Ostatnie mecze sprawiły, że sezon Chicago Blackhawks przybrał wyraźnie gorszy obrót. W ciągu zaledwie siedmiu dni, drużyna straciła z powodu kontuzji zarówno Connora Bedarda, jak i Franka Nazara. Uraz barku Bedarda wyklucza go z gry co najmniej do stycznia, natomiast Nazar (według trenera Jeffa Blashilla) będzie pauzował przez przynajmniej cztery tygodnie. Oznacza to, że Blackhawks zostali nie tylko bez swoich dwóch pierwszych centrów, ale również bez dwóch najlepszych zawodników ofensywnych. Zespół miał problemy ze zdobywaniem bramek jeszcze zanim obaj wypadli ze składu, więc najbliższe tygodnie zapowiadają się jako poważne wyzwanie. Jak więc Blackhawks mają przetrwać bez swojego młodego, dynamicznego duetu?
Ta sytuacja zaczyna przypominać styczeń sezonu 2023–24, gdy Bedard pauzował z powodu złamanej szczęki, a Blackhawks borykali się z permanentnymi kontuzjami swoich graczy. Tym razem jednak nie jest to aż tak beznadziejny scenariusz. Nie będzie potrzeby sięgania do Rockford i sprowadzania graczy pokroju Rema Pitlicka, Zacha Sanforda czy Jaycoba Megny. Organizacja ma do dyspozycji wielu zdolnych młodych zawodników, Olivera Moore’a, Ryana Greene’a i Nicka Lardisa, którzy mogą wykorzystać najbliższe tygodnie, by na dobre ugruntować swoją pozycję w NHL.

Sobotni mecz z Ottawa Senators pokazał, że Blackhawks wciąż potrafią zdobywać bramki – strzelili cztery gole po tym, jak Nazar opuścił spotkanie. Greene zanotował dwie asysty, notując swój pierwszy wielopunktowy mecz w NHL, a Lardis zdobył swoją pierwszą bramkę w lidze. Blashill rozpoczął spotkanie, zestawiając całą trójkę w jednej formacji, ale w Ottawie zdecydował się ich rozdzielić. Greene udowodnił, że potrafi grać z zawodnikami pierwszej linii. Ma odpowiednie umiejętności w kiju i wizję, by kreować akcje w ofensywie. Umieszczenie go między Tylerem Bertuzzim, a Andrem Burakovskym ma sens — dobrze czyta grę i już wcześniej występował z Burakovskym.

Z kolei Lardis, potrzebuje gry z kimś, kto potrafi dostarczyć mu krążek. To perfekcyjny strzelec, który umie odnajdywać się w sytuacjach bramkowych. Długoterminowa gra z Samem Laffertym i Coltonem Dachem nie zapewni mu takich okazji. Co więcej, wystawianie go na lodzie przez niewiele ponad osiem minut jest wręcz karygodne. Powinien grać w top six i otrzymywać minuty odpowiadające tej roli. Jego idealnymi partnerami na ten moment są Teuvo Teräväinen i Ryan Donato. Teräväinen potrafi dostarczyć krążek z dowolnego miejsca na lodzie, a Donato wykona brudną robotę przy bandach i przed bramką.

Jeśli chodzi o Moore’a, zachwycaliśmy się jego szybkością i tym, jak potrafi uczynić z niej broń. Jednak jak dotąd nie przełożyło się to na realną produkcję — ma trzy gole i dziewięć punktów w 23 meczach. Teraz nadszedł jego moment, by zaczął kończyć akcje. Dobrze wygląda w zestawieniu z Jasonem Dickinsonem i Ilyą Mikheyevem. Daje mu to dwóch najlepszych defensywnych napastników w drużynie, którzy zdejmą z niego presję gry bez krążka, pozwalając mu skupić się na szybkim wyprowadzaniu gumy i kreowaniu sytuacji bramkowych.

Ale cała presja nie może spoczywać na młodych napastnikach. To byłoby wobec nich niesprawiedliwe. W składzie jest wielu weteranów, którzy zarabiają niemałe pieniądze właśnie po to, by dostarczać ofensywę i oni muszą zrobić krok do przodu. Chodzi przede wszystkim o Donato, Teräväinena, Burakovsky’ego i Tylera Bertuzziego. Cała ta czwórka miała w tym sezonie swoje momenty, ale ostatnio nie wywiązują się ze swojej roli. Wszyscy zachłysnęliśmy się młodymi graczami i chwaliliśmy ich za przejęcie szatni. Natomiast w obecnej sytuacji, to weterani muszą wziąć odpowiedzialność, przejąć kontrolę i ponieść Blackhawks na swoich barkach, dopóki Bedard i Nazar nie wrócą do gry.
Powrót Nicka Foligno w najbliższych meczach również pomoże. Foligno, który pauzuje od 15 listopada z powodu urazu ręki, podróżował z Blackhawks podczas zeszłotygodniowego kanadyjskiego wyjazdu, ale nie wystąpił w żadnym z trzech spotkań. 38-letni weteran, przez ostatnie dwa tygodnie jeździł na łyżwach indywidualnie przed treningami, jednak poniedziałek był pierwszym dniem, w którym zdjął koszulkę „non-contact” i dołączył do reszty zespołu. Choć na tym etapie kariery Foligno nie jest już kojarzony z ofensywną produkcją, jego powrót z pewnością pomoże poprawić nastroje w szatni po ostatnich urazach Bedarda i Nazara. Doświadczony weteran zawsze wnosi na lodowisko pozytywną energię i był kluczowym liderem oraz mentorem dla młodych zawodników w trakcie przebudowy. Jego statystyki nie rzucają się w oczy, ale wnosi do zespołu bardzo wiele rzeczy, których teraz brakuje. Przede wszystkim jest centrem. Gra odpowiedzialnie po obu strony lodu i można mu zaufać podczas kluczowych wznowień. Robi wszystkie te drobne rzeczy, które nie pojawiają się w arkuszu statystyk, ale są niezbędne do wygrywania meczów. W trudnych momentach drużyna często opiera się właśnie na nim, a Blackhawks nie wykazywali tej samej odporności mentalnej od czasu, gdy ich kapitan trafił na listę kontuzjowanych. W 17 meczach rozegranych bez Foligno, Blackhawks zanotowali bilans 4–11–2 i nagle znaleźli się na równi z Seattle Kraken (32 punkty) na samym dnie ligi. Dla porównania, tuż przed kontuzją kapitana, zespół był w trakcie serii pięciu meczów z punktami i miał bilans 9–5–4 po 18 spotkaniach. Oczywiście istnieje wiele czynników — poza urazem Foligno — które przyczyniły się do tego, że sezon Blackhawks zaczął się wymykać spod kontroli w ostatnim miesiącu. Jednak utrata kapitana i jednego z nielicznych weteranów w szatni, bez wątpienia miała wpływ na to, że sytuacja zaczęła wymykać się w złym kierunku. „Nick ma bardzo dobry wpływ na nasz zespół” — powiedział asystent trenera Mike Vellucci. „Tego najbardziej nam brakuje. Kiedy na ławce robi się nerwowo, potrafi wstać i uspokoić ludzi. Przeszedł w tej lidze bardzo wiele przez długie lata. Pomaga młodym zawodnikom i zdecydowanie działa kojąco.” Choć Foligno brał pełny udział w poniedziałkowym treningu w Fifth Third Arena, który był jednocześnie ostatnimi zajęciami zespołu przed przerwą świąteczną, nie ma jeszcze pewności, że wróci do składu we wtorkowym meczu z Philadelphia Flyers. Vellucci, który prowadził trening pod nieobecność Jeffa Blashilla (trener przebywał poza zespołem z powodu pogrzebu), przyznał, że z jego perspektywy Foligno wyglądał bardzo dobrze. Ostateczna decyzja w sprawie występu kapitana ma jednak zapaść dopiero po dzisiejszym, porannym rozjeździe. Niezależnie od tego, czy nastąpi to przed czy po świętach Bożego Narodzenia, Blackhawks będą bardzo zadowoleni, mogąc w końcu dodać zawodnika do składu, zamiast tracić kolejnego z powodu kontuzji.

Niektórzy analitycy mogą być do tego negatywnie nastawieni, ale system z siedmioma obrońcami i jedenastoma napastnikami, powinien wrócić na czas nieobecności Bedarda i Nazara. I to nie z obecnym zestawem siedmiu defensorów. To idealny moment, by powołać Kevina Korchinskiego i dać mu dłuższy okres gry w Chicago. Ten zespół potrzebuje ofensywy, a Korchinski jest najlepszym ofensywnym obrońcą w całej organizacji. Ma na swoim koncie dwa gole i jest drugi w Rockford IceHogs pod względem liczby asyst (14). Nie oddaje tylu strzałów, ile by oczekiwano (ma na swoim koncie 29 strzałów w 27 meczach), ale świetnie obsługuje kolegów i szybko przenosi krążek przez strefę neutralną. To najlepszy moment, by sprawdzić, czy Korchinski zrobił wystarczający postęp, by na stałe zadomowić się w NHL. Przy siedmiu obrońcach, Blashill może wprowadzać go stopniowo, wybierając dla niego najbardziej sprzyjające sytuacje. Da zespołowi więcej, niż siedem minut Sama Lafferty’ego czy Dominica Toninato w ataku. Zwycięstwa będą teraz trudne do osiągnięcia i szczerze mówiąc, w tym momencie nie są najważniejsze. Znacznie istotniejsze jest sprawdzenie, którzy z prospektów są w stanie udźwignąć duże minuty w NHL.
Już wkrótce dowiemy się, jak Blashill ustawi skład na mecz z Philadelphia Flyers. Po powrocie Foligno i ewentualnym dowołaniu Korchinskiego, ten skład przy założeniu powrotu do systemu 11/7, mógłby wyglądać następująco:
Atak:
- Bertuzzi – Greene – Burakovsky
- Teräväinen – Donato – Lardis
- Moore – Dickinson – Mikheyev
- Dach – Foligno
Obrona:
- Vlasic – Crevier
- Grzelcyk – Levshunov
- Kaiser – Korchinski
- Murphy

