Podsumowanie wczorajszego zwycięstwa po dogrywce z Mammoth

Chicago Blackhawks i Utah Mammoth budują rywalizację, która może potrwać bardzo długo. Ci drudzy są bardzo zadowoleni, że nie będą musieli grać z Chicago Blackhawks w play-offach Pucharu Stanleya. Dzięki drugiemu w tym tygodniu zwycięstwu, 3:2 po dogrywce nad Mammoth, Blackhawks wygrali do zera czteromeczową serię sezonową. Nadzieją na końcówkę sezonu jest to, że Blackhawks będą grać zwycięski hokej i że ich kluczowi zawodnicy zrobią krok naprzód. Otrzymaliśmy to ubiegłej nocy, gdy Connor Bedard, Frank Nazar i Spencer Knight wykonali świetną, ciężką pracę. Ten mecz miał w sobie trochę wszystkiego — trochę fizycznej gry, pomyłki, brak komunikacji i akcje na wysokim poziomie. Ostatecznie Blackhawks znaleźli sposób na zwycięstwo, co jest dużym krokiem dla tej młodej grupy. Prowadzili we wszystkich ośmiu meczach po przerwie olimpijskiej, choć wywalczyli zwycięstwa w dwóch ostatnich.

„Prawdopodobnie oddaliśmy dziś trochę więcej, więc musimy się temu przyjrzeć” — powiedział trener Jeff Blashill. „Myślę, że momentami byliśmy trochę chaotyczni i zbyt często traciliśmy krążek. Ale mimo, że przegrywaliśmy jedną bramką przed trzecią tercją, to znaleźliśmy sposób, żeby ostatecznie wygrać. Wiem, że objęliśmy prowadzenie i je oddaliśmy, ale wciąż wyszliśmy z tego z wygraną. To są — jak rozmawialiśmy wcześniej — bardzo ważne momenty rozwoju dla naszych zawodników. Mammoth to drużyna walcząca o miejsce w play-offach, więc oni nie poddają się do końca i myślę, że my też walczyliśmy.”

Burzliwy wieczór Bedarda

Bedard zagrał w Salt Lake City, jak to mówią „hokej pełen wrażeń”. Za każdym razem, gdy działo się coś ciekawego, miało się wrażenie, że numer 98 jest w samym środku wydarzeń. Mammoth obrali sobie za cel młodą gwiazdę Blackhawks, zwiększając fizyczność gry przeciwko niemu. Trzeba mu oddać, że w ogóle nie wybiło go to z rytmu. W rzeczywistości oddał im to z nawiązką.

Jego zadziorność przeniosła się także na trzecią tercję, gdy wpatrywał się w kibica Utah po asyście przy golu Tylera Bertuzziego w przewadze.

W dogrywce dopadł krążka po tym, jak Alex Vlasic trafił w słupek i wysłał miejscowych kibiców do domu w złych nastrojach.

„Myślę, że za każdym razem, gdy gramy z nimi, jest bardzo intensywnie i to naprawdę dobry hokej, więc świetnie jest ich pokonywać za każdym razem” — powiedział Bedard. „To rywal z dywizji, my ich nie lubimy, oni nie lubią nas, więc to dobre uczucie. Musimy po prostu dalej to ciągnąć i dalej walczyć.” Bedard zakończył wieczór z golem, asystą, dwoma strzałami na bramkę, siedmioma próbami strzałów, trzema indywidualnymi sytuacjami strzeleckimi i jednym atakiem ciałem. Przebywał 23:28 minut na lodzie, co było jego piątym najwyższym czasem gry w sezonie. Gdybyśmy czepiali się szczegółów, to jednak pierwsza formacja ataku oddała zbyt wiele okazji rywalom — 11 z 29 sytuacji strzeleckich oraz sześć z 13 bardzo groźnych okazji padło gdy na lodzie była formacja Bedarda.

Niesamowicie duży kredyt zaufania dla Burakovsky’ego

Dużo słyszeliśmy o odpowiedzialności i grze prowadzącej do zwycięstw, ale wygląda na to, że w ostatnich dniach, tego typu uwagi nie dotyczą Andre Burakovsky’ego. Nie chodzi tylko o to, że ma jednego gola i jedną asystę w ostatnich 20 meczach — chodzi o ciągłe błędy, które popełniał na lodzie. A mimo to wciąż gra w pierwszej formacji. Burakovsky zaczął mecz z Utah dobrze, wypracowując Bedsy’emu świetną okazję strzelecką, ale rękawica Karela Vejmelki była bardzo szybka.

Jednak jego jedno zagranie w drugiej tercji było niewytłumaczalne. Burakovsky spróbował podania w tył tuż za linią niebieską, jednak było ono niecelne i kilka sekund później Dylan Guenther otworzył wynik meczu.

Jeśli debiutant taki jak Ryan Greene wykonuje takie podanie, można z tym żyć i mieć nadzieję, że nauczy się na błędzie. Ale gdy zawodnik z ponad 750 meczami w NHL traci krążek w taki sposób, powinien zostać na trybunach. To zagranie, które w hokeju niższych lig kończy się mniejszą liczbą minut na lodzie, a Burakovsky nie opuścił ani jednej zmiany w pierwszej formacji. I to jest zagadkowe, jeśli chodzi o jego osobę i podejście do niego Jeffa Blashilla.

Bezkonkurencyjna druga formacja

Frank Nazar był ostatnio źródłem niepokoju dla wielu kibiców Blackhawks. Jego problemy przez większą część sezonu sprawiły, że spora część fanów zaczęła się martwić o młodego napastnika. Jednak teraz wraca do formy i gra najlepszy hokej w tym sezonie. „Myślę, że jego gra uzasadnia szanse, które dostaje i uważam, że ciężko pracuje na łyżwach oraz wygrywa więcej pojedynków o krążek” — powiedział o nim Blashill. „Najważniejsze dla niego jest to, żeby często mieć krążek, a gdy go ma — jeździć z nim. A jak zdobywa się krążek? Wygrywa się pojedynki, a potem go nie oddaje. A kiedy go ma, musi z nim atakować i wówczas pokazuje coraz więcej tego przyspieszenia z krążkiem, które jest jego bronią, dzięki szybkości, którą posiada.”

Dzięki asyście drugiego stopnia przy golu Bertuzziego, Nazar przedłużył serię punktową do pięciu meczów. Kilka minut później zdobył swojego 10 gola w sezonie, co daje mu dwa gole i osiem punktów w trakcie tej serii. Jego kolega z linii ataku, Teuvo Teravainen, pokazał, dlaczego drużyna gra w sewer ball przed każdym meczem. „Sewer ball” w hokejowym slangu oznacza zabawę/treningową grę piłką nożną w ciasnym kręgu, zwykle przed treningiem albo przed meczem w szatni lub na korytarzu hali.

Skoro już mowa o Teravainenie — gra znakomicie od czasu zdobycia brązowego medalu z Finlandią na igrzyskach olimpijskich. Jego asysta pierwszego stopnia przy golu Nazara, daje mu trzy gole i dziewięć punktów w ostatnich ośmiu meczach. Frank uzyskuje najlepszą produkcję w NHL, gdy gra między Bertuzzim, a Teravainenem, więc nie jest zaskoczeniem, że po ich ponownym połączeniu zaczął się rozkręcać.

Ciekawostki

Dużym powodem, dla którego Blackhawks wyzerowali serię sezonową z Mammoth, była gra ich goalkeeperów. Wszyscy trzej bramkarze mieli świetne występy w tych czterech meczach, a Knight był znakomity w ostatnim spotkaniu. Nie było widać skutków choroby, która wykluczyła go z trzech ostatnich rywalizacji. Zmierzył się z 12 bardzo groźnymi strzałami i obronił 11 z nich. Uratował Blackhawks w dogrywce, wykonując kilka ważnych interwencji, po niedbałej grze kolegów przed jego bramką. Drużyna odwdzięczyła mu się zwycięstwem, na które zasłużył.

Nick Lardis dostał w tym meczu trochę więcej czasu na lodzie, bo przebywał na nim 12:08 minut. Grał razem z Bedardem w czwartej formacji, ponieważ Blashill podwajał zmiany swojego najlepszego zawodnika. Lardis pojawił się także na lodzie w dogrywce i zaliczył asystę drugiego stopnia przy zwycięskim golu. Miał co prawda tylko dwie próby strzałów, ale to, że zaczyna zdobywać większe zaufanie trenera, jest ważniejsze niż statystyki.

Oba stracone gole padły po fatalnych stratach krążka. Wspomnieliśmy już zagranie Burakovsky’ego, a również Vlasic był zamieszany w wyrównującego gola w końcówce trzeciej tercji. Ta akcja miała miejsce pod koniec bardzo długiej zmiany, chwilę po udanej grze w osłabieniu, ale Alex szczerze jako pierwszy powie, że musi lepiej chronić krążek. Na szczęście Blackhawks nie pozwolili, aby te akcje ich pogrążyły, jak to bywało w poprzednich sezonach. To kolejny znak, że robią postępy i wykonują kroki, których chce Blashill.

Z niecierpliwością czekamy na rywalizację Blackhawks i Mammoth w najbliższych latach. Obie drużyny są na fali wznoszącej i w następnej dekadzie z pewnością rozegrają wiele bardzo ważnych meczów. Ich rywalizacja to z pewnością będą świetne widowiska.

Na koniec jeszcze jedna ciekawostka — po ostatnim porannym rozjeździe zespołu, dowiedzieliśmy się, że pseudonim stworzony przez coacha Blashilla dla Andrew Mangiapane to Mango! 🥭🏒 Hmm, to zabawne 🙂

Poprzedni wpis
Blackhawks zagrają w grudniu w Düsseldorfie!
Następny wpis
Vegas Golden Knights vs Chicago Blackhawks – zapowiedź meczu