jeden z najgroźniejszych snajperów w przewadze w NHL, dwukrotnie pokonał Spencera Knighta. We wczorajszym meczu „kat Blackhawks”, Vladimir Tarasenko, zdobył gola w przewadze przy jedynej takiej okazji Minnesoty w meczu. To drugi raz od powrotu po igrzyskach, gdy Chicago straciło gola w przewadze w dwóch kolejnych meczach.

Gra w specjalnych formacjach była w tym sezonie kluczowym czynnikiem w wielu meczach Blackhawks. Gdy wygrywają w tym elemencie, mają duże szanse na dwa punkty. Gdy przegrywają – zwycięstwo zazwyczaj jest poza ich zasięgiem. W 26 meczach tego sezonu, w których Blackhawks stracili gola w przewadze, wygrali tylko dwa razy.

Greene Day

To było tylko kwestia czasu, gdy Ryan Greene trafi do siatki w Dzień Świętego Patryka. Greene zdobył swojego dziewiątego gola w sezonie i dołożył cztery strzały, dwa bloki oraz jedno zagranie ciałem. Zagrał też 21:25 minut, co było jego trzecim najwyższym czasem na lodzie w tym sezonie.

W ostatnim meczu przed przerwą olimpijską, Ryan po raz pierwszy powędrował na trybuny, mimo że wcześniej jako debiutant grał w każdym meczu. Choć nie była to najbardziej zasłużona „kara”, odpowiedział dokładnie w taki sposób, jaki oczekiwał Jeff Blashill. W 10 meczach od wznowienia sezonu, Greene punktował w czterech z nich i był bardziej efektywnym partnerem w ataku dla Bedarda. Nawet w meczach bez punktów dobrze rozprowadzał krążek z Bedsym i nie był obciążeniem dla formacji, jak często bywało w przypadku Andre Burakovsky’ego.

Z 24 punktami w sezonie, Greene jest na równi z Levshunovem w klasyfikacji najlepszego debiutanta drużyny. Jak na zawodnika, od którego oczekiwano rozpoczęcia kariery na poziomie AHL – od razu wrzucony na głęboką wodę w Blackhawks, zrobił świetne wrażenie.

Poprzedni wpis
Powrót Nicka Foligno i jego wspomnienia z Chicago
Następny wpis
Minnesota Wild vs Chicago Blackhawks – zapowiedź meczu