W miarę jak Chicago Blackhawks grają coraz lepiej, rozwijają się dyskusje, dotyczące tego, jak generalny menedżer Kyle Davidson podejdzie do trade deadline. Na początku sezonu większość obserwatorów zakładała, że Davidson raczej spróbuje wymienić kilku weteranów z wygasającymi kontraktami, takich jak Connor Murphy, Matt Grzelcyk czy Jason Dickinson. To w dalszym ciągu może być jego plan, ale z każdym dniem, w którym Blackhawks utrzymują się w zasięgu walki o fazę play-off, coraz bardziej realna staje się wizja, że Davidson mógłby stać się kupującym, a nie sprzedającym. W przestrzeni medialnej zaczynają się już pojawiać raporty o drużynach, które zawiodły w pierwszym miesiącu sezonu i szukają zmian. To doprowadziło do ciekawej rozmowy w ostatnim odcinku podcastu What Chaos.

Czy Steven Stamkos lub Ryan O’Reilly pasowaliby do Chicago?
DJ Bean i Pete Blackburn zaprosili do programu Dimitriego Filipovica, prowadzącego The Hockey Podcast, aby omówić aktualne wydarzenia w lidze. W trakcie rozmowy pojawiło się nazwisko środkowego Nashville Predators, Stevena Stamkosa i w związku z nim pytanie, czy pasowałby do Chicago Blackhawks.
„Myślę, że wiele drużyn teoretycznie byłoby nim zainteresowanych, bo to przecież Steven Stamkos — ma renomę i znane nazwisko” — powiedział Filipovic. „Nie wiem jednak, przecież ma swoje lata oraz wraz ze swoim nazwiskiem… 8 milionów dolarów, które ma dostać przez kolejne dwa sezony po tym sezonie, a to duża kwota, nawet przy większej liczbie dostępnych środków w salary cap. On jest teraz po prostu bardzo ograniczonym zawodnikiem. Nie sądzę, by poważny pretendent chciał zużyć swój cap space na tego typu deal. To raczej byłaby drużyna, która chce wzbudzić ekscytację wśród kibiców”.
Bean zarzucił wtedy pomysł, by Blackhawks skierowali swoje kroki po Stamkosa, zobaczyli, jak to zadziała, a jeśli się nie sprawdzi do terminu wymian, mogli go znowu oddać dalej. Mogliby pójść tą drogą, żeby skłonić Predators do zatrzymania części jego wynagrodzenia, a potem przy ewentualnej dalszej wymianie sami wziąć na siebie trochę tego kontraktu, aby dostać więcej, niż oddali. Choć brzmi to sensownie w teorii, w praktyce zrealizowanie takiego scenariusza jest bardzo trudne i po prostu nieopłacalne. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że Stamkos ma pełną klauzulę no-movement. Skłonienie go do zrzeczenia się jej dwukrotnie w ciągu mniej niż pół sezonu to czysta fantazja.
Blackburn dodał, że środkowy Predators, Ryan O’Reilly, ma więcej sensu dla Blackhawks niż Stamkos. Według niego drużynie przydałaby się pomoc na środku ataku, a O’Reilly mógłby nauczyć Connora Bedarda bardziej defensywnych aspektów gry. I choć oba te argumenty są prawdziwe, to właśnie po to w sztabie Chicago jest asystent trenera, Michael Peca i jak dotąd jego praca przynosi efekty.
Patrząc na to zupełnie chłodnym okiem, to jednak ani Stamkos, ani O’Reilly nie pasują do obecnych Blackhawks. Ten zespół nie potrzebuje powolnych, przegrzewających się weteranów. Wydaje się, że ubiegły sezon nie był dla Stamkosa przypadkiem i rzeczywiście znajduje się on na zjeździe swojej kariery. Gdyby chodziło o sytuację sprzed dwóch lat, kiedy Davidson szukał „tymczasowych liderów” z doświadczeniem zwycięzców, wtedy sprowadzenie Stamkosa miałoby sens. Teraz jednak tylko zablokowałby miejsce młodemu zawodnikowi, który zasługuje na minuty. Przebudowa idzie w dobrym kierunku, ponieważ Davidson ma cierpliwość, by pozwolić rozwinąć się jej w sposób naturalny. Najprawdopodobniej pozostanie konsekwentny i będzie czekał, aż młody trzon drużyny dojrzeje i nauczy się wygrywać. Blackhawks oczywiście mogą zmienić swoje plany dotyczące trade deadline, ale nie dokonają wymiany tylko po to, by ściągnąć głośne nazwisko.
Trzeba też jasno powiedzieć, że to nie są plotki transferowe. Nie chodzi o speców od pozyskiwania informacji z pierwszej ręki, takich jak Elliott Friedman, czy też Frank Seravalli, przekazujących informacje ze swoich źródeł w NHL. To tylko rozmowa trzech dobrze poinformowanych komentatorów hokejowych, więc należy wątpić w to by Davidson poważnie rozważał sprowadzenie któregoś z zawodników Nashville, przynajmniej na tym etapie sezonu.

Lepsze inne kierunki rozmów o wymianach – Jordan Kyrou i Tage Thompson
Davidson z pewnością byłby bardziej zainteresowany sprawdzeniem, co trzeba by zaoferować, by pozyskać zawodnika takiego jak Jordan Kyrou ze St. Louis Blues lub Tage Thompson z Buffalo Sabres. Obaj są znacznie młodsi i pasują do obecnej osi czasowej Blackhawks.
Kyrou ma 27 lat i jest związany kontraktem do sezonu 2030–31. W trzech ostatnich sezonach zdobywał co najmniej 31 goli. Thompson, który ma 28 lat, jest pod kontraktem do 2029–30, przy czym jego umowa jest o około milion dolarów rocznie niższa niż Kyrou. W ostatnich czterech sezonach zdobył 158 bramek. Kyrou i Thompson to dwaj produktywni gracze, będący w samym środku swojego prime’u. Znacznie lepiej pasują do obecnych Blackhawks niż zawodnicy, których najlepsze lata są już za nimi. Oczywiście, pozyskanie któregokolwiek z nich kosztowałoby sporo, ale Davidson ma do dyspozycji prawdziwą flotę wyborów w drafcie i prospektów do zaoferowania. Nie oznacza to, że takie transfery się wydarzą — to tylko rozmowa. A niektóre rozmowy po prostu nie są warte wkładania w nie zbyt wiele energii.

