Lepszy sezon Blackhawks, a mimo to lepsza pozycja w walce o najwyższy wybór w drafcie

Obecna projekcja Blackhawks zakłada, że zespół zakończy sezon z dorobkiem 73 punktów, co stanowi wyraźny postęp względem 61 punktów w poprzednim sezonie i 52 punktów rok wcześniej. Mimo to, gdyby sezon zakończył się dziś, Chicago przystępowałoby do loterii draftu z najwyższymi jak dotąd szansami. W okolicach amerykańskiego Święta Dziękczynienia, intensywny parytet w NHL w tym sezonie, wydawał się czymś, co może pomóc Blackhawks, maksymalizując ich szanse na rozgrywanie meczów o znaczeniu aż do marca. W Boże Narodzenie ten sam parytet zaczyna wyglądać raczej jak czynnik, który może zwiększyć szanse Hawks w loterii draftu.

Głęboki kryzys formy Blackhawks przed przerwą świąteczną — sześć kolejnych porażek, w tym pięć z rzędu od momentu kontuzji Connora Bedarda oraz 14 przegranych w ostatnich 17 meczach — jest bardzo przygnębiający. Równie rozczarowujące jest uświadomienie sobie, że pomimo obiecującego początku sezonu, zespół ponownie znajduje się na ostatnim miejscu w tabeli. Ale jest też spojrzenie typu „szklanka do połowy pełna”, gdyż to może być najlepszy możliwy scenariusz. Blackhawks wciąż zmierzają po 73 punkty na koniec sezonu, czyli znaczącą poprawę w porównaniu do ostatnich dwóch kampanii, a także po bilans bramek minus 34, co jest jeszcze większym krokiem naprzód w porównaniu do minus 70 i minus 111 w dwóch ostatnich sezonach.

Jednocześnie jednak, gdyby sezon zakończył się dziś, Hawks przystępowaliby do loterii draftu z wyższymi szansami na wybór numer jeden (25,5%) niż w którymkolwiek z dwóch poprzednich lat. Zrobienie wyraźnego kroku naprzód, jeśli chodzi o dokonania, a jednocześnie możliwość wybrania kolejnego elitarniego prospekta w top 3 draftu? Dyrektor generalny Kyle Davidson byłby zachwycony takim rezultatem. Oczywiście powodem, dla którego Hawks znajdują się na ostatnim miejscu jest fakt, że inne kluby również będące w przebudowie w ostatnich latach — szczególnie Sharks, Ducks i Canadiens — zrobiły ogromne postępy. Zwrot Sharks jest szczególnie imponujący — są oni na kursie po 82 punkty (znaczący wzrost w porównaniu z 52 punktami w poprzednim sezonie), choć warto zaznaczyć, że ich bilans bramek minus 20 jest nadal gorszy niż u Blackhawks. Należy też zauważyć, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest to, iż Sharks przez ten „ponadprzeciętny” sezon nie dostaną się ani do play-offów, ani po kolejny wybór w top 5 draftu.

Wciąż jednak jest mnóstwo czasu, by wszystko się zmieniło — 29 z 32 drużyn ligi dzieli zaledwie 15 punktów, a do rozegrania pozostała ponad połowa sezonu. Cała Konferencja Wschodnia mieści się w przedziale 11 punktów, a 10 najgorszych zespołów Zachodu dzieli jedynie 7 punktów. Tylko Avalanche, Stars i Wild wydają się naprawdę odjeżdżać reszcie stawki. Blackhawks wznowią grę po przerwie świątecznej, mierząc się dziś w nocy na wyjeździe z Dallas Stars. To będzie trudne otwarcie morderczego fragmentu kalendarza, obejmującego sześć meczów w dziewięć dni, w tym dwa kolejne back-to-backi, w których do tej pory drużyna nie wygrała ani razu. Bez Bedarda i Franka Nazara wydaje się to być bardzo trudną sytuacją. Terminarz pozostanie stosunkowo zagęszczony — 21 meczów w 40 dni — aż do przerwy olimpijskiej na początku lutego. Przynajmniej 10 z kolejnych 13 spotkań zostanie rozegranych w United Center.

Podczas gdy skład Blackhawks będzie przedzierał się przez ten wyczerpujący okres, Davidson i jego zaplecze menedżerskie będą stopniowo przenosić swoją uwagę na draft, mimo że wciąż nie wiedzą, jak wysoko będą wybierać. Mistrzostwa Świata Juniorów, które rozpoczęły się wczoraj, stanowią doskonałą okazję nie tylko do obserwowania obecnych prospektów Blackhawks — Antona Frondella (Szwecja), Václava Nečasila (Czechy) i AJ Spellacy’ego (USA) — ale także do oceny czołowych kandydatów do draftu 2026: Ivara Stenberga (Szwecja), Gavina McKenny (Kanada) i Keatona Verhoeffa (Kanada). Akcje McKenny systematycznie spadają, z powodu obaw dotyczących jego etyki pracy i gry po obu stronach lodu, jednak wybitny występ w tym turnieju, mógłby odwrócić ten trend. Z kolei notowania Stenberga szybko rosną, ale ten entuzjazm zostanie poddany próbie, właśnie na tym turnieju. Kanadyjski środkowy Tynan Lawrence to jeden z potencjalnych wyborów w top 5, który nie bierze udziału w MŚJ, ale Blackhawks nie będą mieli problemu z jego obserwacją — jest już zdrowy i prezentuje się bardzo dobrze w barwach swojego zespołu USHL w Muskegon (Michigan). Także wracamy do gry po przerwie świątecznej ze zdwojoną energią. Patrzymy z jednej strony na to, jak sobie poradzi po niej drużyna z Wietrznego Miasta, a jednocześnie z ciekawością będziemy przyglądać się zmaganiom najlepszych drużyn juniorskich na turnieju w Minnesocie.

Poprzedni wpis
Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!!!
Następny wpis
Zwycięstwo Blackhawks po rzutach karnych w wyjazdowym meczu z Dallas Stars