Po omówieniu głównych pozytywnych aspektów sezonu Chicago Blackhawks 2025–2026 warto również przyjrzeć się jego negatywnym stronom. W końcu Blackhawks po raz kolejny uplasowali się w dolnej części tabeli, nadal zmagając się z trudnościami związanymi z przebudową drużyny.
Ten sam wynik w tabeli
Chicago zajęło 31 miejsce w tabeli NHL, czyli to samo, co w dwóch poprzednich sezonach. Chociaż drużyna w erze Bedarda, odnotowała niewielką poprawę pod względem liczby punktów, zyskując 20 oczek więcej od czasu jego debiutu, to jednak brak zmian w pozycji w tabeli, trudno uznawać za pozytyw. Oczywiście można zignorować tegoroczny wynik, powołując się na fakt, że drużyna wzbogaci się o kolejnego czołowego gracza z draftu. Prawda jest taka, że Chicago nie może wiecznie walczyć o najlepsze szanse w loterii draftowej. Przecież to już czwarty rok z rzędu, kiedy klub ten kończy sezon w dolnej trójce ligi.
Konieczne jest, aby w przyszłym sezonie ta grupa zaczęła piąć się w górę tabeli. Obserwując w minionym roku postępy innych młodych drużyn, będących w podobnej sytuacji, takich jak San Jose Sharks i Anaheim Ducks, wyraźnie widać, że zrobienie tego kroku naprzód w przyszłym roku jest możliwe. To będzie kluczowe lato dla Kyle’a Davidsona, który powinien wzmocnić skład i dać tym młodym zawodnikom coś, nad czym będą mogli pracować, jeśli chodzi o potencjalny awans do play-offów w sezonie 2026-27.

Kłopoty w obronie
Gra defensywna Chicago w sezonie 2025/2026 pozostawiała, delikatnie mówiąc, wiele do życzenia. Niestety młoda formacja obronna utrudniała życie Spencerowi Knightowi i Arvidowi Soderblomowi. Obaj bramkarze musieli zmagać się ze zbyt dużą liczbą strzałów w każdym meczu i zbyt często byli pozostawiani sami sobie w polu bramkowym. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że trudności związane z tak niedoświadczoną linią obrony były do przewidzenia. Wraz z odejściem Connora Murphy’ego i kontuzją Matta Grzelcyka, Blackhawks zakończyli sezon z całkowicie młodzieżową grupą obronną. Biorąc pod uwagę, że Alex Vlasic, mający zaledwie 24 lata był jej weteranem, można sobie wyobrazić, jak niedoświadczona była ta formacja w końcowej fazie sezonu.
Wysokie oczekiwania, choć być może zbyt wysokie, przed rozpoczęciem debiutanckich sezonów, dotyczyły zarówno Arty’ego Levshunova, jak i Sama Rinzela. Biorąc pod uwagę dobre występy, jakie obaj obrońcy pokazali podczas krótkiego pobytu w NHL w sezonie 2024-2025, przed rozpoczęciem kampanii, obaj mieli szansę na zdobycie nagrody Caldera. Niestety, żaden z nich nie spełnił oczekiwań. Rinzel przeskakiwał między Rockford, a Chicago, a Levshunov zakończył sezon z wynikiem -41 w klasyfikacji plus/minus. Do tych dwóch hokeistów należy dodać Kevina Korchinskiego, który spędził kolejny rok grając głównie w AHL.
Mimo to nie wszystko było złe w defensywie. Zarówno Wyatt Kaiser, jak i Louis Crevier zrobili ogromne postępy w minionym sezonie. Biorąc pod uwagę tę dwójkę oraz Vlasica, mamy co najmniej połowę składu obrony, co do której można czuć się dość pewnie przed przyszłymi rozgrywkami. Jeśli Rinzel, Levshunov i Korchinski zrobią postępy, będzie to bardzo pomocne dla tej drużyny. Z drugiej strony ciekawe będzie zobaczyć, czy latem Davidson rozważy sprowadzenie solidnego, doświadczonego obrońcy. Wydaje się, że ta młoda formacja mogłaby skorzystać z takiego wsparcia, a ponadto odciążyłoby to nieco tych chłopaków.

Pech z kontuzjami
Ten sezon Blackhawks to historia dwóch połówek. Część roku 2025 wyglądała zupełnie inaczej niż to, co stało się w roku 2026. Dużą rolę odegrało tu zdrowie. Chicago miało świetny start dzięki Connorowi Bedardowi, który przewodził atakowi, oraz Frankowi Nazarowi, który również robił postępy w swojej grze. Przez pierwsze kilka miesięcy drużyna walczyła o dziką kartę play-offów. Potem nadszedł grudzień, kiedy to zarówno Bedard, jak i Nazar odnieśli kontuzje, które wykluczyły ich z gry na miesiąc. Ten zwrot akcji odebrał drużynie wiatr z żagli, a reszta sezonu toczyła się w dół. Nawet po powrocie tych dwóch młodych gwiazd, gra na lodzie nie była już taka sama. Blackhawks nie byli w stanie odzyskać tempa, które osiągnęli w październiku i listopadzie.
Jeśli w przyszłym sezonie Blackhawks mają przerwać swoją passę braku udziału w fazie play-off, potrzebują dobrego zdrowia swoich czołowych graczy. Szczególnie dotyczy to Bedsy’ego, bo prawda jest taka, że ta drużyna zajdzie tak daleko, jak on ją poprowadzi. Jeśli Chicago zdoła utrzymać Bedarda przez cały rok w formie sprzed kontuzji barku, prawdopodobnie będzie walczyć o awans do play-offów.

Kłopoty Andre Burakovsky’ego
Andre Burakovsky rozpoczął ten rok w świetnym stylu, nawiązując doskonałą współpracę z Bedardem i Ryanem Greene’em w pierwszej linii. Na początku sezonu wydawał się być skrzydłowym, którego Bedardowi brakowało, doskonale uzupełniając pierwszą linię dzięki swoim umiejętnościom i zdolnościom do kreowania gry. A potem nadszedł 2026 rok i od tego momentu wszystko poszło w złym kierunku, jeśli chodzi o grę Szweda. Gra Burakovsky’ego spadła z klifu, a w ostatnich 37 meczach sezonu zdobył zaledwie cztery punkty. Stało się to po tym, jak w pierwszych 38 meczach roku zanotował 29 punktów.
Jeszcze bardziej dziwne jest to, że przez większość sezonu, pomimo swoich słabych wyników, Burakovsky w niewytłumaczalny sposób pozostał w linii z Bedardem. Dopiero po przybyciu Antona Frondella, Jeff Blashill w końcu zdjął go z pierwszej linii. Biorąc pod uwagę formę Burakovsky’ego w drugiej połowie sezonu, Davidson nie ma argumentów uzasadniających zatrzymanie go w składzie. Musi znaleźć sposób, aby się go pozbyć, ale czy będzie to transakcja z przyszłymi korzyściami, czy wykupienie kontraktu, to już inna kwestia.

