W wieku 21 lat, w mieście, które dopiero poznawał, Frank Nazar jednocześnie zajmował się negocjacjami kontraktowymi i procesem kupna domu. To dużo jak na jedną młodą osobę i jak każdy w takiej sytuacji, Nazar desperacko potrzebował rady i wskazówek. To oznaczało chodzenie do Jasona Dickinsona. I to częste chodzenie. „Miał dużo rad i dużo rzeczy do powiedzenia” — powiedział Nazar. Dickinson zawsze taki był. Pomagał młodym zawodnikom stanąć na nogach w NHL. Udzielał mądrych porad finansowych świeżo upieczonym milionerom. Pokazywał młodym graczom jakieś odległe miasto NHL, w którym nigdy wcześniej nie byli. Zbierał grupę i organizował drużynowe kolacje. „To bardzo zorganizowany facet” — powiedział Nazar. „Dużo się od niego nauczyłem. Mam nadzieję, że w pewnym sensie będę mógł trochę przejąć tę rolę. Może poproszę go o jego listę restauracji na wyjazdach.”

Kiedy w oddzielnych transferach w tym tygodniu, Blackhawks oddali Dickinsona i Connora Murphy’ego do Edmonton Oilers, stracili swoich dwóch najlepszych defensywnie grających zawodników, dwóch elitarnych specjalistów od gry w osłabieniu. Stracili też dwóch alternatywnych kapitanów, graczy, których głosy miały duży ciężar gatunkowy podczas spotkań, po złej porażce albo w momentach frustracji w przerwie meczu. Ale Blackhawks stracili więcej – dwóch dojrzałych facetów z cennym doświadczeniem życiowym. A ponieważ Nick Foligno może zostać oddany przed dzisiejszym trade deadline — podczas rozmowy z dziennikarzami w dniu wczorajszym, kapitan mówił w dużej mierze w czasie przeszłym i sugerował, że chciałby jeszcze zagrać kilka znaczących meczów i tak czy inaczej raczej nie wróci w przyszłym roku – w drużynie zaczyna brakować takich ludzi. Alex Vlasic, mający zaledwie 24 lata, jest teraz najdłużej grającym zawodnikiem Blackhawks. Teuvo Teräväinen nie jest specjalnie rozmowny. A inni weterani, tacy jak Matt Grzelcyk i Sam Lafferty, są w organizacji w zasadzie tylko przejazdem.
Blackhawks nie tylko tracą dobrych zawodników. Tracą też źródła instytucjonalnej wiedzy — o świecie hokeja, ale także o świecie w ogóle. Facetów, którzy byli bezcennymi źródłami dla wielu zawodników w wieku około 20 lat, wciąż odnajdujących się w NHL i w dorosłym życiu. „To są goście, którzy byli kiedyś na miejscu tych młodych zawodników, którzy teraz przychodzą” — powiedział trener Jeff Blashill. „Świetnie było ich mieć wokół siebie, byli świetnymi wzorami do naśladowania. Dobra rzecz dla nas jest taka, że mieliśmy ich tu przez dość długi czas. Więc młodzi zawodnicy w szatni, w zależności od tego ile lat tu są, mieli okazję zobaczyć, jakimi są wzorami, jakimi są profesjonalistami, co robią poza lodem i można było zapytać się ich choćby o to, jak założyć konto bankowe. Jestem pewien, że mieli pozytywny wpływ na życie każdego z naszych młodych zawodników.”

Chociaż tydzień trade deadline zawsze jest niespokojnym czasem w szatni NHL, najgorszy jest dla drużyn sprzedających zawodników. Vlasic powiedział, że większość wiadomości z NHL czerpie z Instagrama i że ciągle odświeża aplikację, żeby sprawdzić, czy któryś z jego kolegów nie został oddany w transferze. Nazwał to „strasznym”. Nazar nazwał to „dość smutnym”. Oczywiście to nie jest nowe uczucie w szatni Blackhawks. Ostatni raz byli kupującymi przy trade deadline w 2017 roku, kiedy pozyskali Johnny’ego Oduyę i Tomáša Jurčo (to był drugi okres Oduyi w drużynie, który wcześniej grał w Chicago przez cztery sezony). Kiedy zawodnicy pakują torby i wychodzą z szatni na zawsze, jest to czas pełny łez i „braterskich uścisków”. „Nie chcesz być w takiej sytuacji zbyt wiele razy” — powiedział Foligno. „To prawdopodobnie przekaz, który w ostatnich dniach najgłośniej wybrzmiał w tej grupie. Oni zaczynają mieć dość bycia w tej sytuacji. Więc miejmy nadzieję, że to będzie czynnik motywujący na kolejne lata.”
Foligno powiedział, że ten rok różni się od jego pierwszych dwóch sezonów w Chicago, kiedy bardziej chodziło o pozbywanie się zawodników, którzy nie byli w pełni zaangażowani w to, co Blackhawks budowali, co jest dość oczywistym odniesieniem do Setha Jonesa, który w tym czasie rok temu został oddany do Florida Panthers. Murphy oraz Dickinson byli jednak zaangażowani i chcieli przejść przez przebudowę do końca. Z takimi zawodnikami trudniej się rozstać. „To jest ten jeden rok, który dla wielu chłopaków tutaj jest sygnałem ostrzegawczym, że to musi się szybko odwrócić” — powiedział Foligno. „Musimy być w przyszłym roku w pozycji, w której mamy 10 punktów zapasu w tabeli (w walce o playoffy), wówczas z tego powodu, będzie więcej zabawy i ekscytacji w tej grupie.”

Odejście dwóch szanowanych liderów, tworzy okazje dla młodych zawodników, żeby wejść w większą rolę w drużynie. Connor Bedard jest teraz alternatywnym kapitanem i bez wątpienia w pewnym momencie w niedalekiej przyszłości przejmie kapitańską literę od Foligno. Vlasic wydaje się logicznym kandydatem do drugiej „A”, ale Blashill powiedział, że jeszcze nie podjął tej decyzji. W Blackhawks nie brakuje silnych osobowości. Nazar wnosi trochę pewności siebie do szatni, Oliver Moore jest energicznym i rozmownym facetem, a Wyatt Kaiser i Spencer Knight stali się przemyślanymi, szanowanymi głosami w szatni. Mimo to jest różnica między możliwością zabrania głosu, a byciem wysłuchanym. Dickinson, Murphy i Foligno zdobyli swoją wiarygodność przez lata ciężkiej pracy i trudnego do zdobycia doświadczenia. Młodzi gracze Blackhawks kiedyś tam dotrą, ale zostaną wrzuceni w te role trochę wcześniej niż planowano. Prawda jest taka, że nikt jeszcze nie pyta Artyoma Levshunova ani Sama Rinzela o rady dotyczące kupna domu. „Nie brałbym już teraz żadnych rad od nikogo tutaj” — zażartował Foligno. „Zostało bardzo niewielu gości, których zapytałbym o jakieś życiowe rady.” Nick nazwał Murphy’ego i Dickinsona „starszymi braćmi” dla wszystkich młodych zawodników. A jako jeden z takich starszych braci, samemu trudno było mu przeżyć, że Colton Dach został włączony do transferu Dickinsona. Ten 23-latek, dużo nauczył się od Foligno, spędzał latem czas w jego domu i obaj grają podobny hokej.
Przez dziewięć długich lat, Blackhawks – kiedyś najbardziej agresywni kupujący na rynku, rozdający wybory w pierwszej rundzie jak cukierki na Halloween — byli sprzedającymi. Żegnali starych przyjaciół zamiast witania nowych. Przyszły rok może być dziesiątym, chyba że ci młodzi gracze coś z tym zrobią. „Chcemy stać się drużyną, w której nie tracimy nikogo, w której zatrzymujemy zawodników, których mamy tutaj, bo każdy dokłada się oraz wkłada wiele wysiłku, żeby awansować do play-offów i potencjalnie być kandydatem do tytułu” — powiedział Vlasic. „W ciągu najbliższych kilku lat mamy nadzieję być drużyną, która nie sprzedaje, a potencjalnie kupuje i dodaje zawodników do tej świetnej grupy, którą tu mamy.” Generalny menedżer Kyle Davidson prowadzi jednak bardzo długą grę, więc pomoc raczej nie nadejdzie w najbliższym czasie. To od tych, którzy zostali, zależy, czy zmuszą go do działania w tym temacie.

