Wnioski po wczorajszej porażce po karnych z Tampa Bay Lightning

Mierząc się dwie noce z rzędu z jednymi z najlepszych drużyn NHL, Chicago Blackhawks zakończyli serię meczów back-to-back przeciwko Carolina Hurricanes i Tampa Bay Lightning, z dorobkiem trzech z czterech możliwych punktów. Po sensacyjnym zwycięstwie 4:3 po rzutach karnych nad Hurricanes w Raleigh, Blackhawks wrócili wczoraj do United Center na starcie z rozpędzonymi Lightning, którzy zdobyli punkt w 14 kolejnych spotkaniach. Podobnie jak Carolina, Tampa Bay od początku narzuciła wysokie tempo i przejęła kontrolę nad meczem, jednak Chicago zdołało utrzymać się blisko rywala i wyszarpać punkt.

Były wybór Blackhawks z szóstej rundy draftu, Dominic James, który latem zdecydował się nie podpisywać kontraktu debiutanckiego i został wolnym agentem, dał Lightning zwycięstwo 2:1, trafiając w szóstej rundzie rzutów karnych. Nie takiego zakończenia piątkowego meczu oczekiwali Hawks, ale mogą być bardzo zadowoleni z faktu, że ich seria punktowa została przedłużona do trzech spotkań. W końcu przez dwie pierwsze tercje oddali zaledwie sześć strzałów na bramkę, a łącznie w całym meczu tylko 18. Tampa Bay prowadziła 72:40 w próbach strzeleckich, 42:22 w sytuacjach bramkowych oraz 20:11 w sytuacjach o wysokim zagrożeniu.

Blackhawks mają przed przerwą olimpijską niezwykle dynamiczny terminarz, gdyż rozegrają osiem meczów w 13 dni, a większość z nich przeciwko ligowej czołówce. W nocy z niedzieli na poniedziałek czeka ich starcie z dwukrotnym obrońcą Pucharu Stanleya, Florida Panthers, a już z wtorku na środę rozpocznie się krótki, dwumeczowy wyjazd, podczas którego najpierw zmierzą się przeciwko Minnesota Wild, którzy są współliderem trzeciego najlepszego dorobku punktowego w lidze. Drugim wyjazdowym spotkaniem będzie potyczka w Pittsburghu z Penguins.

Najbliższe dni nie będą więc dla Chicago łatwe, ale wyniki osiągnięte przeciwko Hurricanes i Lightning powinny dodać im pewności siebie przed ostatnimi sześcioma spotkaniami, zanim zawodnicy NHL udadzą się do Mediolanu na Igrzyska Olimpijskie.

Przejdźmy do najważniejszych wniosków po wczorajszej porażce po rzutach karnych z Tampa Bay Lightning.

Wyjątkowo świetny Arvid Söderblom

To kolejny trudny sezon dla rezerwowego bramkarza Arvida Söderbloma. Przed wczorajszym meczem, 26-latek notował średnio aż 3,97 straconej bramki na mecz oraz skuteczność obron na poziomie zaledwie 86,8%, w 15 występach w sezonie 2025–26. Z powodu tej niestabilności pojawiały się głosy, że Drew Commesso mógłby otrzymać szansę jako numer dwa Blackhawks w końcówce rozgrywek.

Druga połowa sezonu będzie kluczowa dla przyszłości Söderbloma, a jego występ przeciwko Tampa Bay był dokładnie tym, czego potrzebował, by wrócić na właściwe tory. W dziewięciu wcześniejszych startach tylko raz zanotował skuteczność obron powyżej 90%. Gdy Lightning dominowali przez pierwsze 40 minut, Söderblom utrzymywał Blackhawks w grze, dzięki jednemu z najlepszych występów w sezonie. Obronił 20 z 21 strzałów w dwóch pierwszych tercjach i znakomicie śledził krążek w tłoku podbramkowym. Tampa Bay miała do drugiej przerwy 2,73 gola oczekiwanego, ale tylko raz zdołała go pokonać. Szkoda, że Blackhawks nie potrafili zdobyć zwycięskiej bramki w trzeciej tercji, dogrywce lub rzutach karnych, bo Söderblom w pełni zasłużył na wygraną. Zakończył mecz z 30 obronami (96,8% skuteczności) oraz wynikiem 2,99 bramki obronionej powyżej oczekiwań.

Dobre końcówki meczów

Podobnie jak w czwartkowym meczu w Carolinie, Blackhawks byli wyraźnie zdominowani przez dwie tercje, by następnie zaprezentować się znakomicie w końcówce spotkania. Po tym, jak przez 40 minut przegrywali posiadanie krążka, liczbę sytuacji i prób strzeleckich, w trzeciej tercji i dogrywce to Chicago miało groźniejsze okazje na rozstrzygnięcie meczu.

W łącznym czasie 25 minut trzeciej tercji i dogrywki, Blackhawks prowadzili 12:10 w strzałach na bramkę, 14:13 w sytuacjach bramkowych i 6:5 w sytuacjach o wysokim zagrożeniu. Kluczową korektą była bardziej aktywna gra kijem, wymuszanie strat i tworzenie ataku w fazie przejściowej. Defensywa Tampy była bardzo szczelna, więc Hawks musieli najpierw wykonać solidną pracę w obronie, by w ogóle wygenerować coś ofensywnie. Najbliższej nocy polskiego czasu do Chicago przyjadą Panthers — kolejna drużyna grająca z dużą presją — więc można mieć nadzieję, że następnym razem korekty wprowadzone w trzecich tercjach przeciwko Hurricanes i Lightning, pozwolą Blackhawks szybciej wejść w mecz.

Problemy w grze w przewadze

Zabójczo skuteczna gra w osłabieniu po raz kolejny była jasnym punktem Blackhawks, ale przewagi liczebne znów zawiodły. W pięciu meczach poprzedzających starcie z Tampą, formacje Chicago do gry w przewadze były bez gola przy 11 próbach, przez co drużyna spadła na 12 miejsce w NHL. Przeciwko solidnemu, trzeciemu w lidze, penalty kill Lightning,  sytuacja nie uległa poprawie — trzy okazje znów pozostały niewykorzystane. Łącznie daje to bilans 0/14 w ostatnich sześciu spotkaniach.

Najbardziej rozczarowujące jest to, że nawet jedna bramka zdobyta w przewadze mogła mieć ogromne znaczenie w tak niskobramkowym meczu, zwłaszcza przy niewielkiej liczbie okazji w grze pięciu na pięciu. Dodatkowo wszystkie trzy przewagi Chicago miały miejsce w pierwszej tercji, gdy drużyna mogła zbudować momentum lub powiększyć posiadane prowadzenie. To się nie udało i jest to coś, do czego Blackhawks z pewnością będą jeszcze wracać myślami.

Connor Bedard wyjątkowo niewidoczny

Wczorajszy mecz był nietypowo spokojnym wieczorem dla Connora Bedarda, który dopiero po raz drugi w 38 meczach tego sezonu, zakończył spotkanie bez ani jednego strzału na bramkę. Zanotował tylko jedną próbę strzelecką i nie stworzył żadnej indywidualnej sytuacji bramkowej podczas 21:36 minut spędzonym na lodzie.

Trener Jeff Blashill po raz pierwszy od dłuższego czasu zamieszał w ustawieniach linii ataku, a Bedard rozpoczął mecz w pierwszej linii z Ilyą Mikheyevem i Tylerem Bertuzzim. Podobnie jak reszta zespołu, ten tercet nie funkcjonował najlepiej przez dwie tercje, więc Blashill na końcówkę spotkania ponownie zestawił Bedarda z Andre Burakovskym i Ryanem Greene’em. Trzeba oddać Tampie, że znakomicie ograniczała Bedardowi czas i przestrzeń przy krążku. Były jednak momenty, w których mógł oddać strzał, a zamiast tego decydował się na podanie. Jako najgroźniejszy strzelec w składzie zespołu, w kilku sytuacjach powinien był wziąć na siebie więcej odpowiedzialności. W siedmiu meczach od powrotu po kontuzji, jedyną bramką Bedarda pozostaje gol do pustej bramki w zwycięstwie nad Winnipeg Jets. Wciąż łapie rytm, ale sam przyznaje, że jego wpływ na grę nie jest jeszcze taki jak przed urazem. W tym roku nie zdobył punktu w czterech z siedmiu występów.

Bardzo dobra ofensywa Olivera Moore’a

Jedyny gol Blackhawks w piątkowym meczu padł po akcji trzech debiutantów. Ryan Greene wykończył szybki atak po przejściu do ofensywy, zdobywając swojego siódmego gola w sezonie i dając Chicago prowadzenie — już w piątym meczu z rzędu. Akcję zapoczątkował bohater czwartkowych rzutów karnych, Oliver Moore, który popisał się wysokim hokejowym IQ, pozwalając krążkowi wjechać do tercji ataku bez dotykania go. Gdyby wcześniej przejął krążek, kapitan Nick Foligno nie zdążyłby opuścić tercji i gra zostałaby przerwana z powodu spalonego.

Cierpliwość Moore’a pozwoliła akcji się rozwinąć, a następnie posłał on krążek w okolice Greene’a i Nicka Lardisa. Lardis ściągnął na siebie obrońcę, delikatnie musnął krążek, co umożliwiło Greene’owi wyjście sam na sam z Andreiem Vasilevskym. Dzięki asyście drugiego stopnia, Moore ma teraz punkty w dwóch kolejnych meczach i łącznie siedem (2 gole, 5 asyst) w 13 spotkaniach od momentu przesunięcia go na pozycję centra. W pierwszych 26 meczach sezonu, grając na skrzydle, były wybór z pierwszej rundy draftu zdobył tylko dziewięć punktów. Przejście do środka ataku wyraźnie pomogło mu odnaleźć ofensywny rytm.

Poprzedni wpis
Porażka Blackhawks po karnych w meczu na własnym lodzie z Tampa Bay Lightning
Następny wpis
Chicago Blackhawks vs Florida Panthers – zapowiedź meczu