Chicago Blackhawks potrafią wygrywać mecze pod wodzą Jeffa Blashilla. Grają i wyglądają lepiej, niż miało to miejsce w poprzednich kilku sezonach. Oczywiście ogromny wpływ ma na to Connor Bedard, ale przecież to zawsze miało tak wyglądać. Blackhawks potrzebują Bedarda w wersji elitarnej, by mogli kiedyś sami stać się zespołem z najwyższej półki. Pierwsze 20 meczów tego sezonu, zespół pokazał ten potencjał. To dobra wiadomość. Jest nadzieja na przyszłość.
Teraz jednak czas na złe wieści — przynajmniej jeśli chodzi o obecną drużynę — bo ten sezon wymyka się Blackhawks z rąk. Gdy Blackhawks zbliżają się do końca drugiej dwudziestki meczów, perspektywa zespołu uległa zmianie. Jeszcze przed kontuzją barku Bedarda pojawiało się coraz więcej nierówności. Czy to odesłanie Sama Rinzela do Rockford, czy ofensywna zapaść Franka Nazara — Blackhawks przechodzili przez typowe problemy wzrostu młodej drużyny. A gdy Bedard doznał kontuzji, trajektoria zespołu zanurkowała znacznie głębiej. Ofensywa wyschła, a margines błędu stał się jeszcze mniejszy. Do meczu w Ottawie, drużyna bez Bedarda zdobyła tylko trzy gole w trzech meczach (wszystkie przegrane), a wciąż czeka ich jeszcze sporo spotkań bez niego.
Tabela to odzwierciedla. W ostatnich 16 meczach, Blackhawks mają bilans 3-11-2. Od zespołu z bilansem 10-5-4, będącego sensacją NHL, spadli do rekordu 13-16-6 i są znacznie bliżej dna ligi niż jej szczytu. Nadzieje na play-offy Pucharu Stanleya gasną. Colorado Avalanche, Dallas Stars i Minnesota Wild uciekają reszcie Central Division. Wild, trzecia drużyna dywizji, ma nad Blackhawks aż 15 punktów przewagi. Wyrównany poziom Konferencji Zachodniej, daje Chicago pewną nadzieję w walce o dziką kartę, bo tylko trzy zespoły w tej grupie mają powyżej 50% punktów. Blackhawks muszą jednak szybko udowodnić, że potrafią wygrywać bez Bedarda, by było to realne. Według najnowszych projekcji redakcji The Athletic, mają zaledwie 3 procent szans na awans do play-offów i wyprzedzają jedynie Calgary Flames.
Coraz bardziej prawdopodobne wydaje się więc, że Blackhawks znów dołączą do rozmowy dotyczącej loterii draftowej. Przed sobotnim meczem z Senators, mieli piąty najgorszy procent punktów w lidze — 47,1%. Za nimi byli Vancouver Canucks (43,9%), Nashville Predators (45,5%), Flames (45,7%) i Seattle Kraken (46,9%). Tuż przed nimi znajdowali się także rywale z dywizji: St. Louis Blues (47,2%) oraz Winnipeg Jets (48,5%). Choć kierownictwo Blackhawks stało na stanowisku, że ten sezon potoczy się lepiej, niż oczekiwano i że nie zakończy się kolejnym wyborem w top 5 draftu, mogą ostatecznie dostać to, co najlepsze z dwóch perspektyw. Z jednej strony Bedard eksplodował formą, a Blackhawks pokazali, że potrafią grać dobry hokej. Z drugiej — bardzo możliwe, że znów będą wybierać wysoko w drafcie. Warunkowy wybór otrzymany od Florida Panthers, nie wygląda już tak obiecująco, jak na początku sezonu, gdy Panthers mieli problemy. Jeśli Blackhawks rzeczywiście zakończą sezon z kolejnym wyborem w top 5, interesujące będzie to, czy zdecydują się na napastnika czy obrońcę. Argumenty można znaleźć dla obu opcji.
W obecnym składzie, wśród napastników Bedard i Nazar są pewniakami do top 6. Ryan Greene pokazał wystarczająco dużo, by projektować go jako prawdopodobnego centra trzeciej linii. Na ocenę, kim w NHL będą Oliver Moore i Nick Lardis, jest jeszcze za wcześnie, ale to, jak szybko obaj odnieśli sukces w Rockford, było dla Blackhawks obiecującym sygnałem. Za rok byłoby zaskoczeniem, gdyby nie grali w NHL, zarówno Roman Kantserov, obecny lider KHL w liczbie goli oraz Anton Frondell, współlider strzelców do lat 23 w SHL. Za nimi są inne wybory z pierwszej rundy draftu: Sacha Boisvert, Václav Nestrašil i Marek Vanacker, którzy powinni przejść na zawodowstwo w ciągu najbliższego roku lub dwóch. Czy Blackhawks mają wystarczająco dużo elitarnych napastników? Być może. Czas pokaże. Napastnikami wyłaniającymi się na szczycie draftu NHL 2026 są Tynan Lawrence — środkowy z USHL, Ivar Stenberg — skrzydłowy ze Szwecji oraz Gavin McKenna — skrzydłowy grający w NCAA. Lawrence byłby idealnym dopasowaniem dla Blackhawks ze względu na świetną jazdę na łyżwach i umiejętność rywalizacji. Stenberg i McKenna mogą być zbyt podobni do tego, co Blackhawks już mają w swoim systemie. Wiele zależy też od miejsca wyboru. Jeśli Chicago będzie wybierać z piątką, a McKenna wciąż będzie dostępny, będzie to inna sytuacja niż przy pierwszym wyborze.
Jeśli chodzi o obronę, Blackhawks budowali zespół, stawiając najpierw właśnie na formację defensywną. W pierwszym drafcie Kyle’a Davidsona jako generalnego menedżera, wybrał on obrońców Kevina Korchinskiego i Sama Rinzela, którzy byli dwoma z trzech jego wyborów w pierwszej rundzie. Dwa lata później postawił na Artyoma Levshunova zamiast napastnika Ivana Demidova. Davidson zabezpieczył sobie także Alexa Vlasica, podpisując z nim sześcioletni kontrakt. Wyatt Kaiser (23 lata) i Louis Crevier (24 lata) również robią postępy i wyglądają na część przyszłości zespołu. Czy to wystarczy? Rinzel był w zeszłym sezonie znakomity i Blackhawks liczą, że wróci do tej formy. Levshunov to projekt w trakcie realizacji, ale jako 20-latek dobrze radzi sobie z coraz większym czasem na lodzie i odpowiedzialnością w NHL. Blackhawks wciąż wierzą w potencjał Korchinskiego i są gotowi wykazać się cierpliwością. Większość osób powiedziałaby, że Chicago ma tu wystarczające zasoby. Ale wewnętrzne rozmowy w klubie mogą wyglądać inaczej, niż opinia zewnętrzna. Być może wybór kolejnego obrońcy wysoko w drafcie, jest traktowany jako zabezpieczenie lub sposób na pogłębienie swoich zasobów.
W nadchodzącym drafcie jest wielu wysoko cenionych obrońców. W najnowszym rankingu Corey’ego Pronmana z The Athletic, aż pięciu defensorów znajduje się wśród ośmiu najlepszych zawodników. Według niego, tylko trzech napastników znajduje się w dwóch najwyższych poziomach talentu w tym drafcie. Najlepsi obrońcy to Keaton Verhoeff (numer dwa w rankingu Pronmana), Alberts Smits, Carson Carels, Chase Reid i Daxon Rudolph. Czy Blackhawks sięgną po obrońcę wcześnie — nie wiadomo, ale można się spodziewać, że wybiorą defensora gdzieś w pierwszej lub drugiej rundzie. Poza Levshunovem, Blackhawks nie draftowali obrońcy w pierwszych pięciu rundach, ostatnich trzech draftów. Pronman podzielił się swoimi przemyśleniami na temat tego, co mógłby oznaczać dla Blackhawks kolejny wybór w top 5. „Tynan Lawrence wydaje się typem zawodnika, którego oni lubią” — powiedział Pronman. „To wzmocniona wersja Olivera Moore’a i dałby im elitarną młodą grupę centrów. Ivar Stenberg lub Gavin McKenna daliby Bedardowi prawdziwy ofensywny topowy talent do gry. Keaton Verhoeff byłby tym typem premium obrońcy, który najbardziej im odpowiada i którego potrzebują. Mają dobrych młodych obrońców, ale poza Levshunovem nikt nie jest naprawdę talentem z najwyższej półki, a Verhoeff jest bardziej kompletny niż Białorusin.”
Zawsze istnieje możliwość, że sezon Blackhawks znów się odwróci. Jeśli Bedard wróci na początku stycznia, wciąż jest dużo czasu, by Chicago wróciło na właściwe tory i grało znaczące mecze pod koniec sezonu. Już raz zaskoczyli ligę, więc może zrobią to ponownie. Dopóki czołowe zespoły walczące o dziką kartę nie odjadą za bardzo, Blackhawks mogą pozostać w grze. Na razie jednak szanse zaczynają działać przeciwko nim. Za kulisami, Davidson i jego sztab z pewnością oglądają mnóstwo zawodników kwalifikujących się do draftu i przygotowują się na oba scenariusze. Tak czy inaczej, Blackhawks prawdopodobnie będą w stanie zakończyć ten sezon w pozytywny sposób. Pokazali się ze swojej najlepszej strony, a być może będą wysoko wybierać w drafcie.

