Zawodnicy Blackhawks, którzy powinni najbardziej skorzystać na przerwie olimpijskiej

Po niemal dwóch tygodniach z dala od lodowiska, Chicago Blackhawks wrócili do treningów, po raz pierwszy od rozpoczęcia przerwy olimpijskiej. Poza Teuvo Teravainenem, który reprezentuje Finlandię na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich 2026 w Mediolanie, reszta składu Blackhawks pozostaje bez gry od 5 lutego.

13-dniowa przerwa była bardzo potrzebna drużynie, która miała ogromne problemy w okresie poprzedzającym Igrzyska. Blackhawks zakończyli styczeń serią pięciu porażek z rzędu i przegrali sześć z ostatnich siedmiu spotkań. Ofensywa również się zacięła — w tych siedmiu meczach zdobyli zaledwie 15 bramek. Sześć padło w jedynym zwycięstwie tego okresu przeciwko San Jose Sharks.

Nadzieja jest taka, że zarówno dla weteranów, jak i młodych zawodników, czas spędzony z dala od lodu pozwoli na pełny reset przed końcowym etapem sezonu 2025–26. Blackhawks mają jeszcze 25 meczów do rozegrania i tracą 10 punktów do Anaheim Ducks, w walce o ostatnie miejsce dające awans do play-offów w Konferencji Zachodniej. Choć faza posezonowa jest prawdopodobnie poza ich zasięgiem, jest wiele obszarów, w których zespół z pewnością chciałby się poprawić przed nadejściem offseason.

Z indywidualnej perspektywy można argumentować, że czas przerwy przyniesie korzyści każdemu. Dla debiutantów i mniej doświadczonych zawodników to prawdopodobnie najwięcej hokeja, ile kiedykolwiek grali, więc odpoczynek jest potrzebny. Dla starszych graczy możliwość wyleczenia organizmu i spędzenia czasu z rodziną zawsze jest mile widziana. Są jednak trzej zawodnicy, którzy szczególnie powinni najbardziej skorzystać na przerwie olimpijskiej.

Artyom Levshunov

Pierwszy miesiąc 2026 roku nie był łaskawy dla debiutującego obrońcy Artyoma Levshunova. Jego produkcja ofensywna drastycznie spadła, a struktura defensywna i podejmowanie decyzji były zdecydowanie zbyt niestabilne. W 15 meczach w styczniu, Levshunov zanotował zaledwie jednego gola i dwie asysty, notując przy tym fatalny bilans minus-14. Po katastrofalnym występie 29 stycznia, gdzie zaliczył minus pięć przeciwko Pittsburgh Penguins, zawodnik wybrany z numerem 2 w drafcie 2024 roku, został oddelegowany na trybuny w trzech ostatnich meczach Blackhawks przed przerwą.

Podczas czasu spędzonego poza składem, Levshunov rozpoczął krótki program rozwojowy, w ramach którego pracował z trenerem Jeffem Blashillem i resztą sztabu, nad poprawą trzech konkretnych elementów swojej gry: prowadzeniem krążka, ustawieniem w obronie oraz techniką strzału. To sporo do poprawy. Ale przy dziewięciu dniach do pierwszego meczu Blackhawks po przerwie, Blashill określił ten okres jako mini drugi obóz treningowy. Daje to Levshunovowi i trenerom dużo czasu, by podjąć pracę tam, gdzie ją przerwali przed pauzą i spróbować dopracować te elementy.

Blackhawks i Levshunov ponownie znaleźli się w takiej sytuacji, ale zareagował on dobrze na pierwszy reset sezonu na początku października. Wówczas Białorusin popełnił kilka niedopuszczalnych błędów w porażce po dogrywce z Boston Bruins, zaledwie w drugim meczu sezonu. Dwie noce później nie znalazł się w składzie na inauguracyjne spotkanie u siebie przeciwko Montrealowi. Jednak w kolejnych 22 meczach stopniowo się poprawiał, zdobywając 12 punktów (1 gol, 11 asyst) i z meczu na mecz otrzymując coraz większą rolę. Ostatecznie odebrał Samowi Rinzelowi funkcję rozgrywającego pierwszej formacji do gry w przewadze i stał się najbardziej zaufanym ofensywnym obrońcą drużyny. Już wcześniej pokazał, że szybki i znaczący zwrot formy jest możliwy.

Mając zaledwie 20 lat i będąc jednym z najmłodszych obrońców w NHL, życie Levshunova prawdopodobnie było kompletnym rollercoasterem — w tym sezonie średnio spędzał na lodzie niemal 20 minut. Wymagano od niego bardzo wiele, więc wolny czas z pewnością pomoże mu mentalnie się zresetować przed bardzo ważnym fragmentem sezonu. Według doniesień medialnych, spędził przerwę na południu Florydy, gdzie trenuje latem.

Andre Burakovsky

Początek przygody Andre Burakovsky’ego z Blackhawks był znakomity. W pierwszych 38 meczach sezonu należał do czołowych punktujących drużyny z dorobkiem 29 punktów (10 goli, 19 asyst) i dobrze współpracował z Connorem Bedardem w pierwszej formacji ataku. Połączenie jego warunków fizycznych i szybkości było brakującym elementem w top-six, a umiejętność prowadzenia krążka i kreowania gry, pomagała zdejmować presję z Bedarda w przejściach do ataku.

Jednak od czasu czteromeczowej serii punktowej na początku Nowego Roku, Burakovsky wygląda jak cień samego siebie. W ostatnich 13 spotkaniach przed przerwą zanotował tylko jedną asystę i zaliczył bilans minus-13. Ani razu nie był na plusie w grze pięciu na pięciu w tym okresie. Szwedzki napastnik większość zmian spędzał na traceniu krążka, a następnie gonieniu, by go odzyskać. Jego niezdolność do składania właściwych akcji w całość sprawiła, że Blashill ograniczył jego czas na lodzie — w czterech ostatnich meczach przed Igrzyskami tylko raz grał ponad 12 minut. Po raz pierwszy w tym sezonie został też przesunięty do trzeciej formacji.

Blashill wspominał w trakcie tych problemów Burakovsky’ego, że jest on kimś, komu bardzo zależy i kto desperacko chce grać lepiej oraz bardziej pomagać kolegom z drużyny. Czasami jednak próbuje za bardzo i wymusza pewne zagrania na lodzie, co prowadzi tylko do kolejnych problemów. Przez pewien czas wyglądało, jakby zagubił się sam w sobie i miejmy nadzieję, że wróci po niemal dwutygodniowej przerwie z odświeżonym nastawieniem. Blackhawks po prostu potrzebują od niego więcej, aby ofensywa mogła funkcjonować stabilnie.

Na podstawie najnowszych postów na Instagramie Andre i jego żony, wyglądało na to, że Burakovscy podczas przerwy olimpijskiej zaliczyli tropikalne wakacje. To zdecydowanie powinno pomóc w mentalnym resecie.

Jason Dickinson

Jeden z najbardziej niedocenianych defensywnych napastników w NHL, Jason Dickinson, po cichu wykonywał swoją pracę jak zwykle w tym sezonie. Zdobył tylko 13 punktów (6 goli, 7 asyst) w 43 meczach, ale ofensywa nigdy nie była tym, z czego jest znany. Po raz kolejny był najczęściej wykorzystywanym środkowym w sytuacjach defensywnych i regularnie neutralizował pierwsze formacje rywali. Był też filarem jednej z najlepszych jednostek penalty kill w NHL.

Powodem, dla którego Dickinson znalazł się w opisywanej grupie razem z Levshunovem i Burakovskym, nie są żadne problemy z formą, lecz liczba urazów, jakich doznał w tym roku. 30-latek opuścił kilka fragmentów sezonu, co przełożyło się na 14 spotkań, w których nie mógł wystąpić. Zmagał się z kilkoma dokuczliwymi kontuzjami, w tym urazem lewego nadgarstka, który wymagał operacji w zeszłym roku i w praktyce zakończył przedwcześnie jego sezon 2024–25.

Choć opuścił tylko jedno z ostatnich 18 spotkań Blackhawks przed przerwą, utrzymanie zdrowia przez dłuższy czas było dla Dickinsona wyzwaniem w ciągu ostatnich dwóch lat. Jako zawodnik regularnie blokujący strzały i odgrywający twardą, fizyczną rolę, jest to zrozumiałe. Unikanie kontuzji w tym sporcie wymaga też odrobiny szczęścia.

Choć czas Dickinsona w Chicago może wkrótce dobiegać końca — oczekuje się, że zostanie wymieniony przed trade deadline jako nadchodzący latem niezastrzeżony wolny agent — chce się widzieć go w pełni zdrowego i grającego na najwyższym poziomie, niezależnie od tego, jaką bluzę nosi. 13 dni z dala od lodu powinno pomóc Dickinsonowi w pełni się wyleczyć i przygotować na końcowy etap sezonu.

Poprzedni wpis
Jak będzie wyglądała przestrzeń w salary cap Chicago Blackhawks za 5 lat? Mailbag Scotta Powersa cz.3
Następny wpis
Raport z pierwszego treningu Blackhawks po przerwie olimpijskiej