Konieczne jest nowe podejście do offseason w wykonaniu Blackhawks

„Oczywiście mecze nie są bez znaczenia, ale miniony sezon musi być w pewnym sensie ostatnim rokiem bez grania grania o coś” – tak brzmiał fragment wypowiedzi Connora Bedarda podczas wywiadów podsumowujących sezon, a jego koledzy z drużyny podzielali tę opinię. I Bedsy nie myli się. Ten sezon był czwartym z rzędu, w którym Chicago Blackhawks zajęli miejsce w dolnej trójce NHL i to musi się zmienić. Pomimo pozycji w tabeli były pozytywne aspekty, ale zespół musi utrzymać kurs przez całą kampanię. Wydaje się, że przez ostatnie kilka lat nastawienie do Blackhawks brzmiało: „To będzie dla nich ważne lato”. Ale nadchodzące lato naprawdę takie jest, a przynajmniej powinno być.

To może być jeden z tych okresów międzysezonowych, w których dużą rolę odegra ciągłość. Należy zakładać, że nie będzie tak wielu odejść jak w zeszłym sezonie, które pozostawiły w składzie wolne miejsca. W zeszłym offseason Pat Maroon i Alec Martinez przeszli na emeryturę, a Philipp Kurashev odszedł jako wolny agent do San Jose Sharks. W trakcie rozgrywek Blackhawks wymienili Nicka Foligno, Connora Murphy’ego, Jasona Dickinsona i Coltona Dacha przed zamknięciem okienka transferowego, a skład, w którym zakończyli sezon, jest powszechnie uważany za ten, z którym powrócą na następną kampanię. Drużyna miała kilka obiecujących dokonań, które bardzo zainspirowały zawodników i kierownictwo. Miała drugi najlepszy wskaźnik skuteczności w grze w osłabieniu w NHL. Przełomowe sezony zaliczyli tacy zawodnicy jak Wyatt Kaiser i Louis Crevier. Connor Bedard zdobył ponad jeden punkt na mecz (1,09), a Spencer Knight zgodnie z oczekiwaniami wyglądał na bramkarza numer jeden. Imponowali również tacy młodzi zawodnicy jak Nick Lardis i Anton Frondell. Jednak fakt, że wiele miejsc w składzie wydaje się być już ustalonych na następny sezon, nie oznacza, że nie będzie żadnych zmian. Dyrektor generalny Kyle Davidson wspomniał w wywiadach podsumowujących sezon, że latem będą nadal rozglądać się za możliwościami i są gotowi sprawdzić, co mogą zrobić, aby wzmocnić drużynę poprzez transfery i/lub rynek wolnych agentów. Era podpisywania przez Blackhawks sześciu wolnych agentów (tak jak to miało miejsce w 2024 roku) raczej się skończyła. Dlatego też wzmocnienia będą prawdopodobnie bardziej oparte na jakości.

Czy Blackhawks powinni w końcu zdecydować się na duży transfer?

Wiemy, że Davidson jest otwarty na rozważanie różnych opcji. Pojawiły się już doniesienia, że próbował pozyskać kilka wielkich nazwisk. Insider NHL, Elliotte Friedman, donosił, że klub starał się o Jake’a Guentzela, zanim ten podpisał kontrakt z Tampa Bay Lightning, a przed zamknięciem okienka transferowego pojawiły się doniesienia o zainteresowaniu Matthew Kniesem. Ale czy to właśnie tego lata uda im się złapać tę wielką rybę? Davidson wspomniał o swoich atutach, mówiąc: „Jesteśmy głęboko przekonani, że mamy wielu znaczących zawodników, którzy nie grają jeszcze w NHL, a także dysponujemy świetnymi atutami w postaci draftu. Jeśli inne drużyny są zainteresowane tymi elementami? Wtedy, wiecie, jesteśmy gotowi do rozmów. Chcemy sprawdzić, co jest dostępne na rynku i co możemy zrobić, aby wzmocnić tę grupę. Tak więc, nie można się zamykać. Myślę, że to po prostu szkodzi drużynie i organizacji. Trzeba szukać sensownych sposobów na poprawę, a my z pewnością będziemy rozglądać się i sprawdzać, co jest dostępne”. Plotki wciąż nie ustają, a doniesienia z rynku łączą Blackhawks z Kniesem, Jasonem Robertsonem i innymi hokeistami. Znawca tematu Frank Seravalli powiedział, że jedną z jego śmiałych prognoz na okres poza sezonem jest to, że Blackhawks wymienią wiele wyborów w pierwszej rundzie na gracza, który zmieni ich sytuację. Wygląda na to, że tego lata wszystkie oczy będą skierowane na Blackhawks, oczekując od nich odważniejszych ruchów. Oczywiście, aby Blackhawks zrealizowali duży transfer, wiele rzeczy musiałoby się spiąć, a Davidson stwierdził, że są znacznie bardziej aktywni w swoich próbach, niż ludzie mogą sądzić. Ale teraz jest czas, aby coś w końcu osiągnąć. Wydaje się prawdopodobne, że Blackhawks będą lepsi w przyszłym sezonie, ponieważ wiele nauczyli się w trakcie rozgrywek i można w związku z tym oczekiwać poprawy. Zwłaszcza, że zdobyli o 11 punktów więcej niż w poprzednim sezonie. Dalszy rozwój zawodników powinien im pomóc, ale pytanie, czy to wystarczy. Są w doskonałej pozycji, by podjąć ryzyko, a przecież Davidson już wcześniej podejmował ryzyko – na przykład wybierając Masona Westa w pierwszej rundzie draftu NHL 2025, co nazwał „zagraniem va banque”.

W tym przypadku stawka jest zupełnie inna. Blackhawks mogą być o krok od wielkiego sukcesu, ale wciąż mają spore braki, w tym problemy z grą w przewadze i kończeniem meczów. Davidson miał rację, gdy stwierdził między innymi, że: „Musimy więc zrobić kolejny krok naprzód. W tym roku zrobiliśmy spory krok, ale wiecie, liga na nikogo nie czeka, więc ci młodzi gracze muszą kontynuować swój rozwój i przełożyć go na więcej zwycięstw na lodzie”. Liga nie czeka, więc Davidson też nie powinien. Oczywiście organizacja nie myli się, wykazując cierpliwość w przebudowie, będąc precyzyjnymi przy każdym nowym nabytku, aby nie narazić się na długoterminowe ryzyko. Jednak trudna prawda jest taka, że liga nie będzie czekać, aż Blackhawks w pełni się rozwiną. Każda drużyna NHL będzie starała się poprawić swoją formę tego lata.

Letni zastrzyk energii dla Blackhawks

Blackhawks mają wiele powodów do optymizmu, jeśli chodzi o budowaną drużynę i wszyscy to potwierdzili w wywiadach po zakończeniu sezonu. Latem otrzymają również kolejny wybór w pierwszej czwórce draftu NHL. Potrzebują jednak dodatkowego zastrzyku energii. Być może impuls ten nadejdzie właśnie od samych graczy, którzy są głodni zmiany sytuacji. Jak powiedział Bedard: „Wiesz, mówię o tym, że chcę wygrywać. Wszyscy chcemy wygrywać. Chcę wygrywać tutaj tak długo, jak długo gram. Ale ostatecznie mam ogromne zaufanie do kierownictwa, trenerów, a także naszych graczy. Widzimy się przecież codziennie. Widzimy jak podchodzimy do gry, jak chłopaki trenują, jakie mają umiejętności. Więc, wiecie, stanąłbym w obronie każdego z nich w tej szatni i przekonywał, że osiągną swój pełny potencjał właśnie dzięki mentalności i etyce pracy, jaką mamy w naszej grupie. Nie mógłbym więc być bardziej przekonany, że dotrzemy tam, gdzie chcemy i że będzie to fajna podróż. Myślę, że ludzie, kiedy patrzą wstecz, mówią właśnie o tym, że dorastaliśmy razem, a potem staliśmy się coraz lepsi i to nas motywuje”.

A może impulsem powinny być właśnie potencjalne letnie transfery? Niezależnie od wszystkiego, ogólnie rzecz biorąc, to lato musi być zdecydowanie inne od wcześniejszych. Zdecydowanie lepsze, to na pewno…

Poprzedni wpis
Powrót Ryana Donato do „normalności”