Podsumowanie wczorajszego zwycięstwa Blackhawks z San Jose Sharks

Wygrywanie meczów na własnym lodzie nie należało w ostatnich tygodniach do łatwych zadań dla Chicago Blackhawks. Przed wczorajszym starciem z Macklinem Celebrinim i San Jose Sharks, Blackhawks mieli bilans 1–6–1 w ostatnich ośmiu spotkaniach rozgrywanych w United Center, zdobywając w nich łącznie zaledwie 11 bramek. Od 7 stycznia nie byli w stanie strzelić więcej niż dwóch goli w żadnym domowym meczu.

Jednak w swoim ostatnim występie w United Center przed przerwą olimpijską, Blackhawks zanotowali bardzo potrzebny ofensywny wybuch i pokonali Sharks 6:3, w pierwszym z trzech starć między tymi zespołami w tym sezonie. To dopiero czwarty raz od świąt Bożego Narodzenia, gdy Chicago zdobyło więcej niż trzy bramki w jednym meczu.

W swoim pierwszym występie w NHL w Chicago, Macklin Celebrini wyglądał dokładnie tak, jak można było oczekiwać i zrobił wszystko, co w jego mocy, by poprowadzić zryw Sharks, który ostatecznie okazał się niewystarczający. Numer jeden draftu 2024 roku zdobył swoją 28 bramkę w sezonie i zaliczył asystę pierwszego stopnia przy trafieniu Willa Smitha. Spędził na lodzie 23:07 minuty i oddał najwięcej strzałów w drużynie (5).

Po drugiej stronie pojedynku generacyjnych talentów, Connor Bedard otworzył wynik spotkania siedem minut po rozpoczęciu meczu, zdobywając dla Blackhawks pierwszą bramkę w przewadze liczebnej od niemal miesiąca. Przedłużył tym samym zarówno serię meczów z golem (3), jak i serię spotkań z punktem (4). Był to jednak jedyny strzał, jaki oddał w ponad 20 minutach gry. Jego skrzydłowi, Frank Nazar i Tyler Bertuzzi, łącznie oddali zaledwie jeden strzał na bramkę. Nie był to najbardziej wyrazisty występ tej trójki.

Choć oglądanie Bedarda oraz pierwszej formacji tańczących po lodzie wokół Celebriniego i Sharks w drodze po zwycięstwo byłoby czymś wyjątkowym, być może jeszcze słodsze było to, że do wygranej poprowadziły punkty zdobywane przez głębię składu. Pięciu różnych zawodników Blackhawks wpisało się na listę strzelców, a większość z nich — poza Bedardem — znana jest raczej ze swoich defensywnych obowiązków. To była nagroda za ich bezinteresowną, ciężką pracę w tym sezonie.

Przyjrzyjmy się, jak Blackhawks obudzili swoją ofensywę w ostatnim domowym meczu przed 6 marca.

Trzecia formacja ataku ożyła

Drugi mecz z rzędu Ryan Donato grał u boku Jasona Dickinsona i Ilyi Mikheyeva w „checking line” trenera Jeffa Blashilla. Ta trójka dzieliła między sobą odpowiedzialność za grę przeciwko Celebriniemu i pierwszej formacji Sharks, co nie było zaskoczeniem. Dickinson i Mikheyev — dwaj najlepsi gracze Chicago w osłabieniach — często przebywają na lodzie przeciwko najlepszym ofensywnie zawodnikom rywali.

Dickinson i Mikheyev byli na lodzie przy golu Celebriniego pod koniec drugiej tercji, ale był to jedyny moment, gdy zostali pokonani w tym meczu. Po drugiej stronie lodu z nawiązką to odrobili. Wraz z Donato trzej napastnicy zdobyli łącznie 10 punktów, a każdy z nich zanotował występ z co najmniej dwoma punktami. Donato, były zawodnik Sharks, strzelił dwa gole i dołożył dwie asysty, Mikheyev zdobył bramkę i trzy asysty, a Dickinson zaliczył dwie asysty.

Choć gol Donato bez wątpienia trafi do zestawień najlepszych akcji w jego karierze, reszta dorobku trzeciej formacji była efektem czystej harówki i determinacji. Przy trafieniu Mikheyeva, Donato ciężką pracą wygrał walkę przy bandzie w tercji ofensywnej, a Dickinson ostatecznie wprowadził krążek w niebezpieczną strefę. Z kolei przy kluczowym golu Donato w trzeciej tercji, Mikheyev, w trakcie długiej zmiany przedarł się pod bramkę, doprowadzając do dobitki swojego partnera z formacji. Pomeczowe komentarze Blashilla na temat wpływu Mikheyeva dobrze oddają, jak ta linia zrobiła różnicę w starciu z San Jose. Dla młodych Blackhawks jest to wzór do naśladowania. „Jest w nim pewien rodzaj prostoty w byciu świetnym. To nie jest coś krzykliwego. Świetnie jeździ na łyżwach, ale przede wszystkim ciężko pracuje, wygrywa walki o krążek, mocno broni i dzięki temu ma krążek na kiju. To dobra lekcja dla każdego w naszej szatni.”

Koniec suszy w przewadze

Symboliczne jest to, że w swoim najbardziej produktywnym ofensywnie meczu od tygodni, Blackhawks przerwali również pozornie niekończącą się niemoc w grze w przewadze. Przed wczorajszym meczem, power play nie zdobyło gola od 10 stycznia, pudłując przy 26 kolejnych próbach. Bedard wreszcie przełamał tę serię, trafiając z pierwszego krążka z lewego koła wznowień, przy pierwszej przewadze Blackhawks w meczu. Numer jeden draftu 2023 roku był wtedy podpięty pod mikrofon i w jego głosie dało się wyczuć ogromną ulgę.

Największym problemem gry w przewadze w ostatnim czasie, było utrzymanie posiadania krążka po przekroczeniu niebieskiej linii i ustawienie się w tercji ofensywnej. Gdy jednak już udało się rozstawić, ruch krążka nie stanowił problemu. Czterech z pięciu zawodników na lodzie dotknęło krążka w sekwencji prowadzącej do gola Bedarda, popisując się szybkimi, precyzyjnymi podaniami z góry do dołu oraz ze strony na stronę. Było to przyjemne przypomnienie, jak dobrze potrafi funkcjonować pierwsza jednostka do gry w przewadze. Łatwo zapomnieć, że zanim Bedard doznał kontuzji, był to power play z czołowej dziesiątki ligi. Być może to otworzy worek z bramkami po przerwie olimpijskiej.

Connor Murphy kontynuuje swoją passę strzelecką

Nie tylko Connor z numerem 98 trafił do siatki w tym meczu. Po serii 42 kolejnych meczów bez gola na początku sezonu, Connor Murphy ma teraz cztery bramki w ostatnich 14 występach. Na początku drugiej tercji oddał strzał, który przeszedł przez zasłonę i wpadł między parkanami bramkarza Sharks, Yaroslava Askarova.

W niespełna miesiąc, Murphy zrównał się już z dorobkiem bramkowym, który osiągnął w 114 meczach w sezonach 2023–24 i 2024–25. Jak sam przyznaje, nie zmienił nic w swojej grze ani nie zaczął bardziej forsować ofensywy — takie jest po prostu życie defensywnego obrońcy. „Myślę, że to po prostu przypływy i odpływy w życiu defensywnego obrońcy. Czasem strzały przechodzą, czasem pojawiają się okazje. Nie chcę mówić o szczęściu, ale odrobina szczęścia też się zdarza.”

Na jego korzyść przemawia fakt, że Murphy — który nie dostaje wielu minut w sytuacjach ofensywnych — nie waha się oddawać strzałów w trakcie swojej ostatniej dobrej passy. Jego wczorajszy gol był przykładem tego, jak wiele może wyniknąć z pozornie niegroźnej akcji.

Koniec problemów Sama Rinzela?

Blackhawks otrzymali wsparcie od formacji defensywnych w postaci dwóch goli, a Sam Rinzel — w zaledwie swoim drugim spotkaniu od momentu ponownego powołania z Rockford — potężnym strzałem zdobył swoją drugą bramkę w NHL. Po solidnym występie w pierwszym meczu po powrocie z AHL, Rinzel rozegrał dobre spotkanie i znów wyglądał pewnie. Unikał kosztownych błędów w tercji obronnej i dorzucił wkład ofensywny. Zakończył mecz z trzema strzałami na bramkę w czasie 20:38 minut swojego pobytu na tafli.

To niewielka próba, ale Rinzel wydaje się uporządkować problemy, które doprowadziły do jego odesłania na farmę na początku grudnia. Znacznie pewniej wyprowadza krążek spod presji i podejmuje proste decyzje we własnej tercji. Jeśli utrzyma ten poziom, pozostanie w składzie Blackhawks do końca sezonu 2025–26.

Kolejna karta historii zapisana przez Connora Bedarda

Zaledwie kilka dni po tym, jak wyprzedził legendarnego Eddie’ego Olczyka pod względem liczby bramek w historii Blackhawks, zdobytych przez zawodnika w wieku 20 lat lub młodszego – Bedard przeskoczył członka Galerii Sław w kolejnej kategorii.

Dzięki bramce zdobytej w przewadze na początku meczu, Bedard wyprzedził „Edzo” pod względem największej liczby punktów w historii klubu, zdobytych przez zawodników poniżej 21 roku życia — ma ich teraz na swoim koncie dokładnie 181. Był to również 23 gol Bedarda w sezonie, co wyrównuje jego dotychczasowy rekord kariery. Tyle samo bramek zdobył w 82 meczach swojego drugiego sezonu NHL w rozgrywkach 2024–25. Poniedziałkowe spotkanie było jego 43 meczem sezonu 2025–26.

Poprzedni wpis
Którzy UFA Blackhawks mogą wzbudzać zainteresowanie przed trade deadline?
Następny wpis
Wieści z ostatniego treningu Blackhawks przed wylotem do Columbus