Montreal Canadiens walczą w finale Konferencji Wschodniej z Carolina Hurricanes i choć dziś w nocy przegrali na własnym lodzie, nie są bez szans na awans do finału Pucharu Stanleya. Ich fantastyczna droga do finału Konferencji sprawiła, że wielu ekspertów chwali ich szybką „odbudowę”. Chociaż Canadiens są świetnym wzorem dla Chicago Blackhawks, zwłaszcza biorąc pod uwagę typ graczy na czele ich składu, Blackhawks nie zastosowali tego samego planu. Niektórzy fani Blackhawks zastanawiają się, dlaczego Canadiens mogą dotrzeć do finału Konferencji w ciągu czterech lat, podczas gdy Blackhawks nie mogą wydostać się z piwnicy NHL. Prosta odpowiedź brzmi: Canadiens nie przeprowadzili całkowitej przebudowy – w rzeczywistości ich przebudowa drużyny rozpoczęła się na długo przed wielkimi zmianami w 2022 roku.
Droga powrotu do rywalizacji
Droga do finału Konferencji Wschodniej w 2026 roku rozpoczęła się 9 września 2018 roku, kiedy to drużyna wymieniła kapitana Maxa Pacioretty’ego do Vegas Golden Knights. Najważniejszym elementem tej wymiany był obecny kapitan, Nick Suzuki. W tamtym sezonie zabrakło im zaledwie dwóch punktów do awansu do fazy play-off, a do wzmocnienia ataku pozyskali nawet Ilyę Kovalchuka. W następnym sezonie Canadiens powrócili do fazy play-off, a w 2021 roku dotarli do finału Pucharu Stanleya. Natomiast kolejny sezon 2021-22 był katastrofą dla Canadiens, co zmusiło ich do wprowadzenia poważnych zmian. Po starcie z bilansem 8-30-7 zwolniono głównego trenera Dominique’a Ducharme’a i zastąpiono go Martinem St. Louisem, który nigdy wcześniej nie był trenerem w NHL. Dyrektor generalny Marc Bergevin również stracił pracę, a stanowisko to ostatecznie objął Kent Hughes.
Główną przyczyną fatalnego początku sezonu były kontuzje obrońcy Shea Webera i bramkarza Careya Price’a. Weber nie zagrał już w żadnym meczu po finale Pucharu Stanleya, a Price wystąpił tylko w pięciu kolejnych spotkaniach, po czym ostatecznie zakończył karierę. Utrata tych dwóch doświadczonych graczy zmusiła klub do podjęcia decyzji o zmianie kierunku. Hughes nie musiał rozbierać swojej drużyny do gołych kości, tak jak zrobił to Kyle Davidson, gdy przejął Blackhawks w 2022 roku. Kiedy Kent przejmował stery w Habs, miał już w składzie Suzukiego, Cole’a Caufielda, Josha Andersona i Jake’a Evansa, którzy wnieśli duży wkład w tegoroczne rozgrywki play-off. To połączenie sprytnych transferów i odrobiny szczęścia w drafcie NHL, pozwoliło im wrócić na ścieżkę walki o tytuł.
W 2022 roku Hughes wymienił Artturiego Lehkonena na obrońcę Justina Barona i wybór w drugiej rundzie draftu. Baron został ostatecznie sprzedany do Nashville Predators za Alexandre’a Carriera, a wybór został wykorzystany w transakcji z Los Angeles Kings, aby dostać się do pierwszej rundy i wybrać obiecującego Michaela Hage’a. Pozyskanie Kirby’ego Dacha w drafcie 2022 nie było strzałem w dziesiątkę, na który liczył Hughes, natomiast Blackhawks wyciągnęli z tej trójstronnej transakcji Franka Nazara. Później tego lata Canadiens pozyskali obrońcę Mike’a Mathesona w zamian za Jeffa Petry’ego i Ryana Poehlinga. Oddanie Avalanche w 2023 roku wyborów w pierwszej i drugiej rundzie za Alexa Newhooka okazało się bezcenne w tych rozgrywkach play-off. Podczas draftu 2025 roku, Hughes podjął ryzykowny krok, oddając dwa wybory w pierwszej rundzie oraz Emila Heinemana do New York Islanders w zamian za obrońcę Noaha Dobsona. Islanders wykorzystali te wybory, aby pozyskać Viktora Eklunda i Kashawna Aitchesona, starając się odświeżyć swój doświadczony skład. Hughes wykonał również niepozorny ruch, pozyskując Zacha Bolduca z St. Louis Blues w zamian za Logana Mailloux.
Trafione wybory w drafcie
Aby zbudować drużynę zdolną do walki o mistrzostwo, potrzebne są wspominane powyżej transfery, a także odrobina szczęścia w drafcie. Trzeba oddać Bergevinowi trochę uznania, ponieważ dwóch z jego graczy wybranych w pierwszej rundzie, w znacznym stopniu przyczyniło się do sukcesu drużyny. W 2019 roku wybrał Cole’a Caufielda z numerem 15, po tym jak niektóre drużyny zrezygnowały z niego, uznając go za „zbyt małego”. W następnym roku z numerem 16 wybrał obrońcę Kaidena Guhle’a. W piątej rundzie wybrał również bramkarza Jakuba Dobesa.
W 2022 roku, pierwszym roku draftu Hughesa, Canadiens wygrali loterię draftową, co było dla nich najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Wykorzystali ten wybór, aby pozyskać Juraja Slafkovsky’ego, który w swoim czwartym sezonie w NHL stał się graczem, jakiego sobie wyobrażali. Następnie w drugiej rundzie wybrali Lane’a Hudsona, który spadł na 62 miejsce w klasyfikacji ogólnej, ponieważ po raz kolejny uznano go za „zbyt małego”, by grać w NHL. Kiedy ma się sześć wyborów w pierwszych trzech rundach, tak jak Hughes, można zaryzykować i wybrać gracza takiego jak Hutson i to się opłaciło. W 2024 roku Ivan Demidov spadł na piąte miejsce w klasyfikacji ogólnej po tym, jak został pominięty przez Blackhawks, Anaheim Ducks i Columbus Blue Jackets. Ponownie, aby zdobyć wszystkie odpowiednie elementy, potrzeba trochę szczęścia, w tym tego, co zrobią drużyny przed swoim wyborem.
Nie wszystko układało się dla Hughesa jak z bajki, bo po drodze zdarzały się pewne potknięcia. Wybór obrońcy Davida Reinbachera z piątym numerem w drafcie 2023 nie okazał się strzałem w dziesiątkę. Wybór ten wygląda jeszcze gorzej, gdy weźmie się pod uwagę, że w puli dostępni byli tacy gracze jak Matvei Michkov, Ryan Leonard i Zach Benson. Jednak gdy drużyna wygrywa, kibice nie przejmują się zbytnio graczami, których nie wybrano. Przejęcia Seana Moahana i Patrika Laine również nie przyniosły takich rezultatów, na jakie liczył Hughes, ale w sumie miał on więcej trafionych wyborów niż nietrafionych.
Kyle Davidson musi wkroczyć w fazę podejmowania działań, które pomogą drużynie wygrywać już teraz. Hughes miał już solidne podstawy, kiedy przejmował stery i wykonał fantastyczną robotę, rozbudowując je. Davidson musi zrobić to samo w Chicago. Kluczowe elementy są już na miejscu – teraz nadszedł czas, aby otoczyć je lepszym składem, tak aby mogli stać się kolejną młodą drużyną, która awansuje do fazy play-off.



