W swoim pierwszym sezonie jako główny trener Blackhawks, Jeff Blashill często jadał w chicagowskich restauracjach. „Mart Anthony miał mnie już dość” – powiedział Blashill. Choć włoskie jedzenie było wyśmienite, Blashill wolałby mieć swoją rodzinę przy sobie w Chicago. „Myślę, że życie jest zawsze lepsze, gdy jesteś w otoczeniu ludzi, których kochasz” – powiedział. „A więc brak mojej rodziny tutaj z pewnością nie był najlepszą częścią tej pracy. Nie poświęciłbym swojej koncentracji ani przygotowań, aby być z dala od rodziny. W idealnym świecie wszyscy bylibyśmy razem, ale czasami życie po prostu tak nie działa. To był rok, w którym miałem okazję naprawdę zagłębić się w tę pracę. W przyszłym roku moje dzieci będą w pewnym sensie poza domem, więc tak naprawdę w przyszłym roku zostaniemy tylko ja i moja żona. Będę ją doprowadzał do szału, a ona wróci i spędzi trochę czasu w Tampie. Ale ogólnie rzecz biorąc, był to naprawdę bardzo przyjemny rok w tym mieście, miło było poznawać je lepiej z dnia na dzień”.
Zapraszamy na drugą część wywiadu Blashilla dla The Athletic. Pierwszą część można znaleźć tutaj.
Teraz, gdy masz za sobą sezon z Kyle’em Davidsonem i kierownictwem Blackhawks, czy uważasz, że wasze opinie i decyzje są zbieżne?
Niekoniecznie zawsze są one podobne, ale doskonale rozumiemy, skąd bierze się punkt widzenia drugiej strony. Bardzo się szanujemy – nie zawsze będziemy widzieć wszystko dokładnie tak samo, i to jest świetne, ale prowadzimy bardzo konstruktywne dyskusje, zarówno gdy się nie zgadzamy, jak i gdy się zgadzamy. Ostatecznie chcemy tutaj wygrywać na najwyższym poziomie i to właśnie determinuje wszystko, co robimy, a nasze dyskusje zawsze koncentrują się wokół tego.
Czy nadal obserwujesz zawodników tak samo, jak wtedy, gdy zostałeś zatrudniony? Wiem, że w ostatnim okresie między sezonowym skontaktowałeś się z wieloma zawodnikami.
Tak, będę to robił. Nie rozmawiałem jeszcze ze wszystkimi, ale zrobię to z pewnością z wieloma z nich. Będę nadal się z nimi kontaktował i sprawdzał, na jakim etapie są z treningami. Każdy ma inne lato. Czasami zawodnicy osiągają poziom, na którym fizycznie są tam, gdzie powinni, i znają już swoje rutyny. Niektórzy muszą spędzić lato na intensywnym treningu fizycznym, aby wydobyć z siebie jak najwięcej. Będziemy więc mieć na nich oko, ale to będzie coś, co omówię z naszym zespołem przygotowania fizycznego, aby upewnić się, że jesteśmy dla nich swego rodzaju lustrem, które pokazuje im, jak powinni podejść do lata, aby powrócić i odnieść jak największy sukces.
Znaczna część dyskusji na temat drużyny, jeszcze przed twoim przybyciem, dotyczyła znalezienia idealnych partnerów do linii dla Connora Bedarda. Czy jest to dla ciebie priorytet? Przez część zeszłego sezonu świetnie radził sobie z André Burakovskym i Ryanem Greene’em. To niestety nie trwało długo. Czy uważasz, że znalezienie dla niego odpowiednich partnerów do linii jest kluczowym elementem budowania tej drużyny?
Myślę, że na pewno znalezienie gracza, który podkreśli jego umiejętności i umiejętności tego drugiego gracza w ataku jest konieczne. Connor jest naprawdę, naprawdę sprytnym hokeistą, bardzo, bardzo inteligentnym, widzi rzeczy, których wielu innych nie dostrzega. Wchodząc do ligi, był znany ze swojego strzału, ale jest równie dobrym podającym, co strzelcem, może nawet lepszym. Dlatego znalezienie partnera z linii, który ma podobny poziom ofensywnej inteligencji hokejowej, potrafi myśleć na tym samym poziomie, potrafi zarówno podawać, jak i strzelać, znalezienie kogoś, kto będzie dla niego idealnym partnerem, jest z pewnością ważne. To, kim jest ten drugi gracz, zależy czasem od tego, jaka jest twoja natura. W idealnym świecie prawdopodobnie wolisz kogoś, kto będzie wygrywał krążki w narożnikach, podchodził pod bramkę, był agresywny przed bramką i tak dalej. Teraz masz też do czynienia z całym składem drużyny w różnych formacjach, ale z pewnością ważne jest znalezienie odpowiedniego partnera dla Connora. Do momentu, gdy Connor doznał kontuzji, osiągał wysokie wyniki, a częściowo wynikało to z dobrej chemii z kolegami z linii. Nie działało to jednak po jego powrocie. Miało na to wpływ wiele powodów, a częściowo wynikało to po prostu z tego, że chłopaki stracili formę. Po prostu nie trafiali – mieli okazje, ale nie wykorzystywali ich. Widziałem, jak Tomáš Hertl strzelił, nie wiem, chyba piątego gola w ostatnich siedmiu meczach, a przedtem nie strzelał przez wiele spotkań. Tak więc taka jest rzeczywistość, która czasami ma miejsce. To jak z pałkarzem w baseballu. Czasami tracą formę i tak się złożyło, że zawodnicy z tej linii również stracili formę. Jednak w dłuższej perspektywie, tak, chcemy znaleźć świetną parę dla Connora, a następnie spróbować znaleźć odpowiedniego partnera, który będzie go uzupełniał. Zobaczymy, kto to będzie w przyszłym roku.
Dużo się mówi o tym, kto zagra na pozycji środkowego. Mamy Bedarda, Antona Frondella i Franka Nazara. W zeszłym sezonie grał tam Oliver Moore. Ryan Greene też się nadaje. Są też inni. Wspomniałeś, że wśród napastników obowiązuje system rotacji. Czy chodzi o to, któremu z graczy chcesz powierzyć priorytetową odpowiedzialność za zadania środkowego, czy jak to w praktyce wygląda?
Prawdopodobnie ma na to wpływ kilka czynników. Po pierwsze, dobrze jest mieć więcej zawodników, którzy mogą grać na środku, niż tych, którzy nie potrafią tego robić. W trakcie każdego sezonu zdarzają się kontuzje i tym podobne sytuacje. Dlatego ważne jest, aby mieć graczy, którzy potrafią to robić. Kolejną kwestią, nad którą będziemy musieli popracować, jest to, którzy zawodnicy mają odpowiednią chemię, aby grać razem. Ostatecznie w tej lidze trzeba mieć cztery linie, które coś potrafią – nie oznacza to, że wszystkie będą miały tyle samo czasu na lodzie, nie mówię tego – ale prawdopodobnie potrzebne są trzy linie, które stanowią zagrożenie punktowe, aby być świetną drużyną, oraz linia, która może wyjść na lodowisko i zapewnić impet jako czwarta linia. Widać to obecnie u obu finalistów Pucharu Stanleya. Obie drużyny mają trzy linie, które potrafią zdobywać punkty, oraz czwartą, której ufają i która zapewnia impet. Musimy dopracować tę chemię. Częścią tego procesu jest dla nas ustalenie, że niektórzy zawodnicy są naprawdę dobrzy, niezależnie od tego, czy grają na środku, czy na skrzydle. Mogą być świetni bez względu na wszystko. A niektórzy byli znacznie lepsi na jednej z tych dwóch pozycji. Musimy więc ustalić, którzy zawodnicy są znacznie lepsi na tych pozycjach i czy pasuje to do całej grupy. Kolejną kwestią jest to, kto wchodzi, a kto schodzi. Jeśli ktoś wchodzi i po prostu gra lepiej od kogoś innego, to może przejąć tę pozycję środkowego, a ten drugi zostanie przesunięty na skrzydło. To są wszystkie rzeczy, które musimy spróbować rozgryźć.
Kiedy Matt Grzelcyk doznał kontuzji, a Connor Murphy został sprzedany, skład obrońców uległ zmianie. Czego nauczyłeś się, grając z całkowicie młodym składem obrońców? Czy potrzebujesz weterana, który będzie filarem tej grupy?
Jedną z rzeczy, które chcemy osiągnąć z naszym trzonem obrony, jest przyspieszenie ich rozwoju. Chcielibyśmy, aby rozwijali się tak szybko, jak to możliwe, ale bez forsowania czegoś, co mogłoby im zaszkodzić. Są na to dwa sposoby. Jednym z nich jest zdobywanie własnego doświadczenia, zdobywanie doświadczenia poprzez własne próby i trudności. Czy jest jakaś korzyść z posiadania gracza, który może – jednego lub dwóch, takich jak Murph i Grizz, którzy tu byli – pomóc im w pokonywaniu trudności i poprowadzić ich w pewnych momentach, a może nawet na lodzie jako partner, pomóc, gdy popełniają błędy, nadrobić to, tak aby nikt tak naprawdę nie zauważył błędu? Czy jest na to czas? Tak. Musimy tylko dowiedzieć się, co to oznacza. Jaka jest równowaga w tym wszystkim? W którym momencie nasi młodzi obrońcy przestają być młodzi? Wszystkie te czynniki będą miały znaczenie, a potem trzeba znaleźć odpowiednich graczy. Mówiłem to wielokrotnie. Myślę, że jedną z rzeczy, które mieliśmy w trakcie sezonu przed terminem transferów, byli naprawdę dobrzy „Papa Bears”. Mieliśmy dobrą mieszankę młodych i doświadczonych graczy, którzy pomagali prowadzić naszych młodych zawodników. Ale nie było ich tak wielu, żeby to było przytłaczające, żeby to stało się tylko ich szatnią, albo żeby powstały dwie frakcje czy coś w tym rodzaju. Myślę, że to była naprawdę dobra mieszanka. Oczywiście, kiedy zawodnicy są sprzedawani, traci się część tego. Czy więc potencjalnie istnieje ponowna potrzeba tego? Ci zawodnicy są też o rok starsi. To coś, nad czym będziemy musieli popracować, a potem – czy jest dostępny odpowiedni zawodnik? Wiem, że to coś, o czym rozmawialiśmy z Kyle’em, a zespół menedżerski Kyle’a przyjrzy się temu i sprawdzi, co jest dla nas najlepsze, zarówno na przyszły rok, jak i dla długoterminowego rozwoju naszych młodych graczy.
Czy dostrzegłeś korzyści z zatrzymania Artyoma Levshunova w Chicago przez cały sezon zamiast wysyłania go do Rockford?
Zrobiliśmy to, co zrobiliśmy, ponieważ uważaliśmy, że to słuszne. W jego przypadku, w szczególności, niektórzy zawodnicy po prostu potrzebują powtórzeń, a inni pewności siebie w ataku. Wtedy właśnie nadchodzi czas, aby wysłać kogoś na niższy poziom, i ma to dla nich sens. Są konkretne obszary w jego umiejętnościach – o czym rozmawialiśmy przez cały rok – które, jeśli się poprawią, uwolnią jego pełen potencjał. Dlatego po prostu czuliśmy, że były chwile, kiedy lepiej mu było w Chicago. Brian Keane jest tu codziennie. Anders Sörensen świetnie radzi sobie z naszą obroną. Nie oznacza to, że chłopaki w Rockford nie poradziliby sobie, ale przez cały rok wierzyliśmy w niego i czuliśmy, że nawet w tych momentach, kiedy nie grał, możemy dać mu szansę na przejście przez ten proces pracy nad konkretnymi rzeczami, a następnie przejście do ostatniej części roku i do lata. Tak mniej więcej to zaplanowaliśmy. A więc nasze działania miały swoje uzasadnienie. Nigdy nie wiadomo, jakie będą skutki twoich decyzji. Ja tego nie wiem, podobnie jak nikt, kto je krytykuje. Po prostu nie wiadomo, jaki byłby wynik tych decyzji. Ostatecznie, niezależnie od tego, czy zatrzymalibyśmy go w Chicago, czy wysłalibyśmy do Rockford, żadna z tych decyzji nie zadecyduje o długoterminowej karierze Arty’ego. Arty stanie się takim graczem, jakim ma się stać, w oparciu o swoje umiejętności, wytrwałość i etykę pracy. To on sam zadecyduje, jak dobrym graczem jest, a to nastąpi z czasem.

