Connor Bedard jest świadomy, jak wygląda obecna scena NHL i podpisywanie kontraktów przez innych zawodników. „Widzę to po prostu tak, jak wszyscy inni to widzą” – powiedział Bedard w odpowiedzi na niedawne pytanie, czy zwraca uwagę na nowe umowy innych graczy. Ale, jak to często bywa w przypadku Bedarda, nie jest on taki jak inni. Nie ma w tym nic dziwnego, przynajmniej jeśli chodzi o hokej i finanse z nim związane. Bo prawda jest taka, że to Bedsy jest kolejnym wschodzącym młodym zawodnikiem, na którego wszyscy będą patrzeć, by zobaczyć, ile dostanie w swoim pierwszym kontrakcie po wygaśnięciu debiutanckiej umowy. Nowy kontrakt w jego przypadku będzie obowiązywał od sezonu 2026–27. Biorąc pod uwagę organizację, jakiej jest członkiem oraz to w jaki sposób już teraz wpłynął na Blackhawks na lodzie i poza nim, to, kim stał się jako zawodnik w swoim trzecim sezonie NHL oraz rosnący limit płac – powodów do zainteresowania jego nową umową jest mnóstwo. Ale podczas gdy inni dyskutują i debatują, jak będzie wyglądał następny kontrakt Bedarda, on sam pozostaje wyluzowany w tej kwestii. Według niego nawet o tym nie myśli. „Nie, wcale nie, naprawdę” – powiedział ostatnio. „Po prostu gram. To się wydarzy, kiedy się wydarzy. To nie jest coś, o czym w ogóle myślałem”.

No cóż. Może faktycznie tak jest, ale z drugiej strony warto zastanowić się jaki może być następny kontrakt Bedarda podpisany z Blackhawks. Na początek trzeba ocenić ogólną sytuację finansową Blackhawks. Dla generalnego menadżera Kyle’a Davidsona, ta sytuacja jest jasna jak dzień. Rosnący limit płac tworzy przestrzeń budżetową niemal dla każdej drużyny, ale niewiele z nich będzie miało tyle miejsca pod czapką płac, ile Davidson będzie miał w nadchodzących latach. To powiedziawszy, nie należy się spodziewać, że Davidson będzie wydawał te pieniądze na oślep. Długoterminowy plan Davidsona opiera się na budowaniu od wewnątrz. Jeśli trafił z wystarczającą liczbą ze swoich 11 wyborów z pierwszej rundy i pięciu z drugiej rundy z ostatnich czterech lat, ta przestrzeń pod limitem szybko zostanie pochłonięta przez wszystkich jego młodych zawodników.
Jeśli chodzi o wpływ tej sytuacji na Bedarda, to gdziekolwiek znajdzie się jego wartość w budżecie na kolejne lata – a szczególnie na sezon 2026–27 – pomoże to Blackhawks w krótkoterminowym okresie. Jednym z problemów Davidsona przy budowie składu w najbliższych latach, ze względu na duże oparcie się na młodych zawodnikach, jest dojście do dolnego progu limitu płac. Nawet po załatwieniu tego lata przedłużeń kontraktów Franka Nazara i Spencera Knighta – którzy będą mieli łącznie około 12,4 miliona dolarów obciążenia budżetu – Blackhawks i tak mają tylko około 50 milionów dolarów stałych zobowiązań na przyszły sezon. Obejmuje to 15 zawodników z ważnymi kontraktami, wykup kontraktu T.J. Brodiego oraz zatrzymaną część kontraktu Setha Jonesa. Na podstawie tego, gdzie ma się znaleźć dolny próg limitu w przyszłym sezonie, Blackhawks wciąż byliby około 20 milionów dolarów poniżej tego progu. To nie znaczy, że Davidson wręczy Bedardowi czek in blanco. Davidson doskonale wie, jak szybko bogowie limitu płac potrafią upomnieć się o młodą i obiecującą drużynę. Widział to, gdy Blackhawks musieli podejmować trudne decyzje finansowe wobec zawodników z powodu ograniczonej przestrzeni pod czapką płac, w latach zdobywania Pucharu Stanleya. Może pomóc mu fakt, że jak dotąd Davidson zdaje się znajdować rozsądne kwoty limitowe, gdy wiąże się z zawodnikiem. Najpierw był Alex Vlasic, który podpisał sześcioletnią umowę z obciążeniem 4,6 miliona dolarów. Następni byli Nazar i Knight. Nazar podpisał siedmioletnie przedłużenie z obciążeniem 6,6 miliona dolarów. Knight podpisał trzyletnie przedłużenie z obciążeniem 5,8 miliona dolarów. Poza nimi Davidson będzie miał na tapecie wybory z pierwszej rundy – Artyoma Levshunova, Sama Rinzela i Olivera Moore’a – którym po sezonie 2026–27 będą należne nowe kontrakty. Wyatt Kaiser, który dopiero co podpisał krótkoterminowe przedłużenie, również będzie brany pod uwagę po sezonie 2026–27. Cała czwórka ma być częścią długoterminowej przyszłości organizacji. Ale należy mieć też świadomość, że kolejni gracze nadchodzą. Davidson bez wątpienia chętnie dopiąłby kontrakt Bedarda już zeszłego lata, tak jak zrobił to z Nazarem i Knightem. Wartość Bedarda była już wtedy wysoka, ale nie byłaby nawet zbliżona do tego, jaka jest teraz. Gra Bedarda w jego trzecim sezonie NHL weszła na zupełnie inny poziom i plasuje go wśród najlepszych w lidze. Po 25 meczach tego sezonu ma na koncie 16 goli, 21 asyst i 37 punktów. Pokazuje też oznaki bycia zawodnikiem dwukierunkowym i prawdziwym środkowym. Ostatnio nosi na swojej koszulce literkę „A”. Staje się tym wszystkim, czym Blackhawks mieli nadzieję, że będzie.

Ale czy było to życzenie samego Bedarda, czy rada jego agentów – zdecydował się poczekać, jeśli chodzi o rozmowy dotyczące swojej nowej umowy. Nie spieszył się z niczym. Przez to jego drugi kontrakt prawdopodobnie będzie bardziej okazały. Choć zapewne będzie to kosztowało Blackhawks więcej, jego ostatni skok formy usuwa wszelkie wątpliwości, że w NHL może być tym, kim miał być po wyjściu z poziomu juniorskiego. Blackhawks mogą być pewni, za co płacą. Do tego, niezależnie od tego, kiedy Bedard podpisze nowy kontrakt, czy to dziś, czy po obecnym sezonie – nikt nie miałby mu za złe, gdyby zażądał rynkowej stawki dla gwiazdy ligi.
Trendy rynkowe również wspierałyby żądania Bedarda, jeśli celuje on w długoterminowy kontrakt franczyzowy. Luke Hughes podpisał umowę o średniej wartości 9 milionów dolarów po wygaśnięciu swojego debiutanckiego kontraktu. Następna umowa Lane’a Hutsona zacznie obowiązywać w przyszłym sezonie i jest tylko minimalnie niższa. Najlepszym punktem odniesienia jest jednak Logan Cooley, trzeci numer draftu 2022, który podpisał kontrakt na osiem lat po 10 milionów dolarów za sezon, który również zacznie obowiązywać w przyszłym sezonie. To dość dobrze pokrywa się z prognozą dla Bedarda, którą dokonało Evolving-Hockey, gdyby był wolnym agentem w zeszłym sezonie. Ten model przewiduje ośmioletnie przedłużenie o wartości 10,6 miliona dolarów rocznie. Podpisanie kontraktu w tej wysokości, nawet w dzisiejszym świecie rosnącego limitu, niesie ze sobą pewien element ryzyka. Pierwsze dwa sezony Bedarda niewiele zrobiły, by to ryzyko zmniejszyć, ale teraz pokazuje, że jest wart tyle, a nawet więcej. Według modelu Doma Luszczyszyna z The Athletic, dokonania Bedsy’ego w pierwszej ćwiartce tego sezonu, dodatkowo podnoszą jego rynkową wartość. Przez następne osiem lat jego prognozowana średnia wartość kontraktu wynosi aż 16,9 miliona dolarów. To kosmiczna liczba, do której w ostatnich latach dotarło niewielu graczy NHL. Dla porównania, najwyższa w lidze w tym sezonie, rzeczywista pensja Leona Draisaitla, wynosi ciut mniej, bo 16,5 miliona dolarów, a 16,1 miliona dolarów Nathana MacKinnona jest jeszcze niżej. To próg, który Kirill Kaprizov przekroczy w przyszłym roku ze średnią roczną na poziomie 17 milionów dolarów. Przekroczy go też Jack Eichel w pierwszym roku nowej umowy z rzeczywistą pensją 17,7 miliona dolarów (przy średniorocznym kontrakcie w wysokości 13,5 miliona dolarów). Następny kontrakt Bedarda raczej nie znajdzie się w tej stratosferze. Niewielu graczy NHL tam trafia, zwłaszcza zastrzeżeni wolni agenci, którzy generalnie nie mają tak dużej dźwigni negocjacyjnej. Ale to, co pokazuje ta wysoka wartość rynkowa, to fakt, że Blackhawks naprawdę nie mogą tu wiele stracić. Klub skorzysta na nadwyżce wartości niezależnie od tego, czy podpisze go w przedziale 10–11 milionów dolarów, jak poziom Cooleya, czy też podniesie tę kwotę nieco wyżej. Niektóre z najbliższych porównań Bedarda pomagają uwierzyć, że może on sprostać oczekiwaniom swojej następnej umowy – od Eichela i MacKinnona po Johna Tavaresa. Clayton Keller pokazuje, że tor gwiazdy wciąż jest możliwy nawet po wolniejszym starcie. Jedyną potencjalną czerwoną flagą jest Sean Monahan – kontekst jego problemów zdrowotnych przyczynia się do spadkowego trendu. Średnia roczna wartość kontraktu Bedarda będzie też zależała od tego, czy zdecyduje się na krótki, czy długi kontrakt. Dłuższa umowa to bardziej tradycyjna droga do budowania fundamentu organizacji, jakim z pewnością będzie Bedard. Connor McDavid, Eichel i Draisaitl podpisali ośmioletnie kontrakty po swoich entry-level-contract. Drugi kontrakt MacKinnona trwał siedem lat, natomiast skrzydłowi Mitch Marner, David Pastrňák, William Nylander i Mikko Rantanen podpisali przedłużenia na sześć lat. A jeśli Blackhawks nie przedłużą Bedarda wystarczająco wcześnie, siedem lat będzie kolejną maksymalną opcją kontraktową, po wejściu w życie nowego układu zbiorowego w NHL.

Istnieje jednak precedens dla krótszej umowy. Wystarczy spojrzeć na Austona Matthewsa, którego drugi kontrakt trwał pięć lat. Albo na Tampa Bay, gdzie Brayden Point i Nikita Kucherov zgodzili się na trzyletnie kontrakty po swojej pierwszej umowie, zanim przeskoczyli na długie umowy. Model Evolving-Hockey wskazuje na mniejsze obciążenie limitu przy krótszych kontraktach – gdy te prognozy powstawały zeszłego lata, trzyletnia umowa wskakiwała na poziom 7,76 miliona dolarów rocznie. Jeśli kontrakt Pointa ma być punktem odniesienia, to jego procentowy udział w limicie płac na poziomie 8,3 miliona dolarów w pierwszym roku, można by przełożyć na około 9 milionów dolarów w sezonie 2026–27. Ale Bedard mógłby podbić tę kwotę nawet powyżej 10 milionów dolarów także przy krótszym kontrakcie, bo jego średnia wartość rynkowa na kolejne trzy lata wynosi 13,6 miliona dolarów. Ta ścieżka pozwoliłaby Bedardowi zmaksymalizować zarobki na dwóch kolejnych kontraktach, zakładając dalszy wzrost limitu płac. Mogłoby to jednak stworzyć pewne problemy dla Blackhawks w dłuższej perspektywie, bo mógłby bez trudu podpisać teraz kontrakt powyżej 10 milionów dolarów, a za kilka lat zażądać jeszcze większej podwyżki.
Celem Davidsona będzie przekonanie Bedarda, by zgodził się na coś, co pozwoli Blackhawks w prostszy sposób płacić i zatrzymywać wszystkich młodych, obiecujących zawodników w przyszłości. Bedardowi bez wątpienia zostanie przedstawiony argument, że branie mniejszych pieniędzy prowadzi do większych zwycięstw. Wzorem Bedarda z dzieciństwa był Sidney Crosby, a trzymanie się kwoty 8,7 miliona dolarów przez całą karierę bardzo dobrze mu się opłaciło. Ale warto też pamiętać, że gdy Crosby po raz pierwszy zgodził się na tę kwotę, stanowiła ona 15,34% górnego pułapu limitu. Ten sam procent limitu w przyszłym sezonie wyniósłby około 15,95 miliona dolarów.

Blackhawks zrobią wszystko, by powstrzymać Bedarda przed sięgnięciem tak wysokiej kwoty, ale raczej nie będzie tu wielkiego przeciągania liny. Jego kontrakt prawdopodobnie będzie dokładnie taki, jakiego on będzie chciał. Blackhawks już się z tym pogodzili. Wszystko wskazuje też na to, że Blackhawks będą drużyną wydającą kasę pod sam limit, nawet gdy ten będzie rósł – tak jak robili to, gdy zdobywali Puchary Stanleya w poprzedniej dekadzie. Ich właściciel, Danny Wirtz, niedawno powiedział, że wyobraża sobie dalsze wydawanie pieniędzy, o ile będzie to uzasadnione. Davidson będzie musiał wyjaśnić, dlaczego jest to uzasadnione, ale może to być oczywiste, jeśli drużyna będzie wygrywać. Kontrakt Bedarda oczywiście będzie uzasadniony przy niemal każdej kwocie. Czy będzie zbliżony do kontraktu Cooleya czy kogoś innego? Możemy dalej o tym dyskutować, ale nie należy oczekiwać, że Bedsy włączy się w te dyskusje. „Nie patrzę na to” – powiedział. „To nie jest coś, co mnie teraz martwi, czy też w ogóle zajmuje”.

