Jeśli chodzi o zespół gospodarzy, wczorajsze zwycięstwo Blackhawks nad Rangers, w prawie wszystkich aspektach mogło się podobać zgromadzonym w United Center kibicom. Connor Bedard strzelił piękną bramkę, godną gwiazdy NHL. Tyler Bertuzzi znowu wykazał się sprytem, wręcz wrzucając krążek do bramki Igora Shestyorkina. Spencer Knight był spektakularny w bramce i zaliczył shutout, a Blackhawks pokonali rosyjskiego bramkarza trzy razy. To był właściwa odpowiedź na dwa słabe poprzednie mecze. Jednak „prawie” robi wielką różnicę, bo jest jedna rzecz, która wisi nad drużyną, a właściwie nad jednym z jej zawodników, niczym miecz Demoklesa. Chodzi o Franka Nazara i jego kłopot ze strzelaniem bramek.
Miał kilka okazji na zmianę tego stanu rzeczy. Jedna szansa w osłabieniu, była wprost 200 procentowa. Był sam przez Shestyorkinem, miał bardzo, bardzo dużo czasu i … zgubił gumę. Próbował jeszcze coś później zrobić, ale bezskutecznie.
Niewykorzystana sytuacja sam na sam Franka Nazara
W tej akcji warto zwrócić uwagę na jedną ważną rzecz, czyli jak w ogóle doszło do tej sytuacji. Nazar dynamicznie najechał na rywala i odebrał krążek, dzięki czemu stanął oko w oko z goalkeeperem Rangers. Jego gra obronna jest na bardzo wysokim poziomie. Było kilka momentów w tym meczu, w których defensywa Nazara zrobiła różnicę. Najbardziej uwidoczniła się w akcji, w której Frank zapobiegł potencjalnej okazji bramkowej Artemiego Panarina, gdy Blackhawks prowadzili dwoma golami. Gdyby Rosjaninowi udało się ją skończyć, obraz meczu mógłby ulec zmianie. Ale Nazar sprintem wrócił i zrobił wystarczająco dużo, aby przerwać tą akcję. Co ważne, mimo, że młody napastnik ciągle szuka okazji bramkowych, to inne obszary gry na tym nie cierpią. To pokazuje, że Frank wdraża w swoją grę to, co przekazują mu trenerzy.

Nazar uczy się w swoim pierwszym pełnym sezonie w NHL czegoś, o czym trenerzy często mówią podczas przedmeczowych odpraw – czasami, zmiana „na zero” jest zwycięstwem. To rzeczywistość trudna do zrozumienia i docenienia dla wielu młodych graczy. Często przed tym, zanim dostali się do NHL, byli świetnymi strzelcami na innym poziomie rozgrywkowym. Teraz chcą to samo pokazać w najlepszej hokejowej lidze na świecie. A w większości przypadków nie jest to takie łatwe i proste.
Frank zaczyna to doskonale rozumieć, mówiąc: „Najlepsi gracze na świecie wychodzą na każdą zmianę i nawet jeśli utknęli w tercji obronnej, utknęli w tercji neutralnej, najeździli się w defensywie i potem musieli zjechać do boksu, to często te zmiany są w porządku. Musisz rozbijać drużyny, musisz ich zmęczyć i sprawić, że nie będą zdolni nic sobie wypracować. Aż w końcu dostaniesz tą jedną, jedyną okazję i musisz ją wykorzystać. To jest coś, z czym myślę, że każdy z nas się zmagał. To coś, czego się uczysz.”
Podczas wywiadu przed meczem z Rangers, dziennikarze rozmawiali z Nazarem o jego grze, o tym, że gole przychodzą mu ciężko. W szatni w United Center jego szafka jest tuż obok szafki Jasona Dickinsona, który przysłuchiwał się z boku wypowiedziom Franka i kilkukrotnie łapał kontakt wzrokowy z Nazarem, gdy rozmawiano o tym, jak weterani na ławce pomagają mu w tym trudnym procesie. Nazar powiedział, że Dickinson był dużą pomocą dla niego i pozostałych młodych chłopaków. „Będzie czas, kiedy będziesz strzelać oraz będzie też taki, kiedy nie będziesz strzelać i będziesz wtedy przechodzić przez trudne czasy” – powiedział Nazar. „Tacy goście jak Jason, Bert [Tyler Bertuzzi] zawsze dają dobrą radę, żeby trzymać głowę w górze. To zdecydowanie coś, o czym rozmawiamy. Może nic wielkiego na lodzie się nie wydarzyło, ale to nadal była dobra zmiana. To coś, o czym rozmawiamy ja, Mooresy [Oliver Moore] i Bert, grając razem.”
W przypadku tego 21-latka, który próbuje nie tylko nauczyć się, jak poradzić sobie po raz pierwszy z kalendarzem 82 meczów NHL, ale także sprostać ciężarowi przedłużenia kontraktu w tym sezonie, imponujący jest fakt, że wydaje się być w stanie utrzymać koncentrację na procesie. Wielu młodych graczy gubi się i mocno frustruje serią bez gola, jaką Nazar przeżywa teraz. A on wie, że w końcu uda mu się przełamać.

Trener Blackhawks, Jeff Blashill, został zapytany po meczu o problemy Nazara ze zdobywaniem bramek. Jego odpowiedź pomaga wyjaśnić, dlaczego młodzi gracze w składzie tak dużo mówią o procesie. Blashill nie skupia się wyłącznie na tym, że Nazar ma trudności z umieszczaniem krążka w siatce. „Szczerze, uważam, że Frank zagrał dziś prawdopodobnie najlepiej w sezonie” – powiedział Blashill. „Był znakomity. Patrzę na proces, na takie rzeczy jak bycie nad krążkiem, siłę przy krążku, możliwości kreowania gry i używanie szybkości. Tak, były mecze, jak ten w St. Louis, gdy był bardziej efektowny. Ale myślę, że rozwija się w rzeczach, których będzie potrzeba, żeby stał się naprawdę wielkim zawodnikiem robiącym różnicę. Czy to frustrujące, gdy nie strzelasz? Tak. Naszą rolą jest utrzymać go skupionego na procesie, bo punkty przychodzą i odchodzą. Widziałem to już setki razy. Jeśli będzie grał tak regularnie, punkty przyjdą”.
Po tym jak Blackhawks zostali rozgromieni w Anaheim, pisano w amerykańskich mediach, że Nazar zagrał lepiej, niż mogłyby sugerować skróty z tego meczu. Skupianie się wyłącznie na ofensywie pozostawia dużą część hokeja niedopowiedzianą. Jeśli media i kibice skupiają się tylko na pojedynczym momencie, w którym taki gracz jak Nazar nie zdobywa bramki, pomijają dużą część hokejowej rzeczywistości na tafli. Młody napastnik pracuje nad każdym aspektem swojej gry, po to, żeby być wpływowym hokeistą w NHL. Wykonywanie przez niego zadań, które pomagają Blackhawks wygrywać, będzie dawać mu równie dużo satysfakcji, jak strzelanie goli. A te ostatnie wkrótce nadejdą, tego można być pewnym.

