Rozpoczęcie 2026 roku, to idealny moment, by wrócić pamięcią do ćwierćwiecza hokeja Blackhawks. Od przełomu wieków widzieliśmy wszystko. Zaczęło się od drużyny bez kierunku, bez nadziei na odzyskanie dawnej chwały. Następnie, po przejęciu klubu przez Rocky’ego Wirtza, byliśmy świadkami najlepszego okresu w historii organizacji — trzech Pucharów Stanleya w ciągu sześciu lat. Dziś zaczynamy dostrzegać światło po długim procesie przebudowy, z licznymi utalentowanymi młodymi zawodnikami, którzy mają przywrócić Blackhawks do walki o mistrzostwo. Przyjrzymy się 25 najlepszym graczom Blackhawks z ostatnich 25 lat. Ostatni odcinek poświęcamy piątce najlepszych. Nie powinno być niespodzianek co do tego, kim są — pytanie brzmi tylko: w jakiej kolejności?

Nr 5 – Marian Hossa
1 lipca 2009 roku to niezwykle ważna data w historii Blackhawks. To właśnie wtedy Marian Hossa stał się prawdopodobnie najlepszym wolnym transferem w historii Chicago. Z nim w składzie Blackhawks przeszli drogę od zespołu na dorobku do dynastii. Sam Hossa przyznawał, że rywalizacja z Blackhawks w finale Konferencji Zachodniej w 2009 roku sprawiła, iż Wietrzne Miasto stało się dla niego atrakcyjnym kierunkiem latem następnego roku. Słowacki skrzydłowy dał Blackhawks coś, co miało niewiele drużyn: kompletnego napastnika grającego po obu stronach lodu, który wyróżniał się w każdym elemencie gry.
🎥 Najlepsze bramki Mariana Hossy z sezonu 2013/14
Hossa był wart każdego dolara swojego kontraktu. Zdobył 186 goli i 415 punktów w 534 meczach w barwach Blackhawks. W ciągu ośmiu sezonów, miał bilans +133 oraz współczynnik Corsi For na poziomie 55,9%. Strzelił 40 goli w przewadze i 18 w osłabieniu, pokazując, że był bronią w każdej sytuacji. W 107 meczach fazy play-off zdobył 21 bramek i 73 punkty. Strzelił sześć zwycięskich goli w walce o Puchar Stanleya — żaden nie był ważniejszy niż ten w 5 meczu serii z Nashville Predators w 2010 roku. Jego numer 81 wisi pod dachem United Center, a on sam — w pełni zasłużenie — ma swoje miejsce w Hockey Hall of Fame.

Nr 4 – Brent Seabrook
Jeśli decydujesz się nosić numer 7 w Chicago po tym, jak uczynił go legendarnym Chris Chelios, musisz sprostać ogromnym wymaganiom. Brent Seabrook zrobił to w pełni podczas swoich 1114 meczów dla Blackhawks. Jest pierwszym z dwóch zawodników z pierwszej piątki, wybranych w drafcie przez Mike’a Smitha — został wybrany z 14 numerem w 2003 roku. Zadebiutował w NHL w 2005 roku i był filarem składu aż do momentu, gdy kontuzje zmusiły go do zakończenia kariery w 2020 roku. Jego ciało w końcu odmówiło posłuszeństwa po 15 sezonach poświęcania go w imię zwycięstw.
🎥 Bramka Brenta Seabrooka w dogrywce meczu z Red Wings
Seabrook był połową najlepszego duetu defensywnego, jaki kiedykolwiek miała ta organizacja. Grał twardo we własnej tercji, ale nie bał się włączać do ofensywy. Nie strzelał często, ale gdy już trafiał, zwykle działo się to w najważniejszych momentach. Spośród jego 103 goli w sezonach zasadniczych, aż 19 było bramkami na wagę zwycięstwa. W play-offach zdobył trzy takie gole — wszystkie w dogrywkach. Wyeliminował Detroit Red Wings w 2013 roku, wygrał 5 mecz finału Pucharu Stanleya tej i powstrzymał sensacyjną porażkę z Nashville Predators w 2015 roku. Choć nigdy nie był kapitanem Blackhawks, wielu członków mistrzowskich drużyn twierdziło, że był prawdziwym liderem. Wiedział, kiedy zabrać głos i kiedy dawać przykład. To tylko kwestia czasu, kiedy jego baner zawiśnie obok Cheliosa w United Center.

Nr 3 – Jonathan Toews
To musiało być naprawdę wyjątkowe ćwierćwiecze, skoro zawodnik klasy Jonathana Toewsa zajmuje dopiero trzecie miejsce. Jest najlepszym kapitanem w historii klubu — poprowadził drużynę do trzech Pucharów Stanleya, zdobywając po drodze Trofea Selke i Conn Smythe’a. Trudno uwierzyć, że spadł na 3 miejsce w drafcie NHL 2006 roku. Gdy trafił do zespołu w 2007 roku, od razu było widać, że to ktoś wyjątkowy. Został najmłodszym kapitanem w historii klubu i szybko stał się siłą napędową hokejowej dynastii.
🎥 Jonathan Toews – najlepszy kapitan w historii Blackhawks
Najwięksi sportowcy we wszystkich dyscyplinach mają jedną wspólną cechę: niesamowitą wolę rywalizacji. Toews jest jednym z najbardziej konkurencyjnych zawodników, jakich kiedykolwiek widziała ta gra. To właśnie ta cecha pozwoliła mu wrócić do NHL w tym sezonie, w barwach Winnipeg Jets, po dwóch latach przerwy. W ciągu 15 sezonów w barwach Blackhawks, nigdy nie zdobył mniej niż 20 goli. Trzykrotnie przekroczył barierę 30 bramek, w tym rekordowe 35 w sezonie 2018–19 w wieku 30 lat. W play-offach miał niemal punkt na mecz — 45 goli i 119 punktów w 137 spotkaniach. Prawie jedna czwarta jego bramek w fazie posezonowej (11), była golami na wagę zwycięstwa, w tym dwa w dogrywkach. Gdy kapitan jest najbardziej pracowitym zawodnikiem w drużynie, jego postawa przenosi się na cały zespół. Tak właśnie było w najlepszej erze Blackhawks — dzięki Toewsowi.

Nr 2 – Patrick Kane
Gdy jesteś wybierany z numerem jeden w drafcie NHL, presja zaczyna się w chwili wyczytania twojego nazwiska i trwa aż do ostatniego meczu kariery. Patrick Kane rozkwitł pod presją i w pełni spełnił oczekiwania. Co więcej — nadal je spełnia, bo do zdobycia 500 gola w karierze brakuje mu zaledwie dwóch trafień. O ile Toews był bezkompromisowym, grającym w obie strony centrem, Kane był efektownym skrzydłowym żyjącym dla akcji bramkowych. Idealnie się uzupełniali, a Blackhawks dzięki tej parze zdobyli trzy mistrzostwa.
🎥 Tysięczny punkt w karierze Patricka Kane’a
Kane osiągnął w hokeju wszystko, co było możliwe. Podczas 16 sezonów w Chicago, zdobył Trofea Caldera, Conn Smythe’a, Art Rossa i Harta. W 14 pełnych sezonach, z 82 meczami, nigdy nie zdobył mniej niż 21 goli ani mniej niż 64 punkty. Pięciokrotnie przekroczył 30 bramek i osiem razy zanotował ponad 50 asyst. Jest trzeci w historii klubu pod względem liczby rozegranych meczów (1161), trzeci pod względem goli (446), drugi pod względem asyst (779), drugi pod względem punktów (1225) oraz czwarty pod względem goli na wagę zwycięstwa (67). Nie tylko trafi do Hockey Hall of Fame — jego numer 88 zostanie zastrzeżony, a on i Toews z pewnością doczekają się pomników przed United Center.

Nr 1 – Duncan Keith
Blackhawks byli obdarzeni kilkoma przyszłymi członkami Galerii Sław, podczas swojej serii trzech Pucharów Stanleya w sześć lat. Choć Toews, Kane, Hossa i Patrick Sharp zgarniali większość nagłówków, to Duncan Keith był tym, który utrzymywał silnik drużyny w ruchu. Niewielu zawodników w NHL mogło się równać z jego etyką pracy, determinacją i motorem napędowym. Był elitarnym obrońcą, posiadającym umiejętności, szybkość i inteligencję, by dominować we wszystkich trzech tercjach lodu.
🎥 Patrick Kane wspomina Duncana Keitha
Blackhawks nie zdobyliby trzech Pucharów Stanleya bez Keitha, a być może nie zdobyliby żadnego, gdyby nie był częścią organizacji. Dwukrotny zdobywca Trofeum Norrisa, łączył w sobie atletyzm i twardość w idealnych proporcjach. Jego legenda urosła jeszcze bardziej w 4 meczu finału Konferencji Zachodniej 2010 roku, gdy stracił siedem zębów po uderzeniu krążkiem w twarz i wrócił do gry zaledwie kilka minut później. W 2015 roku zdobył Trofeum Conn Smythe’a za fenomenalny występ w play-offach — zaliczył trzy gole i 21 punktów w 23 meczach, spędzając na lodzie niewiarygodne 31:07 minut na mecz. Zdobycie zwycięskiej bramki na własnym lodzie, pieczętującej Puchar Stanleya, było idealnym zwieńczeniem tego niesamowitego występu. Keith nie tylko jest najlepszym zawodnikiem ostatnich 25 lat, należy również do najwybitniejszych graczy w historii klubu.

