Selekcjoner reprezentacji Kanady, Jon Cooper, otwarcie wskazał główne powody, dla których Connor Bedard nie znalazł się w składzie na Igrzyska Olimpijskie. Bedard otrzymał wyjątkową, drugą szansę na załapanie się do kadry olimpijskiej Kanady. Kontuzje Braydena Pointa i Anthony’ego Cirellego z Tampa Bay Lightning zwolniły dwa miejsca w formacji ataku Team Canada. To mogła być najlepsza okazja Bedarda na wyjazd na Igrzyska. Zamiast niego Kanada wybrała jednak Setha Jarvisa z Carolina Hurricanes oraz Sama Bennetta z Florida Panthers. Choć obaj są solidnymi wyborami, kibice Blackhawks i fani NHL zastanawiali się, dlaczego Kanada zrezygnowała z jednego z najbardziej ekscytujących młodych napastników w lidze.

Odpowiedź nie jest jednak trudna do zrozumienia. W niedawnym spotkaniu z mediami, Cooper w zasadzie powiedział wprost to, co zwykle pozostaje między wierszami. Insider Elliotte Friedman zwrócił na to uwagę, cytując trenera w swoim blogu „32 Thoughts”. Cooper wyjaśnił, że Jarvis i Bennett znaleźli się w składzie, ponieważ byli częścią drużyny na ubiegłoroczny turniej 4 Nations Face-Off. Ten fakt miał duże znaczenie przy podejmowaniu decyzji o ich powołaniu także teraz. „Zgranie naprawdę ma znaczenie. Czy chcielibyśmy zachować skład z 4 Nations i po prostu dodać dwóch zawodników? Oczywiście. Bo kiedy wygrywasz z ludźmi, znasz ich, ufasz im i chcesz iść z nimi w ogień”. Innymi słowy — Cooper nie zna Bedarda, więc mu nie ufa. Trener ma prawo wybierać zawodników, których zna i którym wierzy, ale czy reprezentacja Kanady nie powinna po prostu brać najlepszych dostępnych hokeistów? Wybrano przecież Macklina Celebriniego, którego Cooper również nie zna zbyt dobrze — więc dlaczego nie lidera Blackhawks?

Cooper nie miał zamiaru nikogo urazić swoimi słowami. Jasne jest jednak, że aby znaleźć się w olimpijskiej kadrze Kanady, trzeba mieć jakąś relację z trenerem. Kanada może jeszcze żałować pominięcia Bedarda. Bedsy najprawdopodobniej będzie filarem reprezentacji w 2030 roku. Do tego czasu takie gwiazdy jak Sidney Crosby, raczej nie będą już grać, a obecni superliderzy — Connor McDavid czy Nathan MacKinnon — będą po trzydziestce i mogą stopniowo schodzić z absolutnego szczytu. Za cztery lata NHL prawdopodobnie będzie należeć do zawodników pokroju Celebriniego i Bedarda — naturalnych następców obecnego pokolenia gwiazd. Ale to wciąż odległa przyszłość i nikt nie potrafi jej przewidzieć.

Tu i teraz Kanada może jeszcze żałować swojej decyzji. Widać bowiem, że obecny skład został zbudowany z myślą o fizycznej, ciężkiej rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi. Dlatego w drużynie znalazł się Tom Wilson. Z tego samego powodu powołano Bennetta. Warto jednak pomyśleć o dogrywkach. Na tegorocznych igrzyskach obowiązywać będzie dogrywka 3 na 3 — dokładnie jak w NHL. W takiej sytuacji aż prosi się, by wpuścić na lód Bedarda. To znów prowadzi do słów Coopera — nie ufa Bedardowi na tyle, by wystawić go w dogrywce meczu o złoto przeciwko zawodnikom pokroju Austona Matthewsa czy Dylana Larkina. Jak potoczyłby się taki scenariusz? Tego nie dowiemy się, dopóki się nie wydarzy. Na razie kibice Blackhawks mogą zakładać, że Connora Bedarda zobaczą na igrzyskach w 2030 roku. Z kolei planowany na 2028 rok World Cup of Hockey powinien dać mu okazję do zbudowania zaufania w sztabie reprezentacji Kanady.

