W trakcie trudnego okresu dla zespołu i jego młodych zawodników, Matt Grzelcyk, 31-letni obrońca, podpisany zaledwie trzy dni przed inauguracją sezonu, okazał się zaskakująco ważny i pomocny. Alex Vlasic chwalił w zeszłym tygodniu w Toronto niezawodność weterana Blackhawks, Grzelcyka, gdy zauważył, że sam zainteresowany znalazł się w zasięgu słuchu. „Nie chcę zbytnio pompować mu balonika” — powiedział Vlasic z uśmiechem. „To świetny facet w szatni, ale na lodzie jest dla nas po prostu niesamowicie stabilny.”
To słowo, „stabilny”, pojawia się bardzo często, gdy ludzie opisują tego doświadczonego obrońcę. Zadziwiające jest, jak niezawodny potrafi być ten obieżyświat ligowy, który kontrakt otrzymał dopiero trzy dni przed startem sezonu, po walce o miejsce w składzie, na podstawie umowy próbnej podczas obozu treningowego. „Mieliśmy ogromne szczęście, że w tamtym momencie nie był jeszcze podpisany” — powiedział trener Jeff Blashill. „Myślę, że są dziś w lidze drużyny, które bardzo chętnie by go miały, więc jesteśmy szczęśliwi, że to nam się udało. Jego gra była dla nas ogromnym wzmocnieniem. Ale przy tak bardzo młodej formacji defensywnej, to zawodnik, który jest naprawdę spokojny, a to bardzo pomaga całej grupie. Z nim jest mniej wzlotów i upadków. A w zespole, który ma tendencję do skrajności, dobrze jest mieć z tyłu kogoś, kto jest po prostu solidny.”

Te „dołki” ostatnio pojawiają się często, zarówno w kontekście kolejnych kontuzji, jak i wyników. Blackhawks spadli na ostatnie miejsce w tabeli NHL, mając 32 punkty po 35 meczach, mimo że ich tempo punktowe jest o sześć punktów lepsze, niż w analogicznym momencie poprzedniego sezonu. Najsłabsze drużyny ligi po prostu nie są już tak słabe jak kiedyś. Ten regres nie zmniejszył jednak wdzięczności i radości Grzelcyka z tej szansy. „Nie mogę wystarczająco podziękować organizacji oraz trenerom za to, że w ogóle pozwolili mi przyjechać na obóz i dali mi te dwa tygodnie, bym mógł wszystko poukładać” — powiedział Grzelcyk. „Bardzo się cieszę, że wszystko potoczyło się pomyślnie. Nie przyszedłbym tutaj, gdybym od początku nie chciał tu być.” Gdyby nie słabsze występy Ethana Del Mastro i Kevina Korchinskiego podczas obozu przygotowawczego, Blackhawks mogli w ogóle nie podpisać umowy z Grzelcykiem. Teraz, nawet mimo powrotu Del Mastro do NHL, Grzelcyk stał się nieoczekiwanie kluczowym elementem rotowanej defensywy. W ostatnich sześciu meczach (od momentu odesłania Sama Rinzela do AHL i powrotu do klasycznego ustawienia z sześcioma obrońcami), Grzelcyk notował średnio 20:26 minut na lodzie. To drugi najwyższy wynik w drużynie, ustępujący jedynie osiągnięciom Aryoma Levshunova.
W poprzednim sezonie Grzelcyk zanotował 39 asyst, pełniąc rolę „rozgrywającego” pierwszej formacji power play Penguins, a Blackhawks również zaczęli ostatnio testować go w grze w przewadze. Jego dorobek w tym sezonie, czyli zero goli i sześć asyst, co prawda nie rzuca się w oczy, ale coach Blashill jest zadowolony. „On od dawna gra głową” — powiedział Blashill. „W przewadze bardzo dobrze podejmuje właściwe decyzje we właściwym momencie, nie próbuje na siłę zagrań, których tam nie ma. Ale jednocześnie ma zdolność wykonania zagrania z najwyższej półki, kiedy jest to potrzebne.”

Grzelcyk korzysta ze swojej głowy także poza lodem, dlatego podpisując kontrakt, był w pełni świadomy, że ten sezon Blackhawks może być bardziej nastawiony na rozwój młodzieży niż na zwycięstwa. Z dużą przyjemnością podjął się roli mentora dla młodszych zawodników. „Mają swoje dziwactwa i osobowości, dzięki czemu czuję się przy nich młodszy” — powiedział Grzelcyk. „Ale myślę, że jak na swój wiek są naprawdę dojrzali. W trakcie meczu starasz się czasem porozmawiać z chłopakami na ławce, mówiąc – Hej, tak to widzę. Sam już przez to przechodziłem.”
Szczególne wrażenie zrobił na nim 20-letni Levshunov, jego stały partner obrony w ostatnich sześciu spotkaniach, a także jego determinacja i chęć do nauki. „Nie potrafię sobie wyobrazić, jak to jest, ledwo znać angielski i musieć wszystko przyswajać na bieżąco, ale on zaliczył naprawdę dobry start” — powiedział Grzelcyk. „Fajnie jest widzieć, że chce się uczyć, chce być coraz lepszy i chce coraz więcej komunikować się na lodzie. To świetne, że ma w sobie na tyle pewności siebie, by o to prosić.” Matt dobrze wkomponował się w drużynę i w swoją w niej rolę. Tego oczekiwano, gdy podpisywano z nim kontrakt.

