W okresie między sezonowym, który już obfitował w sensacyjne wydarzenia, generalny menadżer Philadelphia Flyers, Daniel Briere, wywołał kolejną sensację w piątek po południu amerykańskiego czasu, składając supergwieździe Anaheim Ducks, Leo Carlssonowi, ofertę kontraktową o wartości 90 milionów dolarów na najbliższe pięć lat. Dowiemy się tego w ciągu najbliższych siedmiu dni, ale istnieje bardzo realna szansa, że 21-letni Carlsson zamieni jeden odcień pomarańczowego na inny i stanie się czołowym środkowym w Mieście Braterskiej Miłości. Ta oferta pociągnie za sobą szereg konsekwencji, w tym fakt, że gwarantuje ona Carlssonowi status najlepiej opłacanego gracza w NHL w ujęciu rocznym, dzięki średniej rocznej wartości nowej umowy wynoszącej 18 milionów dolarów. Kontrakt ten może postawić Anaheim w trudnej sytuacji, ponieważ klub negocjuje obecnie nowe umowy z innymi wschodzącymi gwiazdami (Cutter Gauthier) i zastanawia się, jak wzmocnić swoją słabą formację obronną na następny sezon. Oznacza to również, że Philadelphia może zrezygnować z czterech kolejnych wyborów w pierwszej rundzie draftu, licząc na to, że sam Carlsson wystarczy, by uczynić z nich prawdziwych pretendentów do tytułu na Wschodzie. Jednak dla kibiców Blackhawks najważniejsze jest to, że ta oferta kontraktowa będzie miała bezpośredni wpływ na następny kontrakt Connora Bedarda oraz przyszłe plany generalnego menadżera, Kyle’a Davidsona, dotyczące limitu wynagrodzeń.
Drugie kontrakty Bedarda i Carlssona zawsze miały być ze sobą porównywane. Obaj są twarzami swoich klubów, obaj są czołowymi środkowymi i zostali wybrani odpowiednio z pierwszym oraz drugim numerem w drafcie NHL 2023 roku. Do tej pory w swojej karierze Bedard zdobył 75 bramek i 203 punkty w 219 meczach. Tymczasem Carlsson zanotował 61 bramek i 141 punktów w 201 rozegranych meczach. Biorąc pod uwagę fakt, że Bedard, jako twarz drużyny z grupy Original Six, był poddawany znacznie większej presji, otrzymywał znacznie mniejsze wsparcie ofensywne niż Carlsson (Gauthier, Beckett Sennecke i Troy Terry odgrywają kluczowe role w ataku Anaheim) oraz znacznie przewyższył Carlssona pod względem wyników, ma pełne prawo uważać, że zasługuje na więcej niż Carlsson. Blackhawks – i zresztą każda inna drużyna – nie mogą temu zaprzeczyć.
Czy to jednak oznacza, że Bedard będzie żądał ponad 18 milionów dolarów rocznie? Niekoniecznie. Wszystkie sygnały płynące ze strony Bedarda i kierownictwa Blackhawks wskazują, że jest on oddany Chicago oraz temu, co buduje ta drużyna. Niezależnie od tego, co mogą sugerować kibice rywali, Bedard wydaje się być zadowolony z pobytu w Wietrznym Mieście i jest w pełni gotowy, by nieuchronnie przejąć rolę kapitana oraz poprowadzić drużynę z powrotem do walki o tytuł. Ogromna nowa średnia roczna wartość kontraktu Carlssona, najprawdopodobniej jednak podniesie cenę wywoławczą Bedarda o milion lub dwa miliony dolarów rocznie.
Czy stanowi to bezpośredni problem dla Blackhawks? Po raz kolejny – niekoniecznie. Blackhawks dysponują ponad 29 milionami dolarów wolnego miejsca w limicie wynagrodzeń, a kontrakt Bedarda jest jedyną znaczącą umową, jaka pozostaje do podpisania tego lata. Jednak będąc najlepszym graczem drużyny, średnia roczna wartość jego kontraktu będzie dyktować oczekiwania finansowe pozostałych kluczowych graczy z Chicago. Zasadniczo im niższa pensja czołowego gracza, tym mniejsze są oczekiwania pozostałych zawodników. Więc w tej chwili, jeśli Bedard podpisze kontrakt na kilka milionów więcej niż pierwotnie żądał, nie jest to wielka sprawa. Jednak gdy nadejdzie czas na przedłużenie umów m.in. z Antonem Frondellem, Artyomem Levshunovem i Samem Rinzelem, a oni zaczną żądać nieco więcej niż żądaliby, gdyby Bedard podpisał kontrakt na mniej – Davidson może wówczas napotkać pewne problemy z zarządzaniem pułapem wynagrodzeń. W idealnym scenariuszu, gdy reszta trzonu drużyny przedłuży kontrakty, Blackhawks będą w fazie walki o tytuł lub wkrótce do niej wejdą i będą bliżej limitu pułapu wynagrodzeń. Spójrzmy na ich rywali z dywizji, takich jak Colorado, Dallas i Minnesota – każdy dolar ma znaczenie, gdy walczy się o Puchar Stanleya. Tak więc kilka dodatkowych milionów teraz jest nieistotne, ale za trzy lata zacznie się to sumować.
Wreszcie, najgorszym scenariuszem dla Blackhawks jest to, że oferta kontraktowa dla Carlssona zachęci inną drużynę do podjęcia próby pozyskania Bedarda tego lata. W przestrzeni medialnej funkcjonują plotki, że jest trzech głównych kandydatów do otrzymania oferty kontraktowej: Jason Robertson, Pavel Mintyukov i właśnie Connor Bedard. Więc co będzie, jeśli jakiś zespół zaoferuje Bedsy’emu pięcioletni kontrakt o wartości 20 milionów dolarów rocznie za jego usługi? Jest to mało prawdopodobne, owszem, ale jak już widzieliśmy w nowym świecie rosnącego limitu wynagrodzeń, prawie nic nie wydaje się niemożliwe. 100 milionów dolarów i szansa na uzyskanie statusu nieograniczonego wolnego agenta w wieku 26 lat, czyli w szczytowej formie, byłyby dla Bedarda niezwykle trudne do odrzucenia, bez względu na to, jak bardzo wydaje się on oddany Blackhawks. Czy tak się stanie? Prawdopodobnie nie. Ale w związku z tym Blackhawks muszą uruchomić swoją „obronę przeciwrakietową” na pełnych obrotach. Jedynym realnym sposobem, w jaki Chicago mogłoby powstrzymać jakąkolwiek inną drużynę przed złożeniem oferty kontraktowej Bedardowi, jest podpisanie z nim umowy. Nagle pojawiło się prawdziwe poczucie pilności.
Zagrożenia są realne, czają się w ciemności. Dlatego Blackhawks muszą działać teraz, zanim będzie za późno. Jaki byłby następny krok dla organizacji z Chicago w przypadku złożenia Bedardowi oferty kontraktowej? Gdyby doszło do najgorszego, gdyby inna drużyna zdecydowała się złożyć Bedardowi tego typu ofertę, następnym krokiem dla Blackhawks byłoby jej wyrównanie lub pozwolenie mu na odejście. Szkoda byłoby pozwolić Bedardowi odejść. Ale jeśli inna drużyna jest gotowa zapłacić za Bedarda 18 milionów dolarów, a nawet więcej, Blackhawks musieliby rozważyć, czy naprawdę warto płacić mu tyle, ile zarabia Leo Carlsson. Z punktu widzenia wizerunku, pozwolenie Bedardowi na odejście byłoby katastrofą dla Blackhawks. To kontrowersyjne stwierdzenie, ale organizacja jest w dobrej sytuacji, by poradzić sobie z utratą kogoś takiego jak Bedsy. Blackhawks dysponują solidną ławką rezerwowych, a z drugiej strony oszczędności wynikające z braku konieczności płacenia Bedardowi, mogłyby zostać ponownie zainwestowane w drużynę w poszukiwaniu innego środkowego. Z drugiej strony prawda jest taka, że utrata pierwszego wyboru w drafcie z 2023 roku będzie bardzo bolesna. Znacznie opóźni proces odbudowy drużyny. Patrząc z innej perspektywy, można zadać sobie pytanie, czy odejście Bedarda naprawdę byłoby najgorszą rzeczą na świecie? Nie byłby to koniec świata. Jeśli Bedard odejdzie, ciężar podpisania z nim ogromnego przedłużenia kontraktu spadnie na inny klub, a nie na Blackhawks. Kibicom na pewno nie spodoba się perspektywa odejścia Connora. Ale w końcu biznes to biznes. A Kyle Davidson nie może sobie pozwolić na to, by inna organizacja dyktowała mu, jak ma postępować w kwestii kontraktów. Jednak oferta kontraktowa dla Carlssona niewątpliwie zwiększa presję na Davidsona, by zapłacił swojej gwieździe i to szybko. Jeśli tego nie zrobi, ta przebudowa drużyny może pójść na marne.



