Dzieciaki Blackhawks przejmują stery w drużynie

Kiedy za jakiś czas spojrzymy wstecz, wiosna 2025 roku będzie prawdopodobnie postrzegana jako punkt zwrotny dla odbudowujących się Chicago Blackhawks. Oczywiście wcześniej pojawił się w zespole Connor Bedard, zostając natychmiast nazwanym nowym kamieniem węgielnym franczyzy, a on jest już prawie dwa sezony w Chicago. Po jego debiutanckim sezonie, Blackhawks pozyskali wielu wolnych agentów, próbując zmienić sytuację, sprawić, żeby drużyna stała się lepsza. Ale tak się nie stało. 31 miejsce w lidze nie miało być planem na ten sezon. Fani, zawodnicy i eksperci byli sfrustrowani, zastanawiając się, dlaczego Blackhawks wciąż grają na fatalnym poziomie. Cóż, przebudowa wymaga czasu. I nadal będzie wymagać czasu. Ale w ostatnich tygodniach coś się zmieniło. Wizja wydaje się być czymś więcej, niż tylko wizją. Rozebranie drużyny na części pierwsze, celowe tankowanie, pozyskiwanie mnóstwa draftowych picków zaczyna się po prostu opłacać. Wydaje się bowiem, że niektóre z elementów składowych w końcu zatrybiły. Przeanalizujmy tę podstawową zmianę w dynamice zespołu.

Wszystko zaczęło się od wygranego 3 marca, 5:1 meczu z Los Angeles Kings. To był debiut bramkarza Spencera Knighta w Blackhawks. Knight był częścią wymiany Setha Jonesa do Florida Panthers. Był numerem 13 w drafcie roku 2019 i jest uważany za potencjalnego elitarnego bramkarza w NHL. 23-latek nie tracił czasu, prosząc o grę natychmiast po przybyciu do Chicago. Nie zawiódł, zatrzymując 41 z 42 strzałów i notując znakomite 97,6% obron. Został wybrany Gwiazdą nr jeden meczu i został również nagrodzony w szatni przez swoich nowych kolegów z drużyny.

Spencer Knight

Knight wywodzi się ze zwycięskiej kultury Panthers, którzy w zeszłym sezonie sięgnęli po Puchar Stanleya. Na Florydzie był w cieniu startera Siergieja Bobrowskiego. Ale w Blackhawks ma teraz szansę być numerem jeden. Widać, że jest bardzo podekscytowany tą perspektywą. Wystarczy spojrzeć na jego uśmiech podczas wywiadów po jego debiucie w Blackhawks. Energia i pewność siebie nowego bramkarza pobudziły drużynę. „Mamy tu dobrą grupę zawodników” – powiedział. „Wiesz co? Nie ma znaczenia, czy jesteśmy na pierwszym miejscu, czy na ostatnim, zrobimy wszystko, aby wygrywać”. To dla Knighta szansa na wielką karierę i nie sądzę, by zamierzał ją zmarnować. Jest już liderem i bardzo prawdopodobne, że będzie bramkarzem przyszłości Blackhawks.

Zadowolonym ze wzmocnień jest też Connor Bedard. Mając na uwadze wszystkie frustracje w drużynie Jastrzębi w ciągu ostatnich kilku sezonów, wiele osób uważało, że Bedsy będzie szukał innych rozwiązań, jeśli chodzi o dalsze kontynuowanie kariery. Było to chyba trochę naciągane, bo przecież Bedard wiedział w co się pakuje i można sądzić, że rozumie proces przebudowy. Jest bardziej, niż szczęśliwy, widząc kilku młodych graczy, którzy wzmocnili zespół, dołączając do niego w tym sezonie. Są to zawodnicy, którzy potencjalnie mogą być jego kolegami z drużyny przez wiele lat. Zresztą Connor ostatnio wypowiedział się na temat pozyskania Knighta. „Jestem podekscytowany tym, że tu jest” – powiedział. „Cieszymy się, że go mamy. To naprawdę kozak, więc nie mogę się doczekać przyszłości z nim w składzie”. Kluczowe jest to, że również Knight jest podekscytowany pojawieniem się w nowej drużynie. Biorąc pod uwagę, że zawodnik, który był częścią transakcji, dzięki której pozyskano tego goalkeepera, nie chciał już być w Chicago, jest to wymarzona sytuacja.

Alex Vlasic

Myśląc o nowym trzonie przebudowywanej drużyny, trudno nie wziąć pod uwagę Alexa Vlasica. Młody obrońca jest związany z organizacją od sezonu 2021-22, ale to dopiero jego druga pełna kampania w klubie z Wietrznego Miasta. Hmm, ale jakie to były dwa sezony. Vlasic po cichu przeszedł od bycia bezimiennym prospektem do stania się czołową postacią linii defensywnej. W ostatnich dwóch sezonach spędzał średnio 22:30 minut na lodzie, ustępując jedynie Sethowi Jonesowi. Jeden z publicystów The Athletic, Harman Dayal, jakiś czas temu opublikował artykuł, w którym sklasyfikował Vlasica jako drugiego najlepszego obrońcę w lidze. Takich słów nie rzuca się na wiatr. Średni czas gry Vlasica na lodzie wzrósł w tym sezonie do 23:41 minut i bez wątpienia trzeba wymienić go, jako najbardziej wszechstronnego obrońcę Blackhawks, grającego we wszystkich możliwych sytuacjach, prowadzącego grę w przewadze pierwszego zestawienia formacji specjalnej. W kwietniu ubiegłego roku podpisał nowy, sześcioletni kontrakt z limitem wynagrodzenia w wysokości 4,6 miliona dolarów. Nikt w organizacji tak naprawdę nie wątpi w jego zdolności do rozwoju. Po prostu wślizgnął się w swoją obecną rolę, jakby się tego po prostu po nim spodziewano. Zwróćmy również uwagę na to, że w wieku 23 lat Alex jest praktycznie uważany za weterana w tej młodej drużynie. W końcu ośmiu graczy w obecnym składzie jest młodszych od niego, a Knight i inny obrońca Louis Crevier są w tym samym wieku. Co więcej, w przyszłym sezonie w składzie pojawi się prawdopodobnie więcej młodych zawodników. Vlasic niedawno skomentował obecną sytuację kadrową Blackhawks, stwierdzając: „Posiadanie tych wszystkich młodych chłopaków bardzo nam pomogło i wniosło energię, której potrzebowaliśmy. Nasza obecna szatnia to zupełnie inne środowisko. Wszyscy poświęcają się dla drużyny i grają dla niej”.

Można powiedzieć, że na chwilę obecną dzieciaki przejmują pałeczkę w zespole z United Center. W ciągu ostatnich kilku miesięcy Blackhawks pożegnali takich weteranów jak Taylor Hall, Seth  Jones, Craig Smith i Petr Mrazek, a ich miejsce zajęli młodsi gracze. To pokazuje pewną długoterminową wizję zarządu klubu. Poza tym jest jeszcze jedna zmiana kulturowa, którą przynosi młodsze pokolenie. Wydaje się, że wszyscy dobrze się tam bawią. Po tym, jak 7 marca Blackhawks pokonali Utah Hockey Club 4:3, 21-letni Frank Nazar został zapytany o nastawienie drużyny. Wspomniał o zjednoczeniu się w jedną grupę, a także o tym, że wszyscy poczuli jak to jest fajnie, gdy się wygrywa i jak fajna dzięki temu może być NHL. To sprawiło, że w szatni zaczął rosnąć apetyt na zdobycie jak największej ilości zwycięstw. Musimy również pamiętać, że większość z tych chłopaków jest po prostu szczęśliwa, że tam są. Są nowi w lidze, a z tym wiąże się ekscytacja i energia. Nazar jest tego najlepszym przykładem. Ostatnio jeden z komentatorów wydarzeń wokół Blackhawks, Mark Lazerus, zadał pytanie: „Czy wiecie, kto zawsze dobrze się bawi będąc zawodowym hokeistą? Bez wątpienia to Frank Nazar. Koleś jest zawsze uśmiechnięty, zawsze żartuje, po prostu żyje swoim najlepszym życiem. To naprawdę rzadkie w tej lidze, zwłaszcza dla młodych chłopaków, grających pod tak dużą presją”.

Artyom Levshunov

Ostatnio do składu drużyny dołączył Artyom Levshunov, debiutując w NHL 10 marca, w meczu przeciwko Colorado Avalanche. Tak, to nie pomyłka. Młodzian stanął oko w oko z szybkim i mocnym zespołem z Denver. Blackhawks co prawda ponieśli porażkę w stosunku 3:0, ale po meczu można było odnieść pewne poczucie pozytywności. Ten młody team dotrzymywał kroku Avs przez dwie tercje, zanim popełniono kilka niefortunnych błędów w trzeciej odsłonie, które kosztowały utratę punktów. Co więcej, w trakcie meczu Jastrzębie straciły obrońcę Aleca Martineza, który kontuzjowany opuścił plac gry na początku pierwszej odsłony. Levshunov, w swoim pierwszym meczu w NHL, miał za zadanie być częścią pięcioosobowej rotacji z różnymi defensorami. W ciągu aż 20:55 minut spędzonych na lodzie, oddał trzy strzały na bramkę, a dwa jego strzały zostały zablokowane. Pojawił się również podczas gry w przewadze. Był odpowiedzialny w defensywie i grał z dużą pewnością siebie, stając się coraz bardziej aktywnym ofensywnie, z czego jest znany, w miarę upływu czasu gry. Po tym spotkaniu Białorusin zapytany o swoją aktywność w grze ofensywnej odpowiedział: „Żałuję, że nie trafiłem kilka razy. Na pewno nabrałem po tym większej pewności siebie. Miałem szanse na gola w swoim pierwszym meczu w tej lidze. Niestety, nie udało mi się. Ale cóż, świat toczy się dalej”. Czy tego typu wypowiedź, brzmiąca w ustach 19-latka nie świadczy o tym, że można bawić się, grając w hokej?

Mając na uwadze wszystkie opisane powyżej przykłady, ktoś mógłby zapytać: czy Blackhawks w ogóle potrzebują teraz weteranów? Odpowiedź brzmi: ależ oczywiście, że tak. Nick Foligno, Jason Dickinson, Connor Murphy, Pat Maroon. Wszyscy oni wciąż mają do odegrania swoją ważną rolę. Ich doświadczenie oraz mentoring są i nadal będą nieocenione. Ale teraz są jakby w tle. To już do końca nie jest ich drużyna. Wielu młodszych zawodników Blackhawks znajduje się na bardzo ważnym etapie swojego rozwoju. Są już wystarczająco długo w zespole, aby mieć całkiem niezłe pojęcie o lidze, systemach gry i tym, czego potrzeba, aby odnieść sukces. Są na samym szczycie i robią to wspólnie, będąc gotowymi przejąć stery oraz zacząć wytyczać własne ścieżki.

Poprzedni wpis
Porażka w meczu wyjazdowym z San Jose Sharks
Następny wpis
Canucks vs Blackhawks – przewidywany skład gości